Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Uwiodłeś mnie, Panie”, ale z tym krzyżem to bez przesady… Komentarz do Ewangelii

JEZUS NA KRZYŻU
Udostępnij

Chrześcijaństwo nie jest cierpiętnictwem – słyszymy regularnie. To dlaczego Jezus namawia nas do niesienia krzyża?

Kiedy Jezus mówi swoim uczniom o tym, że musi wiele wycierpieć i zostać zabity, Piotr reaguje buntem, robi Mu wyrzuty.

Tak szczerze, to ja rozumiem Piotra i wcale mnie nie dziwi jego reakcja. Kto chce wchodzić w takie doświadczenie: musimy zaciskać zęby i cierpieć, bo taka jest droga chrześcijanina? Nic tylko smutno spuścić głowę i dźwigać ten swój krzyż. Taka wizja faktycznie może rodzić w sercu bunt. Chrześcijaństwo nie jest jednak cierpiętnictwem. Jest objawianiem się Bożej miłości.

Miałem okazję ostatnio być na kilku ślubach moich przyjaciół. Sakrament małżeństwa pokazuje, że miłość to decyzja: „Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński? Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?”

Dwoje ludzi podejmuje decyzję, która ma swoje konsekwencje. Życie przyniesie różne sytuacje, w których trzeba będzie zaprzeć się samego siebie. Zaprzeć się samego siebie, kiedy przyjdzie prosić o wybaczenie albo wybaczyć po kłótni. Zaprzeć się samego siebie, kiedy trzeba będzie wstać w nocy do dziecka. Zaprzeć się samego siebie, kiedy trzeba będzie posprzątać mieszkanie, ugotować obiad, zrobić pranie…

To jest ten własny krzyż, na którym umiera egoizm, ale z tego umierania rodzi się życie. Chrześcijański krzyż nie jest tragiczną koniecznością cierpienia, ale decyzją o tym, że chcę kochać. Jezus nie umierał na krzyżu dlatego, że nie miał wyjścia, że Ojciec Mu kazał, albo dlatego, że powiesili Go na nim ludzie. Jezus umarł na krzyżu dobrowolnie z miłości do nas.

Jak mówi List do Rzymian: „Zapłatą za grzech jest śmierć”. On jednak tak umiłował świat, że wziął tę śmierć na siebie, bo „nie ma większej miłości niż tak, gdy ktoś życie daje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Umiera kompletnie niesprawiedliwie, więc musi zaprzeć się samego siebie, żeby przyjąć tę niesprawiedliwość, ale wie, że to jest decyzja, która ratuje życie tym, których „do końca umiłował”.

Bóg podjął decyzję: chcę kochać. Piotr nie rozumiał jeszcze, że krzyż Jezusa jest decyzją miłości, więc naturalnie budziło to w nim bunt, ale kiedy to pojął, to sam dał się poprowadzić na krzyż.

Miłość jest decyzją wolności. Nie można nikogo zmusić, żeby kochał, dlatego Jezus mówi: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Jeśli chcesz kochać.

Prorok Jeremiasz powie dzisiaj: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”. Pozwoliłem, to znaczy podjąłem decyzję, że zgadzam się na tę miłość. Dalej powie o tym, że konsekwencje tego bywają trudne dla niego i musi toczyć w sobie walkę o wierność tej decyzji. Na tym polega miłość.

Podobnie Św. Paweł powie: „Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej.” Nasza rozumna służba Boża, to znaczy, że moje chrześcijaństwo nie jest czymś narzuconym mi, ale czymś, na co ja decyduję się dobrowolnie.

Miłość jest możliwa tylko w wolności, a wolność objawia się wtedy, kiedy mogę podjąć decyzję: chcę lub nie chcę. Chrześcijaństwo to decyzja wolnego człowieka: chcę iść za moim Mistrzem, to znaczy chcę kochać.

I czytanie: Jr 20, 7-9
II czytanie: Rz 12, 1-2
Ewangelia: Mt 16, 21-27

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail