Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Piękny Kościół w zniszczonych murach. Nawet bramy piekielne go nie przemogą

KOŚCIÓŁ WNIEBOWZIĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY W WILNIE
Udostępnij

Zabieram ze sobą to doświadczenie wileńskiego klasztoru franciszkanów konwentualnych i dzielę się nim, jako świadectwem Kościoła, który może być żywy i piękny nawet w bardzo zniszczonych murach. To jest Kościół, którego nawet bramy piekielne nie przemogą.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Rok 1206. Giovanni Bernardone, czyli św. Franciszek z Asyżu, modli się w małym, zniszczonym kościele Świętego Damiana w Asyżu przed ikoną krzyża. Nagle słyszy głos: Franciszku, napraw mój Kościół!

Przejęty tym zdarzeniem zabiera się dosłownie do odbudowy zniszczonej świątyni, potem zrozumie, że chodzi o wiele więcej, o naprawę podupadającego wówczas Kościoła Powszechnego. Z zapałem podejmuje się także tego dzieła i faktycznie przyczyni się do jego ewangelicznej odnowy.

Odzyskany kościół w Wilnie

Rok 2017. W kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wilnie wisi kopia krzyża z kościoła św. Damiana. To kościół franciszkanów konwentualnych, o którym wspominają kroniki już z 1421 roku.

Kościół i klasztor franciszkanów wileńskich mają burzliwą historię. W ciągu wieków pożary, działania wojenne, powstania sprawiały, że popadały w ruinę. Bracia i ojcowie bywali mordowani, dziesiątkowani przez epidemię, poddawani kasacie. Jednak mimo różnych trudnych momentów, nie ustawali w służbie tutejszej ludności, począwszy od ewangelizacji pogańskiej Litwy i wkład w jej chrzest, poprzez duchową i kulturową służbę w ciągu wieków.

Po każdym nieszczęściu zakonnicy podnosili z ruin świątynię i kontynuowali swoją misję. W 1949 roku władze sowieckie zamknęły kościół przerabiając go na archiwum. Po 50 latach franciszkanie odzyskali świątynię, jednak nie odzyskali klasztoru. Po wielu zmaganiach dopiero w 2017 roku udało się odzyskać także i tę własność.

Bitwa o klasztor 

Będąc ostatnio w Wilnie miałem okazję odwiedzić tutejszą wspólnotę franciszkanów konwentualnych. Kiedy wszedłem do kościoła trwała msza święta, na której modliło się kilkanaście, może nieco ponad 20 osób. W prezbiterium zobaczyłem dużą kopię krzyża z San Damiano, a dokoła uderzający widok zrujnowanych ścian świątyni, obdrapanych, popękanych, jakby właśnie zakończyły się tu działania powstańcze.

Bracia powoli starają się go odnawiać, ale to wymaga ogromnych nakładów finansowych. Zniszczona podłoga była cała wyłożona dywanami, co dawało poczucie ciepła, przytulności i kontrastowało z widokiem ścian. Mimo złego stanu kościoła czułem się tu jakoś wyjątkowo dobrze. Zostaliśmy na mszę po polsku, po której jeden z ojców oprowadził nas po klasztorze.

Dziś jego część zajmuje szkoła baletowa i szkoła gry na pianinie. Weszliśmy do dużej sali, która kiedyś była kaplicą klasztorną. Dziś była pusta: gołe ściany, podłoga i cisza. Poszliśmy także do części, która jeszcze niedawno służyła za bar.

Właściciele baru nie chcieli oddać lokalu zakonnikom, więc trzeba było przejąć go podstępem. Do dziś ludzie czuwają tam, bo były próby ponownego nielegalnego odebrania tej własności braciom. Franciszkanie musieli stoczyć naprawdę poważną walkę o ten klasztor. Ale podchodzą do tego ze swoistą franciszkańską pogodą ducha.

A bramy piekielne go nie przemogą

Kilka dni później, w niedzielę, znów tu wróciliśmy. Tym razem kościół był pełny ludzi. Tego dnia miało miejsce uroczyste poświęcenie odzyskanego klasztoru. Liturgii przewodniczył arcybiskup Wilna, był obecny także generał franciszkanów konwentualnych. Wzdłuż głównej nawy kościoła ustawił się szpaler harcerzy. Świątynię wypełniał piękny śpiew chóru prowadzonego przez tutejszą organistkę.

Asysta, czytania, modlitwa wiernych – piękne zaangażowanie lokalnej społeczności w liturgię. Mimo zniszczonych murów kościół tętnił życiem.

Tego dnia Jezus w Ewangelii mówił do Piotra: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. Jak niesamowicie to brzmiało tego dnia. Historia tutejszego kościoła i klasztoru jest namacalnym świadectwem, że te słowa są prawdziwe.

Dom dla wszystkich

Mimo tylu przeciwności widać tu Kościół, którzy nieustannie się odradza. Nie chodzi jednak tylko o to, żeby odzyskać własność zakonną, o czym wyraźnie powiedział arcybiskup w swojej homilii:

„Franciszek składał cegłę po cegle odbudowując malutki kościół, zanim zrozumiał, że Bóg prosi go o wiele więcej. Bracia tutaj na Litwie będą musieli odbudować kościół i klasztor. Jeszcze ważniejsze jest jednak dzieło odbudowy żywego Kościoła”.

Obecny także prowincjał gdańskiej prowincji franciszkanów konwentualnych powiedział na koniec:

„Nie powracamy tutaj tylko dla siebie. To nie jest tylko nasz klasztor. To jest dom dla wszystkich, którzy będą potrzebowali duchowej pomocy. Tak chciał Franciszek. I my również chcemy dzielić się z wami i służyć wam”.

Faktycznie, wileńscy franciszkanie chcą tu stworzyć miejsce otwarte dla ludzi. Przy odzyskanym klasztorze będą między innymi pracowali psycholodzy, psychiatrzy oraz specjaliści od terapii sztuki, muzyki, ceramiki a nawet terapii ze zwierzętami. Pomieszczenia będą przeznaczone również do działalności ewangelizacyjnej, organizowania spotkań, seminariów, rekolekcji, wydarzeń kulturalnych, wystaw, koncertów, itp.

Świadectwo żywego Kościoła

Po zakończonej Eucharystii przeszliśmy do klasztoru, do byłej kaplicy, która wypełniła się ludźmi. Nie tylko duchownymi i braćmi, ale wszystkimi ludźmi, którzy przyszli tego dnia, żeby uczestniczyć w poświęceniu. Po chwili modlitwy arcybiskup poszedł święcić różne części klasztoru.

W tym czasie w pomieszczeniu zrobił się gwar, ludzie rozmawiali ze sobą w oczekiwaniu na powrót arcybiskupa. To był niesamowicie piękny gwar. Stałem tam i przysłuchiwałem się mu, a w głowie miałem myśl, że właśnie znów wróciło tu życie. To było poruszające.

Od dłuższego czasu wielu ludzi było zaangażowanych w uprzątnięcie pomieszczeń klasztornych, młodzi harcerze poświęcali swój czas wakacji, a dorośli swoje urlopy, żeby pomóc. To pokazuje, że czują, że to jest także ich przestrzeń, miejsce dla nich, które chcą współtworzyć.

Zabieram ze sobą to doświadczenie wileńskiego klasztoru franciszkanów konwentualnych i dzielę się nim, jako świadectwem Kościoła, który może być żywy i piękny nawet w bardzo zniszczonych murach. To jest Kościół, którego nawet bramy piekielne nie przemogą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail