Aleteia

Adwokat uratował małżeństwo swojego klienta za pomocą kartki papieru…

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Podczas rozmowy z klientem zauważył, że być może rozwód wcale nie był najlepszym rozwiązaniem dla tego małżeństwa. I to, co zrobił potem, było po prostu niewiarygodne... Przeczytajcie wyznanie niezwykłego adwokata.

Jak to zwykle bywa, podczas moich konsultacji, przygotowując się do prowadzenia sprawy wynotowuję niezbędne dokumenty i następnie proszę, żeby klient mi je przyniósł. Ale ta sprawa była inna… Wysłuchałem cierpliwie klienta, powodów, które doprowadziły go do rozwodu.

Jak w przypadku wielu spraw tego typu, wciąż wyczuwalna była więź jaka łączyła tę parę i miłość, która istniała między nimi.

Chodziło o jedną konfliktową sytuację i decyzja o rozstaniu, jak mi się wydawało, była pochopna. Ale kim ja jestem, żeby mieszać się w cudze życie? Kim ja jestem, żeby wtrącać się w relację dwojga ludzi? Kim ja jestem, żeby osądzać decyzję tej pary?

Jestem adwokatem! Na uniwersytecie nauczyłem się, że moim zadaniem jest rozwiązywanie konfliktów, doradzanie stronom także zanim trafią na salę sądową. Więc zrobiłem co do mnie należało!

Przygotowałem mały kwestionariusz i poprosiłem, najpierw kobietę żeby, zanim przyniesie mi niezbędne dokumenty, odpowiedziała – samej sobie – na cztery pytania. Jeśli po udzieleniu odpowiedzi i spokojnym przeanalizowaniu sytuacji, z dala od natłoku informacji, które zajmowały jej głowę, nadal będzie chciała się rozwieść, wystarczy, że przyniesie mi potrzebną dokumentację i doprowadzę sprawę do końca.

 

Pytania były proste

Co Pani zrobiła, by uratować swoje małżeństwo? Większość nie robi zupełnie nic… i to stoi w sprzeczności z powodami, które doprowadzają ich do mnie. Rozwód powinien być ostatnią z możliwości, we wszystkich przypadkach. Proszę pomyśleć o dzieciach, wspólnym życiu, pierwszych miesiącach znajomości. Jeśli już razem tyle przeszliście, dlaczego chcecie zrezygnować właśnie teraz?  (Każda sprawa ma swój powód).

Rozwód to dziś najlepsza możliwość? Może nawet tak być. Ale czy będzie najlepszą możliwością za dwa tygodnie, kiedy rozważy się wszystko „na chłodno”, problemy złagodnieją, a przyczyny będą bardziej klarowne? Nie należy robić nic „na gorąco”. Pochopne decyzje mają niszczycielską moc.

Kto dzisiaj ma na Panią największy wpływ? Przyjaciele? Rodzice? Kochankowie? Podejmowanie decyzji pod wpływem osób, które nie uczestniczą w Pani codzienności, jest błędem. Jeśli ktoś nie zamierza uczestniczyć w Pani życiu, aż po jego kres, nie powinien się na jego temat wypowiadać. Dobrym doradcą w tej kwestii są dzieci. Słuchaj ich.

Ile trudności wspólnie pokonaliście i jak się poznaliście? Być może jeszcze nigdy nie przechodziliście przez taki kryzys jak ten, ale nie sprawi trudności przywołanie w pamięci problemów, kłótni, rozstań z czasów narzeczeństwa i wcześniejszych etapów znajomości. Jeśli kiedyś udało się wam je przezwyciężyć, to dlaczego nie teraz? Poznaliście się z jakiegoś powodu i macie pewność, że nic nie dzieje się przez przypadek.

Skończyłem pytając, czy chciała spotkać kogoś, kto dałby jej wszystko to, czego mąż nie dawał jej w tym momencie. Potwierdziła kiwając głową. Odpowiedziałem, że kiedy trawa jest bardziej zielona u sąsiada, niekoniecznie trzeba iść go odwiedzić, wystarczy podlać własną. W życiu jest tak samo. Zanim wymienisz, spróbuj naprawić.

Co wydaje się niewiarygodne, para wróciła, zwróciła moją kartkę, zrezygnowała z moich usług i podziękowała za rady.

Podsumowując, straciłem klienta, ale zyskałem przyjaciół. Są w życiu proste rzeczy, które mają dużą wartość. I niech ta historia trwa wiecznie, ku chwale Boga.

Artykuł pochodzi z hiszpańskiej edycji portalu Aleteia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail