Aleteia

Czy jesteś wiernym zarządcą? Co Biblia mówi o finansach

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

„Ja stoję na stanowisku, że dziesięcina to przede wszystkim pieniądze. Jeśli nie chcę dawać, a wolę poświęcić komuś czas, z myślą o „oszczędnościach”, to znaczy, że mam kłopot z dawaniem. To nadmierne przywiązanie do pieniędzy” – mówi Artur Kalicki, jeden z liderów Edukacji Finansowej CROWN. O dziesięcinie, umiejętności planowania wydatków i byciu „wiernym zarządcą” rozmawia z Karoliną Krawczyk.

Karolina Krawczyk: Zajmujesz się biblijną edukacją finansową od niemal dziewięciu lat. Bardzo często w czasie swoich wystąpień podkreślasz, że Bóg chce, byśmy byli „wiernymi zarządcami”. Jak to rozumiesz?

Zarządca jest kimś, kto jest odpowiedzialny za powierzony mu majątek, za finanse. Takie podejście sprawia, że z tym, co mam, nie mogę zrobić tego, na co mam ochotę. Prędzej czy później będę musiał odpowiedzieć przed Bogiem za to, co On mi dał. Wierzę, że z każdej powierzonej mi rzeczy muszę „zdać raport”. Świadomość, że jestem zarządcą, a nie właścicielem, daje mi też okazję do tego, by sprawdzać, czy moje serce jest zniewolone żądzą posiadania. Podam ci przykład, bo ostatnio doświadczyłem tego bardzo mocno – potrzebowałem większego samochodu (Artur prowadzi firmę taksówkarską – przyp. red.) i poprosiłem mojego kolegę o to, żeby mi pożyczył swoje auto. Odpowiedział „bierz, bo ten samochód i tak nie należy do mnie”.

 

Jakoś to będzie…

Jakie mamy podejście do swoich finansów i dóbr materialnych?

Możemy mówić przede wszystkim o dwóch grupach ludzi – o „optymistach” i o „zaskoczonych”.

„Optymiści” to wszyscy ci, którzy podjęli poważne decyzje finansowe, nie posiadając żadnego zabezpieczenia. W efekcie, gdy przyszedł jakiś kryzys czy trudne wydarzenie, doznali ogromnego, negatywnego zaskoczenia. Kiedy spotykam się na konsultacjach finansowych z takimi ludźmi, to widzę, że nie mają przygotowanego planu awaryjnego. Liczą, że „jakoś to będzie”. Niestety, zdarzają się różne scenariusze, czasem bardzo tragiczne – umiera współmałżonek, dzieci poważnie chorują, ktoś traci pracę. Mało kto ma przygotowane rozwiązanie na ten czarny scenariusz. Każda poważna decyzja finansowa – czy to zakup mieszkania, samochód, kredyt na rozpoczęcie działalności etc. powinien rozpocząć się od przygotowania poduszki finansowej (najlepiej w wysokości 3-6 miesięcznych wydatków) i planu na czas kryzysu.

Druga grupa to wszyscy ci, którzy nie radzą sobie ze swoimi finansami, bo nikt ich tego po prostu nie nauczył. Żyją chwilą, a różne wydarzenia boleśnie weryfikują ich niewiedzę. Wiele osób, kiedy np. decyduje się na kredyt, nie bierze pod uwagę tego, że zaledwie pięć lat temu stopy procentowe były dwukrotnie wyższe. I choć dziś kalkulacje kredytowe mogą wyglądać optymistycznie, to jednak niewiele potrzeba, by ten stan się zmienił. Jeśli nie ma się wiedzy na ten temat, bardzo łatwo wpaść w pułapkę. Takich przykładów jest więcej.

 

Potrzebna edukacja finansowa

Zatem kiedy jest dobry moment na to, by rozpocząć edukację finansową? Warto uczyć już najmłodszych?

Kiedy dziecko pierwszy raz powie „daj”, warto już wprowadzić elementy takiej edukacji. Ktoś powie, że przerysowuję, ale to nie musi być od razu wielka nauka, wystarczy kilka zdań na ten temat. Tak naprawdę każdy moment jest dobry na to, by zacząć. W sposób szczególny zachęcam narzeczonych do tego, żeby przeszli przez kurs finansowy.

Dlaczego?

Ponieważ narzeczeni wywodzą się z dwóch różnych rodzin, środowisk. Często mają zupełnie inne podejście do pieniędzy. Niestety, znaczna część rozwodów jest spowodowana kryzysami finansowymi w małżeństwie – małżonkowie nie rozmawiają o planach finansowych, długach, potrzebach. To bardzo często prowadzi do rozpadu związku.

Kiedy narzeczeni na samym początku dobrze zaplanują wspólny, małżeński już budżet, będą mieli wspólny kierunek dążenia także w sferze finansów. To może im tylko pomóc.

Jeszcze wracając do dzieci – one intuicyjnie uczą się od nas. W naszym domu jest tak, że starszy syn dostaje od nas tzw. „utrzymaniowe”. Naturalnie nie płaci za mieszkanie i jedzenie, ale niemal wszystko inne – książki, kosmetyki, ubrania, zachcianki musi opłacić sobie z tej sumy, którą od nas dostaje. Ponadto wymagamy od niego, żeby pokazał nam paragony i arkusz excel z historią wydatków. To uczy go uważności, systematyczności i planowania.

 

Zarządzanie rodzinnym budżetem

Jak w Twojej rodzinie wygląda prowadzenie domowego budżetu?

Przede wszystkim od kilku lat prowadzimy tzw. „system kopertowy”. Mamy podpisane koperty, np. „Święta Bożego Narodzenia”, „rekreacja”, „wyprawka szkolna”, „dziesięcina” itd. Jeśli zbliża się np. czyjeś wesele lub I Komunia Święta, to zakładamy kolejną kopertę. Do każdej z nich co miesiąc wkładamy określoną kwotę.

Muszę przyznać, że na początku to był duży wysiłek i musieliśmy się bardzo mocno pilnować, by nie złamać naszych postanowień. Mniej więcej po pół roku nabrałem większego spokoju, bo zobaczyłem pierwsze efekty. Nie musiałem się martwić np. o wyprawkę dla dzieci na początek roku szkolnego, bo odkładaliśmy na nią przez kilka poprzednich miesięcy.

System kopertowy przez pierwszych kilka miesięcy jest stresujący, ale to ostatecznie rodzaj pozytywnej dyscypliny. Wiele ludzi doznaje szoku, kiedy uświadamia sobie, że trzeba przygotować Święta Bożego Narodzenia. A przecież one są co roku! My finansowo przygotowujemy się do nich już od stycznia. Łatwiej nam odkładać mniejsze kwoty niż jednorazowo wyciągnąć większą gotówkę.

Ponadto, taki sposób prowadzenia domowych finansów jest też okazją do rozmowy z całą rodziną – na przykład wspólnie z czwórką naszych dzieci zastanawiamy się nad tym, czy decydujemy się na jeden dłuższy wyjazd wakacyjny czy przeznaczamy tę kwotę na kilka mniejszych wydarzeń w ciągu roku. To także element edukacyjny, o którym wcześniej mówiliśmy.

 

Dziesięcina, czyli na chwałę Boga

Porozmawiajmy jeszcze o dziesięcinie. To temat, który wzbudza wiele emocji. Są tacy, którzy uważają, że te pieniądze można przekazać tylko na utrzymanie swojej parafii, jeszcze inni mówią, że to przestarzały przepis, a ktoś inny powie, że Kościół to przede wszystkim drugi człowiek i mogę dziesięcinę przekazać po prostu komuś potrzebującemu. Jak Ty interpretujesz słowa o dziesięcinie?

Dla mnie dziesięcina to oddawanie chwały Bogu. Daję Mu 10% z tego, co tak naprawdę od Niego dostałem! Moim zdaniem dziesięcina powinna być dawana regularnie. U nas w domu wygląda to tak, że mamy – wspomnianą już wcześniej – kopertę i tam trafia 10% tego, co zarobiłem w danym miesiącu. Część z tych pieniędzy idzie na regularne wpłaty, a część zostaje. Czasem jest tak, że Pan Bóg po prostu pokazuje, komu przekazać to, co w tej kopercie zostało. Mamy w zwyczaju na takie natchnienia nie odpowiadać od razu, ale wspólnie z żoną rozeznajemy, czy to rzeczywiście Boże pragnienie.

Pan Jezus wielokrotnie mówił, że mamy pamiętać o biednych. Niektórzy wspomagają ich z dziesięciny, jeszcze ktoś z jałmużny, która jest czymś innym od dziesięciny. Trzeba być po prostu uważnym na to, co dzieje się wokół nas. Jeśli będę wspierać jakąś fundację, a mój brat czy siostra będzie głodować, to nie będzie to słuszne. Pismo Święte mówi wyraźnie: „Jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5, 8).

Czy zawsze trzeba dawać pieniądze? A co z poświęconym drugiemu człowiekowi czasem, umiejętnościami, talentami? To – jakby nie było – też nasze „dobra”.

Ja stoję na stanowisku, że dziesięcina to przede wszystkim pieniądze. Jeśli nie chcę dawać, a wolę poświęcić komuś czas, z myślą o „oszczędnościach”, to znaczy, że mam kłopot z dawaniem. To nadmierne przywiązanie do pieniędzy. Taka postawa, by robić wszystko inne, byleby nie dać drugiemu człowiekowi, to wyraźny sygnał, że ktoś ma problem z dawaniem i wolnością od pieniędzy. Jeśli ktoś nie potrafi dawać, jest podobny do Morza Martwego – nie ma w nim życia.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail