Aleteia

Franciszek naprawdę pchnął Kolumbię ku światu bez wojny. Podsumowanie historycznej wizyty

AP/EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Przed tym krucyfiksem zatopiony w modlitwie Franciszek. Tuż obok: oprawcy i ofiary tej zbyt długiej i krwawej wojny. To symbol tej pielgrzymki.

Ta podróż była utorowaniem drogi do pojednania i pokoju. Bez zrobienia przez papieża pierwszego kroku nie byłoby bowiem drugiego i trzeciego, które teraz muszą postawić sami Kolumbijczycy. W czasie pielgrzymki Franciszek nie zostawił gotowych recept. Pokazał jednak, że ponad 50 lat wojny domowej przechodzi właśnie do przeszłości, a Kolumbia przyszłości „staje się zakładnikiem pokoju”.

Chrystus bez rąk i nóg

Okaleczony Jezus. Bez rąk i bez nóg. Ocalał jedynie korpus. Przed tym krucyfiksem zatopiony w modlitwie Franciszek. Tuż obok oprawcy i ofiary tej zbyt długiej i krwawej wojny. To symbol tej pielgrzymki.

Symbol oddający cały ból Kolumbijczyków i dramat tego narodu, na co dzień borykającego się z przemocą, nierównościami społecznymi, bezrobociem i straszliwą biedą. Zarazem symbol ogromnej nadziei, że dobro zwycięży zło.

Ten Chrystus był świadkiem masakry dziesiątek wiernych przez partyzantów z FARC, ale zatrzymał też wiele kul, które miały trafić w tych, którzy w czasie ataku byli w kościele. Teraz stał się świadkiem czegoś więcej niż kolejna przejmująca modlitwa o pojednanie narodowe.

Zbrodniarz prosi o przebaczenie

„To było zbiorowe oczyszczenie pamięci i naszej historii. Wspólne doświadczenie tego, że pojednanie nie jest czymś abstrakcyjnym – podkreśla zaangażowany w dialog narodowy jezuita ks. Luis Sarralde.

„Pojednać się oznacza otworzyć drzwi każdej osobie, która przeżyła dramatyczną rzeczywistość konfliktu. Gdy ofiary pokonują zrozumiałą pokusę zemsty, stają się najbardziej wiarygodnymi uczestnikami procesów budowania pokoju. Trzeba, by niektórzy odważyli się uczynić pierwszy krok w tym kierunku, nie czekając, aż zrobią to inni. Wystarczy jedna dobra osoba, aby była nadzieja!” – mówił Franciszek.

Kilkanaście godzin później przywódca największego rebelianckiego ugrupowania FARC publicznie poprosił o przebaczenie każdej łzy czy bólu, jakie sprawili narodowi kolumbijskiemu.

Przebaczenie i wyrównanie krzywd

„Nienawiść nie ma ostatniego słowa” – podkreślał papież. Przypomniał, że odwołanie do pojednania nie może oznaczać nieuznawania różnic i konfliktów oraz uprawomocnianie niesprawiedliwości. Miłosierdzie musi objąć się ze sprawiedliwością, a przebaczenie spotkać z wyrównaniem wyrządzonych krzywd.

„Jest to możliwe dzięki światłu Ewangelii, która rozświetla mroki grzechu, przemocy i konfliktu – przekonywał Kolumbijczyków wiedząc, że liczą na cud, ale i obawiają się, że po jego wyjeździe wszystko będzie, jak dawniej.

Wyciągając pomocną dłoń, sam czerpał z tej podróży. „Przybywam, aby się uczyć od was, od waszej wiary i siły wobec przeciwności” – tymi pełnymi pokory słowami podbił sobie serca młodych.

Niespotykana atmosfera wolności

Tak masowy udział Kolumbijczyków w pielgrzymce zdecydowanie przerósł oczekiwania samych organizatorów. „W naszym kraju, gdzie są miejsca, do których lepiej się nie zapuszczać, Franciszek pokazał, czym jest prawdziwa wolność. Wielu przecierało oczy ze zdziwienia, gdy przejeżdżał otwartym papamobilem, pozdrawiając wiernych, błogosławiąc dzieci i popijając podawaną mu yerbamatę” – podkreśla metropolita stołecznej Bogoty kard. Rubén Salazar. I dodaje: „oby tym razem Kolumbia posłuchała papieża”.

Podczas poprzednich wizyt słowa Pawła VI i Jana Pawła II, którzy gorąco apelowali o budowanie społeczeństwa sprawiedliwszego oraz troszczącego się o ubogich i wykluczonych, padły na wiatr. Co więcej, konflikty zbrojne jeszcze bardziej się zaostrzyły.

Pasterz z ewangeliczną misją ratunkową

Pokojowe przesłanie zdominowało pielgrzymkę. Wracając do tych historycznych chwil warto jednak pamiętać, że Franciszek nie przybył do Kolumbii jako promujący pojednanie polityk, ale zatroskany pasterz. Całe jego nauczanie wypływało z serca Ewangelii i dotykając różnych ludzkich bied do niej z powrotem wracało.

Pojechał, by głosić Chrystusa, bo jak mówił w jednym z wywiadów „są pewne zakątki globu, które bardziej potrzebują Jego obecności niż inne kraje”. Stąd właśnie jego misja ratunkowa dla tego pokiereszowanego kraju. Wyniszczanego nie tylko wojną, ale i ogromną korupcją na różnych szczeblach władzy, nędzą obywateli i siłą wszechobecnych karteli narkotykowych.

„Przybyłem aż tutaj po to, by utwierdzać was w wierze i w nadziei właściwej dla Ewangelii: trwajcie silni i wolni w Chrystusie” – powtarzał w czasie podróży.

Papież na kolanach i ze łzami w oczach

Gdy kończył kolejne spotkania szedł do kaplicy. „Widzimy go ciągle przed Bogiem, jak modli się o przebaczenie” – ujawnił towarzyszący mu watykański rzecznik prasowy. Przewodniczący kolumbijskiego episkopatu wyznał, że kilkakrotnie w czasie tej podróży widział łzy w oczach Franciszka.

„Najbardziej się wzruszył, gdy podeszły do niego dzieci i prosiły, by pobłogosławił drzewa, z których ma wyrosnąć las pojednania” – mówi abp Oscar Urbina Ortega. I dodaje: „Franciszek był wyraźnie poruszony tym, że te maluchy mówiły mu, iż chcą rosnąć jak drzewa, aby natlenić atmosferę nienawiści i zemsty i przemienić ją w atmosferę przebaczenia i pokoju”.

Kultura życia i spotkania

„Osiągnęliśmy pierwszą część pokoju możliwego do utrzymania; przetrawiliśmy żałobę, cierpienie ofiar. Społeczeństwo winno otworzyć serce na możliwość przebaczenia i pojednania, którego nie osiąga się za pomocą dekretów, a grupy rebeliantów będą musiały powrócić do życia, jakiego nie znają, gdyż do tej pory walczyły. Myślę więc, że nie będzie łatwo, ale jeżeli zrobiliśmy z papieżem ten pierwszy krok, to stać nas na kolejne”

– wskazuje bp Omar Alberto Sánchez Cubillos, pracujący w jednym z regionów najbardziej dotkniętych skutkami wojny domowej.

Z kolei 30-letni José, który przyjechał z peryferii Bogoty, aby pożegnać papieża, oddaje nadzieje zwykłych ludzi: „Franciszek mówił twardo przeciwko korupcji, nierówności, przemocy i nienawiści. Przede wszystkim jednak przyniósł nadzieję i zachęcił do większego zaangażowania się, aby budować lepsze jutro. Nie tylko troszczy się o naszą przyszłość, ale wierzy w nas”.

Na pożegnanie papież apelował do Kolumbijczyków, by kulturze śmierci i przemocy odpowiadali kulturą życia i spotkania.  Kolejny krok zależy od nich.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail