Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Duchowy i emocjonalny daltonizm – to on odbiera nam nadzieję!

Shutterstock
Udostępnij

Na koniec życia możemy usłyszeć od Boga, jak bardzo cierpiał, widząc, że nie zrozumieliśmy Go zupełnie i przypisaliśmy Mu intencje, których względem nas nie miał, i działania, których nie podjął.

Kilka tygodni temu obejrzałam w sieci film o daltonistach, którzy po raz pierwszy w życiu zobaczyli kolory za sprawą specjalnych okularów. Ich reakcje były niezwykłe. Dominowało wzruszenie, zachwyt, ale i żal. „Czy wy to widzicie cały czas?” – zapytała jedna z osób. Świat nagle stawał się różnorodny, bogaty, olśniewający.

Byłam tymi reakcjami bardzo mocno poruszona. Ostatnio materiał został odtworzony ponownie na rekolekcjach, w jakich rodzinnie uczestniczyliśmy. Ponownie myślałam o tym, że w różnych obszarach życia jesteśmy rzeczywiście daltonistami.

Obraz pozbawiony kolorów jest monochromatyczny, smutny. Duchowy i emocjonalny „daltonizm” owocuje życiem pozbawionym nadziei. Te negatywne filtry, owi złodzieje radości, to nasze przekonania, które budujemy na podstawie przeszłych złych doświadczeń. Można je podzielić na kilka grup, choć wszystkie dają efekt wyłączenia kolorów, życia na oparach, próby przetrwania – zamiast czegoś zachwycającego, czego Pan Bóg chciał dla nas bardzo wraz z darem życia.

Przekonania na temat siebie samego

Pierwszy filtr: to, co myślę o sobie. Kolory przebijają się tam, gdzie nauczono mnie, że jestem coś wart, że wiele potrafię, że zasługuję na miłość. I przeciwnie: barwy zostają wyłączone przez wyuczone, wkładane nam do głowy zdania na nasz temat, które głęboko w nas zapadły, ale zamiast wspierać – tylko ranią. „Jestem nikim”. „Nic mi się nie udaje”. „Za co się nie wezmę, to zepsuję”. „Nie ma przy mnie nikogo”. „Nie zasługuję na miłość”. „Wyciągnąłem w życiu krótszą słomkę”.

Te przekonania na własny temat, do których czasami nawet trudno wprost się przyznać, trzymają nas w więzieniu i kładą się cieniem na życiowych wyborach. Bo na co mogę się zdobyć, gdy od startu już wiadomo, że się nie uda?

 

Przekonania na temat życia i świata

To nasze nieuświadomione „dogmaty”. „W życiu wygrywają tylko najsilniejsi”. „Kto ma miękkie serce, ten musi mieć twarde siedzenie”. „Nie ma nic za darmo”. „Życie jest ciężkie, a potem się umiera”. „Na nikogo w życiu nie można liczyć”.

Mantry, jakie powtarzali ważni dla nas ludzie. Nieraz na głos, nieraz wyrażając takie ograniczające, destrukcyjne credo poprzez swoje decyzje i zachowania. Przyjęliśmy je jak swoje, nasiąkając nimi w czasie, gdy nasz intelekt jeszcze nie był tak dorosły, by ocenić, czy są prawdziwe i czy chcemy przyjąć je za swoje. Albo też ileś złych doświadczeń poskładało się na taki obraz świata, w którym jakkolwiek byśmy się nie starali – wszystko dzieje się źle.

 

Przekonania na temat Pana Boga

Jeśli są negatywne, sprawiają w naszym życiu wielki ciężar i gaszą duchowe światło. „Pan Bóg nie chce mojego dobra”. „Bóg jest kimś odległym”. „Bóg jest ze mnie niezadowolony”. „Muszę się bardzo starać, by Go nie rozgniewać”. I chyba to, które najbardziej oddziela nas od radości – „Bogu nie można ufać”.

Destrukcyjne przekonania odcinają nas od tego, co On tak naprawdę zaplanował dla naszego życia. To jak zamknięta skrzynka na listy, do której On pragnie z całego serca wrzucić wiadomość o tym, że jestem Jego ukochanym dzieckiem, za które oddał wszystko, co miał – swoje życie. Że kocha mnie tak bardzo, że nie chce być ode mnie daleko. A już na pewno stać z założonymi rękami, gdy ja zmagam się z życiem. Że chce być obecny we wszystkim, jako Przyjaciel, Obrońca, Ratownik, źródło mojej wewnętrznej siły. Że gdy upadam, to prosto w Jego ramiona.

Okulary dla daltonisty, które On chciałby nam podarować, to Dobra Nowina, w której nic nie jest stracone, nikt nie jest odepchnięty, odrzucony i przegrany. W której łotr idzie do Nieba.

Myślę, że tam, gdy zobaczymy nasze życie, odmaluje się na naszych twarzach to samo wzruszenie i ten sam wstrząs: jak bardzo byliśmy i jesteśmy kochani – i jak mało w to wierzyliśmy. Zwłaszcza w chwilach, gdy w naszym życiu gasło światło i przechodziliśmy przez cierpienie. Zobaczymy, jak bardzo On był wtedy z nami. Jak wiele dobra uczynił z tego, co nie było Jego zamierzeniem dla człowieka, gdy Go stwarzał, a jednak się dzieje z powodu złych wyborów. Jak wiele uratował.

Bardzo pokorny to Bóg, który działa w nas mimo tego, że nie przyjmujemy do wiadomości tego, co o sobie odsłonił. Jednak ufając Jego obietnicom już dzisiaj, możemy przechodzić od smutku monochromatycznego „przetrwania” – do życia pełnego nadziei w promieniach Jego miłości. Już teraz. Już dzisiaj.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail