Aleteia
wtorek 27/10/2020 |
Św. Sabiny
Sztuka i podróże

Tutaj Pan Bóg się raczej nie zmęczył

SALAR DE UYUNI

fot. Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki - publikacja 25.08.17

Salar de Uyuni. Nad największym solniskiem świata utrzymuje się stały układ wysokiego ciśnienia. Permanentna lampa. Do znudzenia niebieskie niebo. I susza. Tylko w takich warunkach tak rozległe słone jezioro mogło zupełnie wyparować.

Biały fenomen zachodniej Boliwii. Gigantyczna przestrzeń białej nicości. Nicości, której nie da się porównać z niczym innym. Niczym.

Stojąc pośrodku „niczego” dochodzi do nas – i to bez cienia wątpliwości – że trudno znaleźć na całej planecie coś równie „innego”, coś równie „egzotycznego”.

Tak, Salar de Uyuni to z pewnością jeden z najbardziej fascynujących skrawków naszej pięknej Ziemi. I wcale nie chodzi w tej fascynacji o jakąś „złożoność”, o jakąś skomplikowaną malowniczość. Nie, nie, nie… Nic z tych rzeczy. W tym przypadku tym, co urzeka, jest raczej prostota. To ona ogłusza wszelkie ludzkie zmysły. Wobec pustki największego solniska świata stają się zupełnie bezradne. Jakby rozłożyły ręce i westchnęły bezradnie „Nie wiem, nie wiem… Tego ci nie ogarnę…”




Czytaj także:
Tajlandia: seksturystyka przyciąga tu tysiące turystów

­­– To się nie dzieje naprawdę. To się nie dzieje naprawdę… – powtarzam w myślach, stąpając po białych poligonach solnych.

– Jak w czym? – głos koleżanki podążającej w ślad za mną przekonuje mnie, że jednak nie tylko „w myślach”.

– Mówię, że tutaj jest nieziemsko!– tym razem drę się w wniebogłosy. A co mi tam! Do cywilizacji daleko. Nie usłyszą.

Momentalnie zapominam o tych kilku chwilach grozy, jakie dane mi było przeżywać jeszcze kilka chwil temu. Podejrzewam, że minę musiałem mieć nie za tęgą. Oto ucieczka przed gigantyczną, smolisto-czarną, sięgającą po horyzont chmurą burzową kończy się fiaskiem.

O naszą terenówkę, którą udajemy się na Salar de Uyuni coraz częściej zaczynają uderzać krople. Z każdą minutą zdają się przybierać większe rozmiary. Najpierw słychać jedynie pojedyncze „bęc… bęc… bęc…”. Po chwili szybciej. „Stukutukutuku….”. Momentalnie całość przeistacza się w głośny szum. Nasz odważny kierowca nic sobie z tego nie robiąc, z impetem wjeżdża w głęboką koleinę wypełnioną szczelnie brunatną deszczówką. Silnik wyraźnie się krztusi. Jeszcze kilka dramatycznych prób zaczerpnięcia powietrza. „Wrrr… wrrr… wrrr…”. Ciągle próbuje. Jeszcze… Koniec. Poddaje się. Nie daje rady. Zamoczone przewody odmawiają posłuszeństwa, a nam pozostaje jedynie wsłuchiwać się w coraz cichszy rechot. Wreszcie cisza.

– O-o… Problem… – wzdycha Agostino, nasz lekkomyślny driver.

– Da się zauważyć… – odpowiadam przejęty. Trudno się dziwić. Ten dzień miał być wyjątkowy. Oto przed nami wizja największego solniska na Ziemi. A my zostajemy uwięzieni na kilkanaście kilometrów przed, w gigantycznej kałuży. – Da się coś z tym zrobić?

– Tak. To standardowa rzecz. Dajcie mi chwilkę. Idźcie się przewietrzyć.

Oto znajdujemy się pośrodku boliwijskiego płaskowyżu Altiplano. Z dala od cywilizacji. Z dala od pomocy. Wszystkie inne jeepy dawno już pojechały do przodu. Zręcznie omijając wodniste koleiny. Faktycznie, mamy problem. Agostino zakłada kalosze i dziarsko maszeruje w kierunku klapy silnika.

– Chyba się troszkę przejął – mruczy niepewnie koleżanka.


Zatoka Ha Long w Wietnamie

Czytaj także:
Wietnam: Ha Long to raj dla wielbicieli piękna

Obserwuję z daleka poczynania kierowcy. Przed nami kilkanaście minut grzebania pod maską. Kolejna próba odpalenia silnika. Wreszcie! Zaskakuje. Upragniony warkot. Tłoki ruszyły. Jedziemy. Do Salar de Uyuni już naprawdę niedaleko.

Po kilku minutach jazdy dojeżdżamy do celu. „Jak we śnie…” – powtarzam niczym mantrę. Dochodzę do wniosku, że w dotychczasowym wędrowaniu nie widziałem chyba nic piękniejszego. Czarna chmura niczym zaczarowana zatrzymuje się na krawędzi słonego jeziora. Dalej nie przejdzie.

Nad największym solniskiem świata utrzymuje się stały układ wysokiego ciśnienia. Permanentna lampa. Do znudzenia niebieskie niebo. I susza. Tylko w takich warunkach tak rozległe słone jezioro mogło zupełnie wyparować. Pozostawiając po sobie gigantyczną, białą pustkę. Nieogarnioną przestrzeń nigdzie indziej nie spotykanej bieli. Czuję się trochę jak u fotografa w studio, gdzie każe mi się stanąć na tle specjalnej białej płachty, by zrobić zdjęcie do dokumentu. Biel. Biel. Biel. Wszędzie. Po horyzont.

Na tymże zaś unoszące się niby w powietrzu wulkaniczne stożki. To kolejna zabawa w iluzję, jaką funduje nam Salar de Uyuni. Rozgrzane cząstki powietrza połączone z odbiciem otoczenia w kałużach wody na pograniczu solniska – wszystko to wytwarza złudzenie braku styczności białej pustyni z okalającymi ją górami. Piorunujący efekt. Czyli jednak przydała się na coś ta burza.

Pasmo przejściowe solniska całe usiane jest w tej chwili setkami olbrzymich rozlewisk, w których przeglądają się obłoki błękitnego nieba. „To się nie może dziać naprawdę!” – myślę. Człowiek sam by tego nie wymyślił…

A Pan Bóg musiał mieć niezłą przyjemność ze snucia wizji stworzenia tego skrawka ziemi. Prawdopodobnie uczynił to po niedzielnej kolacji. Coby było świątecznie. Bo roboty to tutaj nie miał za wiele. Ot, taka wielka, biała pustka. Wielkie nic. I to jest w tym wszystkim najlepsze.




Czytaj także:
8 zdań, które powinnaś jak najczęściej powtarzać dziecku. Nie tylko w czasie wakacji

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
podróże
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
PRZODKOWIE JANA PAWŁA II
Anna Gębalska-Berekets
Dziadkowie Karola Wojtyły. Kim byli przodkowi...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Theresa Aletheia Noble
Dobra spowiedź. 10 cennych rad od księży
MEDJUGORJE
Katolicka Agencja Informacyjna
Kierownik duchowy wizjonerów z Medjugorie eks...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail