Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czułość i cierpkość. „Moja kochana, dumna prowincja” Kornela Filipowicza

MOJA KOCHANA DUMNA PROWINCJA
Fragment okładki
Udostępnij

Nie podejrzewałam, że jeszcze znajdę taką prozę. Słodko-słona, czuła, cierpka, wciągająca, dziecięca, dojrzała, poważna, zabawna, zadziorna. I, co najważniejsze, potrafi uratować atmosferę w spóźniających się pociągach.

Męski głos w Pendolino relacji Kraków-Warszawa po raz kolejny przepraszał wszystkich za opóźnienie. „Może ulec zmianie”, dodawał jeszcze i szybko przechodził na angielski, nie słysząc jęku zawodu i złości.

Na szczęście tego wieczoru nie musiałam się spieszyć. Po cichu, starając się nie wyglądać zbyt radośnie i nie zdradzić przed coraz mocniej poirytowanymi współpasażerami, byłam wdzięczna za dodatkową godzinę. Czytałam opowiadania Kornela Filipowicza i zdecydowanie nie chciałam oderwać się od nich zbyt szybko.

 

Odtrutka na współczesność

Justyna Sobolewska, autorka wyboru opowiadań, stwierdza w rekomendacji: „Po tej podróży współczesna literatura może się wydać rozczarowująca”. Czasem zasada ograniczonego zaufania do blurbów na tylnej okładce książki popłaca, jednak w tym wypadku nie można się nie zgodzić.

„Moja kochana, dumna prowincja” to detoks dla zmęczonych czytelników najnowszej prozy. I tej „wysokiej”, często pod płaszczykiem „ambitnej”, zwyczajnie przegadanej, nadętej, przekombinowanej formalnie, ale kiepskiej fabularnie, bez pomysłu na siebie, pisanej dla wąskiego środowiska. Również tej „popularnej”, tworzonej chyba wyłącznie dla podbijania słupków sprzedażowych wydawnictw, bezpiecznej – bo po dziesięciu stronach można opowiedzieć całą fabułę, lekkiej, miłej i przyjemnej.

Znalazłoby się pewnie trochę chlubnych wyjątków z tego upraszczającego zestawienia. Może nawet całkiem sporo. Ale czytając Filipowicza, czuję, że tak napisanych tekstów naprawdę mogę szukać ze świecą na dzisiejszym rynku wydawniczym.

  

Miód na codzienność

Po pierwsze – wrażliwość. Autor nie jest ckliwy, nie popada w tani sentymentalizm. Ale jego styl jest tak cudownie empatyczny, że chce mi się jak najdłużej stać w szczerym polu między Krakowem a Warszawą i czytać. Takie na przykład króciutkie opowiadanie-drobiazg „Rzadki motyl”, w którym na niecałych czterech stronach Filipowicz opisuje kilka sekund z październikowego poranka 1975 roku, gdy tuż obok pewnego człowieka przysiadł motyl gatunku paź żeglarz – kwintesencja czułości. Buduje wiele takich mikroświatów, jakby ocalał skrawki rzeczywistości.

Jeśli przyjrzeć się również temu, jak dobiera bohaterów i w jaki sposób o nich pisze, okaże się, że w jego opowiadaniach żyją zwykli ludzie, dzieci, które bawią się w wojnę, zakochane pary, zdradzane kobiety, staruszki, skłóceni sąsiedzi – to oni interesują go najbardziej, zupełnie zwyczajni bohaterowie. I zawsze traktuje ich podmiotowo. Swoją kochaną, dumną prowincję.

 

Łyżka dziegciu

Jednocześnie jest w tych tekstach dużo melancholii i smutku. To wielkie dramaty małego życia – prowincjonalnego, codziennego, takiego, o którym nikt nie słyszał. Rozstania, przemijanie, wykluczenie, śmierć. Czasem zbrodnia – jak w opowiadaniu „Świadek, który nie umiał mówić”. I pojawiający się razem z tym ból. Dyskretny, raczej przemilczany niż opisany wprost, ale tym bardziej prawdziwy i wyczuwalny.

To nie są wesołe historie. Mimo wszystko jest w nich dużo pokoju i wewnętrznej pogody. Takiej niewymuszonej, mądrej.

 

Ten od Szymborskiej?

Być może Kornel Filipowicz nadal będzie znany tylko jako partner noblistki. Powtarzając za Jerzym Pilchem – cytowanym również przez Sobolewską w tekście dołączonym do zbioru –  „nadziwić się nie mogę Jego całkowitej nieobecności”.

Nie mówię o wejściu do kanonu lektur, ale gdybyśmy chociaż czytywali prozę Filipowicza w tak newralgicznych miejscach, jak spóźniające się pociągi – może ta czułość i cierpkość ocaliłaby nas wszystkich od nieuniknionej agresji. I nie ruszyłoby nas nawet kolejne „może ulec zmianie”.

MOJA KOCHANA DUMNA PROWINCJA

Kornel Filipowicz, Moja kochana, dumna prowincja. Opowiadania, Znak 2017

Tags:
książka
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail