Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Być albo nie być (świadkiem)? – oto jest pytanie

KOBIETA PATRZY W OBIEKTYW
Enis Yavuz | Unsplash CC0
Udostępnij

Trudno jest w dzisiejszym świecie otwarcie przyznawać się do Chrystusa. Nie raz doświadczyłam tego, że moje poglądy czy decyzje dla niektórych osób oznaczały „średniowiecze”, „zaścianek” czy inne „nowoczesne” określenia...

Jednak doświadczyłam też, że ktoś dzięki temu poznał Boga i wystarczy jedna taka sytuacja, żeby zmienić życie setek, a nawet milionów osób. Jak to działa?

 

Jak Go widzą, tak Go piszą

Moja znajomość z Bogiem bardzo się zmieniała na przestrzeni lat. Zaczynałam od niedzielnych mszy świętych jako dziecko. Odnajdywałam po nich przedziwny pokój w sercu, ale przeważało jednak postrzeganie Boga jako „sędziego”, który za dobre wynagradza i (głównie!) za złe karze.

Wszystko, co dobre i wszystko, co złe przypisywałam Jemu, a konkretnie swoim słabościom, bo jeśli popełniłam jakiś grzech to na pewno za rogiem czai się już Bóg z rózgą i wymierzy mi karę.

Nagle moja wizja Boga zmieniła się o 180 stopni, kiedy usłyszałam o Jego żywym działaniu w życiu różnych ludzi. Najprościej rzecz ujmując – dawali świadectwo.

 

Najtrudniejszy pierwszy krok

Te cuda mniejsze i większe zaczęły skłaniać mnie do refleksji – jaki On faktycznie jest? – czy taki, jakiego wydaje mi się, że „znam” (a w zasadzie to Go nie znam), czy taki, o jakim mówią Ci ludzie.

Zaczęłam sama wołać do Niego – nie pobożnymi modlitewkami (żeby była jasność – nie widzę w nich nic złego), ale stanęłam przed Nim w postawie przyjacielskiej i szczerej. Zaczęłam bez lęku mówić do Niego – jak do kogoś, kto siedzi obok mnie i nie wymierzy mi kary, nawet jeśli będę chciała złożyć jakieś „zażalenia”.

Sprawy później potoczyły się szybko, wstąpiłam do jednej ze wspólnot w kościele, gdzie mogłam usłyszeć jeszcze więcej świadectw Jego działania.

Dlaczego więc najtrudniejszy pierwszy krok? Otóż dlatego, że zmiana myślenia na temat Boga i Jego natury wymaga odrobiny wysiłku z naszej strony, o resztę On się już zatroszczy.

 

Zakochana w Bogu

Kiedy zaczęłam odkrywać, że On jest przede wszystkim MIŁOŚCIĄ łatwiej mi było dostrzegać Go w moim życiu. Nagle wszystko nabrało nowego znaczenia, sensu i przede wszystkim świat stał się piękniejszy!

Pamiętam, kiedy zaczęła się moja „nowa przygoda z Bogiem”, znajomi pytali, czy się zakochałam. Twierdzili, że rozkwitam. Później przestałam już zaprzeczać, bo można powiedzieć, że faktycznie się w Nim na nowo zakochałam :-).

 

Być albo nie być

Od tamtego czasu nigdy nic już nie było takie samo. Moje życie nabrało nowej świeżości i stało się radośniejsze.

Kiedy ktoś pyta, skąd mam tyle energii lub pozytywnego myślenia, nie sposób wtedy milczeć!

Nie mogę powiedzieć, że jestem tak wspaniała i mocna, że czerpię to wszystko z siebie, bo to nieprawda. On jest tego źródłem i o tym chcę czasem krzyczeć wszystkim!

Kiedy mówię o Nim, o Jego działaniu w moim życiu, często nie widzę owoców, czasem mam wrażenie, że to nie ma sensu. A tak naprawdę nie muszę Ich widzieć, tak jak wielu ludzi, którzy mówili mi o Nim, nie mają nawet pojęcia, w jaki sposób to mnie przemieniało i zbliżało do Boga. Owoce były ogromne, więc ufam, że nawet jeśli Ich nie widzę, to Pan Bóg działa również przeze mnie.

Czasem daje mi doświadczyć tego, że przez to, że się do Niego przyznałam, ktoś się nawrócił. To są piękne pamiątki, które dodają odwagi, kiedy znowu trzeba stanąć przed wyborem: „Być albo nie być świadkiem Jezusa?”.

 

Kamień w wodę

Dla swego otoczenia jesteś duszo apostolska jak kamień, który wpadł do jeziora. Od twego przykładu, od twoich słów rozchodzą się po wodzie kręgi… jeden i drugi i trzeci… coraz więcej kręgów, coraz szerzej. Czy zrozumiałeś teraz wielkość twojej misji?

Św. Josemaria Escriva

 

Rozumiesz wielkość Twojej misji?

Codziennie stoimy przed wyborami, których konsekwencje są świadectwem bądź antyświadectwem Boga. To nie tylko słowa, ale też (a nawet przede wszystkim) nasza postawa wobec drugiego człowieka.

Życzę sobie i Tobie Drogi Czytelniku odwagi, żeby jak najwięcej osób mogło poznać Boga dzięki naszemu świadectwu i żeby jak najwięcej osób przyniosło Go Tobie i mnie swoim życiem.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail