Aleteia

Grecka afera w Lidlu – z krzyżem w tle. A raczej bez krzyża

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Znikające krzyże na opakowaniach produktów oferowanych przez sieć Lidl paradoksalnie sprzyjają poważnej refleksji na temat miejsca znaków i symboli religijnych w całkowicie świeckim otoczeniu.

Któż z nas nie robił zakupów w popularnej sieci dyskontowej? Polacy, Niemcy, Czesi, Chorwaci, katolicy, prawosławni, protestanci, jak również ludzie obojętni religijnie tłumnie odwiedzają rosnące jak grzyby po deszczu w krajobrazie środkowoeuropejskich metropolii i miasteczek placówki Lidla. Największym powodzeniem wśród klientów cieszą się tzw. tygodnie tematyczne, kiedy za niewygórowaną cenę można zaopatrzyć się w produkty spożywcze typowe dla kuchni różnych krajów. Kolejny „tydzień grecki”, zorganizowany przez sieć w ubiegłym tygodniu, stał się jednak zaskoczeniem dla dużej części kupujących.

 

Cerkiew bez krzyża

Każdy produkt spożywczy oferowany w ramach tygodni tematycznych wyróżnia się specyficznym elementem graficznym opakowania. Na opakowaniach produktów tygodnia greckiego znakiem wykorzystywanym od lat było obrobione zdjęcie prawosławnej cerkwi Zmartwychwstania Pańskiego (gr. Ανάστασης) na greckiej wyspie Santoryn (Santorini).

Charakterystyczne niebieskie kopuły świątyni oraz stojącej obok dzwonnicy, wieńczące budowle ze śnieżnobiałych wapiennych kamieni, znakomicie współgrają z błękitem Morza Egejskiego oraz ukazanym na dalszym planie fragmentem górzystego lądu. Nie trzeba przypominać, że zgodnie ze wschodniochrześcijańską tradycją na szczycie każdej kopuły oraz dzwonnicy widnieje krzyż, w tym wypadku w kolorze białym lub szarym. Już w pierwszym dniu tygodnia greckiego klienci zauważyli pozornie drobną, lecz znaczącą zmianę – kopuły cerkwi Zmartwychwstania zostały na opakowaniach produktów pozbawione krzyży.

 

Reakcja klientów Lidla

W epoce Facebooka, Twittera oraz Instagrama mobilizacja konsumentów przebiega błyskawicznie i nieraz poza wszelką zaplanowaną strategią medialną. Zmiany na opakowaniach pierwsi dostrzegli klienci sieci w Czechach i Słowacji, następnie w Chorwacji i Rumunii. Pod koniec tygodnia sprawa była już szeroko komentowana.

Co ciekawe, o ile w przypadkach niewłaściwego użycia symboli religijnych przez komercyjne reklamy najczęstszą praktyką są wezwania do bojkotu konsumenckiego danej firmy, to w wypadku Lidla zaobserwować mogliśmy zgoła inne zjawisko. Bezpośrednich nawoływań do zaprzestania robienia zakupów w popularnym dyskoncie było niewiele. Jeden z czeskich duchownych prawosławnych zaproponował na swoim profilu, aby ludzie wierzący, którzy poczuli się urażeni polityką wizerunkową sieci, zaopatrzyli się we flamastry i ruszyli do najbliższych sklepów, aby dorysować usunięte krzyże.

Pomysł znalazł szybko oddźwięk – 4 września w Ostrawie w kilku sklepach Lidla pojawiła się dwójka mężczyzn. Jeden, ubrany w biały habit, dorysowywał krzyże na pozostałych jeszcze na półkach opakowaniach. Drugi, w czarnym stroju, w milczeniu trzymał w rękach duży krucyfiks. Wezwana policja stwierdziła na miejscu, że nie doszło do zniszczenia mienia sieci oraz zakłócenia porządku społecznego i ograniczyła się do spisania danych osobowych tajemniczych bohaterów happeningu.

 

Memy z flagami wg Lidla

Na czeskim i słowackim Facebooku pojawiły się również humorystyczne memy i wirale. Przedstawiały „tydzień brazylijski” w Lidlu i wizerunek Rio de Janeiro z usuniętą ze zdjęcia słynną figurą Chrystusa. Internauci zamieszczali na swoich profilach wykaz „flag według Lidla”, na którym z kilku flag narodowych (m.in. Grecji, Wlk. Brytanii, Islandii, Danii, Finlandii lub Słowacji) usunięto krzyże stanowiące ich integralny element.

 

 

Niektórzy udostępnili mema przedstawiającego Chrystusa dźwigającego krzyż, do którego zwraca się człowiek w roboczym stroju pracownika Lidla ze słowami: „Przepraszam, ale akurat ten krzyż muszę od Ciebie zabrać”.

 

 

Lidl się tłumaczy

Rozmach protestów skłonił kierownictwo Lidla do wyjaśnień. Na portalach społecznościowych opublikowano oświadczenie sformułowane w typowym języku komunikacji korporacyjnej, zwracające uwagę, że sieć dba o zadowolenie klientów, nie ma zamiaru obrażać ich uczuć oraz w nadchodzących kampaniach marketingowych weźmie pod uwagę wrażliwość konsumentów.

Jednocześnie firma zwróciła uwagę, że działa w środowisku wielokulturowym i chce unikać eksponowania symboliki mogącej wywoływać kontrowersje. Argumenty sieci duża część obserwatorów uznała za, delikatnie mówiąc, średnio wiarygodne. Nie tak dawno, w czasie tygodni orientalnych i dalekowschodnich, na opakowaniach produktów widniały rysunki pagód lub nawet dyskretny symbol półksiężyca. Poza tym krzyże na kopułach santoryńskiej cerkwi od wielu lat widniały na opakowaniach produktów kuchni greckiej i nigdy żaden klient nie zgłosił z tego powodu jakichkolwiek zastrzeżeń.

 

Kilka kwestii do przemyślenia

Działanie sieci handlowej można oczywiście uznać za przejaw nieuzasadnionej chrystianofobii, a nawet za kolejny dowód rzekomej dyskryminacji chrześcijan na Starym Kontynencie. W ogólnym nastroju oburzenia moglibyśmy więc zamknąć dyskusję nad „grecką aferą”. Warto jednak przy tej okazji spojrzeć na sprawę nieco głębiej.

Czy rzeczywiście nawet małe symbole religijne na opakowaniach produktów żywnościowych – opakowaniach jednorazowego użytku, które po spożyciu zawartości po prostu wyrzucamy do śmieci – są świadectwem wierności chrześcijaństwu? A może same w sobie stanowią pewne nadużycie, które zamiast zbliżać nas do Boga i sfery sacrum – co jest przecież celem każdego symbolu religijnego – powodują, że na sacrum jeszcze bardziej obojętniejemy? Kto bowiem szczegółowo kontempluje opakowania jogurtów lub mrożonego ciasta ze szpinakiem? Czy wizerunek cerkwi i krzyża na opakowaniu sera i oliwek nie ląduje po prostu, bez żadnej refleksji, w kontenerze z odpadami?

Kwestia ta dotyczy przecież nie tylko produktów z promocji Lidla. W sklepach całej Europy znajdziemy wina reńskie z wizerunkiem Matki Bożej z Jezusem, piwa z rysunkami świętych mnichów i zakonników. W samej Grecji i na Bałkanach kupić możemy okolicznościowo przyrządzoną śliwowicę z zatopionym w butelce dębowym, prawosławnym krzyżem, który intensyfikuje bukiet trunku. Czy używając wszystkich tych produktów rzeczywiście podkreślamy swoją wiarę i chrześcijańską tożsamość Europy? Czy raczej stanowi ona dla nas niezbyt ważne i niezaprzątające uwagi tło do konsumpcji, niczym muzyka sącząca się z głośników w centrach handlowych i reklamy w telewizji? Czy chrześcijanin nie powinien dbać również o to, aby symbole religijne nie były wykorzystywane do czczych i komercyjnych działań?

Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na fakt, że wizerunek cerkwi na Santorynie został na opakowaniach Lidla umieszczony w celach czysto ilustracyjnych. Tak jak ateński Akropol czy widok góry Olimp. Podobnie, produkt z Francji zostanie zilustrowany wieżą Eiffla, wizerunkiem Luwru lub sylwetką katedry Notre-Dame, żywność z Małopolski – Kościołem Mariackim i katedrą na Wawelu, a artykuły z Rzymu – Bazyliką św. Piotra.

Gdybyśmy jednak nagle ze wszystkich pocztówek przedstawiających krakowski Rynek całkowicie usunęli wieże Kościoła Mariackiego, a ze zdjęć placu św. Piotra bryłę słynnej bazyliki, czy nie narazimy się na zwykłą śmieszność i niezrozumiałe fałszowanie rzeczywistości? Krzyże na kopułach świątyni na Santorynie po prostu były, są i będą, niezależnie od tego, na jakie działania zdecydują się szefowie działów ds. marketingu i public relations dużych korporacji. Czy więc nie lepiej – jeżeli już decydujemy się na umieszczanie świątyń na opakowaniach produktów – po prostu zostawić je tak, jak były na nich przez długie lata?

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail