Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Współorganizatorka Balu Debiutantów: nie przeliczam czasu wyłącznie na pieniądze

MARYNKA STAROWIEYSKA
Udostępnij

Współorganizatorka Balu Debiutantów i Międzynarodowych Obozów Maltańskich, Maria Starowieyska mówi o wolontariacie „po godzinach”, który daje moralny kręgosłup, o zaangażowanym społecznie biznesie i roli rodziny w wychowaniu do dobroczynności.

Anna Malec: Jak wspominasz swój Bal Debiutantów*?

Maria Starowieyska**: Debiutowałam w 2008 roku i wspominam to do dziś. Byłam jedną z młodszych debiutantek i bardzo zależało mi na tym, żeby pokazać wszystkim, że jestem w stanie sprostać temu wydarzeniu.

Do dzisiaj mam bardzo ciepłe relacje z wieloma uczestnikami tamtego Debiutu. To prawie 70 osób, które przez dwa tygodnie poznały swoje łzy, pot, zły i dobry humor, momenty wzlotów i upadków, uwieńczone ostatecznie pięknym balem. Te dwa tygodnie przed balem budują prawdziwe, trwałe relacje. Później zajęłam się koordynacją Debiutu, dzięki czemu przy kolejnych edycjach poznawałam coraz więcej osób.

Co dla Was znaczy „debiutować”?

Historycznie debiut związany był z zaprezentowaniem młodej osoby na salonach towarzyskich. Teraz już nie do końca o to chodzi. Po balu nie ma kolejnych spotkań „na salonach”, na które debiutanci byliby automatycznie zapraszani.

Debiutować teraz, oznacza poznać swoich rówieśników z szerokich kręgów towarzyskich i stworzyć razem z nimi grupę przyjaciół i znajomych.

To wydarzenie, które tworzy również relacje międzynarodowe, wielu debiutantów mieszka na stałe za granicą. To później owocuje w bardzo różny sposób. Między innymi to właśnie debiutanci licznie angażują się w organizację międzynarodowych obozów maltańskich dla osób niepełnosprawnych, czym ja też się zajmowałam przez lata.

Czytaj także:
Debiutanci

 

Dobroczynność – normalna rzecz

Spotykacie się i integrujecie nie tylko towarzysko, ale też po to, by potem działać razem dobroczynnie. Dla Ciebie bal był początkiem takiej działalności?

Dla mnie początek był tak naprawdę wcześniej. Kiedy miałam 14 lat, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, wskoczyłam na miejsce opiekunki osoby niepełnosprawnej z polskiej grupy na obozie maltańskim. Wtedy właśnie zobaczyłam, jak można tańczyć z wózkami, jak szerokie międzynarodowe grono młodych ludzi realizuje się w takim wolontariacie, jak istotna jest nauka języków. Obóz to 500 osób 25 krajów świata, z czego około 200 to młodzi niepełnosprawni.

Wiem, że kiedy ma się 14 lat to robi się różne rzeczy – harcerstwo, kluby sportowe, spływy kajakowe, różne inne wakacyjne atrakcje. Ja dostałam tę szansę, że pojechałam na obóz i dzięki temu, kiedy miałam 25 lat, czyli rok temu, podjęłam się zorganizowania takiego właśnie obozu w Polsce.

Obóz to intensywna praca. Program zaczyna się bardzo wcześnie rano, kończy późno w nocy, wymaga wytrwałości i zaangażowania. Dlatego tak ważne jest, żeby brały w nim udział osoby, na które można liczyć pod względem tego, jak zachowają się w trudnych sytuacjach i co będą sobą reprezentować. Nie oczekujemy, że będą mieli gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania, że obóz przepłynie bezproblemowo, ale chodzi o formę w jakiej to się robi. Ogromnie istotna jest kultura bycia razem i uśmiech – niezależnie od pogody czy zmęczenia wszyscy gramy do jednej bramki.

 

Czy Twoja chęć pomagania i zaangażowanie w wolontariat mają związek z Twoim pochodzeniem, czy bez względu na to czujesz, że to Twoja naturalna potrzeba, którą realizowałabyś gdybyś była np. córką rolnika?

Jestem taka, a nie inna, bo to wyniosłam z domu. Moja rodzina często organizuje albo bierze udział w wydarzeniach charytatywnych i pomocowych. Rodzice działają dobroczynnie odkąd pamiętam. Dla nas od zawsze to była normalna rzecz, że jak na przykład rodzice robili koncert dobroczynny, to wszyscy się angażowali i dom zamieniał się w biuro koncertu.

Oczywiście, bardzo pomaga, kiedy twoje środowisko również bierze udział w tego rodzaju inicjatywach. Nie trzeba wtedy wybierać między pójściem na imprezę a pomocą w jakimś wydarzeniu dobroczynnym, bo właśnie tam są twoi znajomi i chcesz być z nimi. Podobnie jest z wyjazdami i wakacjami. Jeśli wiem, że na międzynarodowy obóz z niepełnosprawnymi jedzie dużo moich znajomych, to dodaje mi to motywacji.

Nie potrafię powiedzieć co by było, gdybym pochodziła z innej rodziny. Większość ludzi, z którymi mam do czynienia, to rodziny o ziemiańskie, inteligencja, Polonia. Kto wie, może bym robiła coś, czego nie robię teraz, czyli np. pomagałabym w schroniskach dla zwierząt albo w hospicjum.

 

Pomagać może każdy

Po co to robisz? Nie szkoda Ci czasu? Nie wolałabyś zająć się jakimiś swoimi pasjami, rozwojem?

Mam różne umiejętności – zarządzania, organizacyjne, towarzyskie, jestem empatyczna. Mam w sobie takie cechy, które sprawiają, że realizując te projekty jestem zadowolona, wręcz szczęśliwa. Dostałam w życiu bardzo wiele i mam takie poczucie, że nie tylko powinnam, ale że też mogę wiele oddać.

 

Wygląda na to, że wolontariat zajmuje Cię bardziej niż codzienna, zwyczajna praca.

I tak i nie. Pomimo tego, że nadal jestem bardzo młoda, mam już spore doświadczenie zawodowe. Nie jestem wieczną wolontariuszką. Nie budzę się rano i nie organizuję tylko obozów czy debiutów, wszystko to robiłam poza studiami i poza normalną pracą. To nigdy nie było jakkolwiek płatne zajęcie. Mam raczej biznesowe podejście do życia, wiem w jakim kierunku chcę się rozwijać zawodowo i ile pracy będzie to ode mnie wymagać.

Kończą się Twoje działania wolontariackie, zaczynasz normalną pracę. Na świecie Twoje środowisko angażuje się na rzecz lokalnych społeczności dając im pracę, wspierając rozwój. Jak widzisz swoją przyszłość w tym kontekście – zajmując się biznesem i mając na celu rozwój tej społeczności wśród której jesteś?

Pomagać może każdy. W szczególności przedsiębiorcy – ludzie, którzy mają podejście biznesowe, którzy są w stanie wypracować realny zysk z wybranej działalności. Jeżeli tacy ludzi będą się czuli odpowiedzialni za człowieka obok i za kontekst, w którym razem żyją, to będą tworzyć dobro wspólne. Czy to poprzez zatrudnianie osób wykluczonych, czy to oddając części zysku albo reinwestując go w mądre projekty społeczne.

 

Wolontariat kształtuje charakter

Czyli zamieniasz dawanie ryby na wędkę?

Bardzo nie lubię tego sformułowania, bo najbardziej na nim cierpią ci, którym najprościej i zarazem najtrudniej jest pomóc. To powiedzenie niesamowicie ogranicza postrzeganie wielu problemów społecznych, szczególnie związanych z krajami trzeciego świata. Są takie grupy, którym po prostu trzeba dostarczać jedzenie czy leki, albo wysyłać na ich konta stałe przelewy wspierające. Niektórzy po prostu potrzebują tej przysłowiowej ryby. Tam gdzie można, trzeba oczywiście dawać wędkę, ale też nie zamykać się na grupy, które potrzebują pomocy w formie ryby.

 

A co Tobie osobiście dało zaangażowanie w wolontariat? Jak to wpłynęło na Twój charakter?

Zdecydowanie ukształtowało mój charakter. Dało mi moralny kręgosłup. Przez to, że zaczęłam wolontariat tak wcześnie z ludźmi, których znałam i z projektem, w którym się zakochałam, to nigdy nie miałam takiego podejścia do wolontariatu, że to jest coś co trzeba gdzieś, przez ileś godzin zrobić czy zaliczyć.

Dla mnie to było zawsze aktywne spędzanie czasu, świetnie się przy tym bawiąc i non stop uświadamianie sobie, że prawie wszystkie bariery są tylko w naszej głowie. Inaczej spędzałam swój czas i miałam poczucie, że robię coś dobrego, co daje innym radość albo przynajmniej wytchnienie w jakichś codziennych trudnościach.

Nie przeliczam swojego czasu czy zaangażowania wyłącznie na pieniądze – to dał mi wolontariat. Bardzo wiele rzeczy robię nie patrząc na zyski finansowe.

Masz świadomość, że to nie jest bardzo popularna postawa wśród Twoich rówieśników?

Ona jest popularna wśród ludzi w moim gronie. To, że ja byłam często liderem tych projektów nie znaczy, że jeśli mnie by tam nie było, to z tego grona nie wyłoniłby się inny lider. Na pewno by się wyłonił. To są ludzie, którzy dobrowolnie oddają swój wolny czas, przygotowują się i pracują pełną parą na wspólny cel. Moim zdaniem jest ich dużo.

 

**Maria Starowieyska – urodzona w Krakowie, od kilku lat pracuje w Warszawie. Absolwentka socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, wciela w życie idee przedsiębiorczości społecznej i współodpowiedzialności. Fanka serialu „Przyjaciele” i książek Terry’ego Pratchetta.

 

* Bal Debiutantów – organizowany przez Jolantę hrabinę Mycielską, należącą do Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, bal ma w Polsce chlubną tradycję. Spotykają się na nim przedstawiciele arystokratycznych rodzin o polskich korzeniach. Potomkowie Potockich, Radziwiłłów, Zamoyskich, a także politycy, naukowcy, ludzie kultury, znani aktorzy i reżyserzy, na co dzień rozsiani po całym świecie.  Historia bali debiutantów sięga drugiej połowy XIX wieku. Pierwsze bale na angielskim dworze królewskim były okazją do zaprezentowania córek brytyjskiej arystokracji potencjalnym kandydatom na mężów. Najbardziej znanym jest Wiedeński Bal Debiutantów. Następnie dołączyły Paryż, Stany Zjednoczone, Ameryka Południowa, a od niedawna Moskwa i Kijów. Nasza polska „tradycja” sięga dopiero 1998 roku. W polskiej edycji debiutują nie tylko panny, ale też kawalerowie. Podczas dwóch tygodni poprzedzających bal, oprócz codziennej intensywnej nauki tańca debiutanci korzystają z mini wykładów na temat savoir vivre, odpowiedzialności obywatelskiej czy wolontariatu. Pierwszy bal miał miejsce w Krakowie. Dziewiąta edycja Balu Debiutantów odbędzie się już 2 września w Warszawie. Patronat medialny nad wydarzeniem objęła Aleteia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail