Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Zanim znowu zapełnisz swój kalendarz

MAŁŻEŃSTWO PRZY ŚNIADANIU
Shutterstock
Udostępnij

Wakacje dobiegają końca. Dla przeciętnej rodziny z dziećmi oznacza to koniec epoki późniejszego wstawania i wolności od zadań domowych, sprawdzianów i zajęć pozalekcyjnych. To dobry moment, żeby zdecydować, jakie wakacyjne odkrycia i rytuały warto wnieść w codzienność.

Dla przeciętnej rodziny z dziećmi koniec wakacji to koniec epoki beztroski: wysypiania się, leniuchowania, ekscytujących podróży i rekreacji. Wraz z piaskiem plaży, wysypywanym z toreb i kieszeni spodni wsadzanych do pralki, mija okres wolności od napiętego grafiku. Czas powoli przyspiesza.

 

Zachować dobre rytuały

Za moment już wejdziemy w rytm wyznaczany – poza pracą rodziców – planem lekcji i zajęć dodatkowych, sprawdzianami, wywiadówkami, wizytami u dentysty i wszystkimi urokami roku szkolnego. W gronie naszych znajomych utarło się słowo „kierat”, którego osobiście bardzo nie lubię, bo sugeruje odebranie wolności. A przecież wolność odebrać nam może coś zupełnie innego niż codzienne obowiązki: założenie, że w życiu trzeba „więcej robić” niż „bardziej być”.

Jeśli podczas wakacji urodziło się w nas cokolwiek, co ubogaca świat naszych relacji, trzeba to zdecydowanie zaprosić do codzienności, zanim zacznie się nasz bieg przez płotki.

Dla mnie była to na pewno stojąca papierowa lampa koło łóżka w apartamencie w Ustce, przy której mogłam wieczorem czytać. Pozostanie dla mnie symbolem wyłączenia się z krzątaniny po domu (którego tam ze mną nie było w sensie niekończącej się listy zadań) i jasnego określenia czasu wieczornego wyciszenia. Druga rzecz – młynek do kawy i filiżanki z fajansu na wsi, które miały kilkadziesiąt lat – a które wyciągaliśmy z mężem, by usiąść razem i pobyć ze sobą. Do kolekcji dołożę rozmowy z dziećmi o tym, co im leży na sercu. Wszystkie te rzeczy chciałabym przenieść w zwykłe dni.

Czytaj także: Daj sobie czas. 5 zasad koczownika, które pozwolą Ci zwolnić

 

Czas na budowanie więzi między ludźmi

Miewamy tak absurdalne wyobrażenia o efektywności. Często wynika z nich, że kto więcej biega, ten więcej osiąga. Kto nie odpoczywa, ten więcej zrobi. Kto robi coś nieustannie, jest człowiekiem sukcesu. To iluzje, które z obszaru samorealizacji wyłączają jej najważniejszy obszar – więzi między ludźmi.

Nie mogę ich budować, jeśli nie mam czasu na budowanie relacji, w tym również tej z samym sobą. Mogę nawet nie mieć pojęcia, co u mnie słychać, bo ciągle jestem zajęty.

„Co u ciebie?” „A, wiesz, ciągle w biegu” (i tu co najwyżej następuje wymiana wszystkich projektów i zajęć, które są w trakcie realizacji lub na nią właśnie czekają).

Na wakacje na wsi nasze dzieci zabrały ze sobą trzy świnki morskie i chomika, który dzięki przeprowadzce zyskał znalezioną na tamtejszym strychu klatkę – a właściwie pałac, w porównaniu z tym, w czym mieszkał wcześniej. Trzy piętra, zjeżdżalnia i oczywiście kołowrotek, którego w swoim pierwszym lokum nie posiadał. Wieczorem słyszeliśmy, jak w nim biega. „Ale nasz chomik się tutaj rozkręcił!”, rzucił kiedyś mój mąż, gdy zastanawialiśmy się, co to za dźwięk. Choć jednocześnie słowo „kołowrotek” odsłoniło dla mnie literalnie swoje pułapki. Można się w codziennym biegu tak rozkręcić, że nie wiadomo już wcale, dokąd się zmierza i co z tego wynika. Czy ta bieganina przybliża mnie do najważniejszych życiowych celów?

Czytaj także: Zadbaj o relacje – będziesz szczęśliwszy!

 

Najważniejsze życiowe cele

Jeśli wśród nich znajduje się tworzenie relacji z innymi ludźmi, od tych najbliższych poczynając, pękający w szwach kalendarz z setkami rzeczy do zrobienia – a potem bieg przez wszystkie punkty dnia – jest fatalną strategią.

Kto przez życie biegnie, ten po innych depcze” – usłyszałam kilka lat temu na mszy, także w nadmorskiej Ustce. Nie da się budować wokół siebie rzeczywistości opartej na głębokim porozumieniu z innymi i szacunku, jeśli koncentrujemy się tylko na udowadnianiu własnej sprawczości poprzez odhaczanie kolejnych zadań.

I to nieważne, czy będą one wyznaczały kolejne szczeble kariery, czy kamienie milowe w nawet jakimś pobożnym dziele, czy zwykły grafik obowiązków domowych.

Nie da się „mnóstwo robić” i jednocześnie w pełni być: człowiekiem, żoną/mężem, mamą/tatą, przyjacielem. Nawet jako zalatany pracownik czy szef w końcu włączę sobie już tylko tryb „na przetrwanie” i zacznę używać innych ludzi, chodzić na skróty, zapominać, że ludzie są ważni.

Zwariowane tempo życia i głębia relacji z innymi ludźmi wzajemnie się wykluczają. Warto o tym pamiętać, gdy dopiero zaczynamy zapełniać nasze kalendarze. Może lepiej zacząć od znalezienia w nich stałego miejsca dla lampy koło łóżka i książki, filiżanek z kawą wypijaną z mężem czy żoną, spacer i rozmowę z dziećmi o tym, co w głębinach ich serc.

Może nie warto życia zamieniać w „kierat” ani kołowrotek – ale czynić z niego ścieżkę świadomych wyborów, co chcę zrobić, a z czego zrezygnuję, by „mieć czas” na wszystkie ważne sprawy pod słońcem.

Czytaj także: Jak odnaleźć równowagę w codziennym życiu? 30 sprawdzonych sposobów

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail