Aleteia

Konrad Kruczkowski: Dlaczego nie prosimy o pomoc, ciąg dalszy

Udostępnij
Komentuj

„Mężczyźni nie proszą o pomoc z tego samego powodu, dla którego kobiety nie okazują gniewu i nie negocjują wysokich wynagrodzeń”. Napisałem w lipcu, a teraz – po wymianie kilku listów z czytelnikami – chciałbym uzupełnić.

1.

„Pana diagnoza jest trafna, choć oczywista i nie wyczerpuje tematu. Prośba o pomoc to stygmat, niezależnie od płci. Pozdrawiam serdecznie, Justyna S.”.

Odnajduję panią Justynę na Facebooku i pytam o stygmat:

– Prosić o pomoc, to jak mówić głośno i do wszystkich „jestem nieudacznikiem, wielkim nieudacznikiem”. Równie dobrze można założyć koszulkę z napisem „Gorszy”. Owszem, chcemy pomagać, ale nie chcemy przyjaźnić się z tymi, którym pomagamy. Kto chciałbym przyjaźnić się z „gorszym”?
– W szkole podstawowej – protestuję – miałem kolegę, któremu pomagałem w lekcjach, a później graliśmy w piłkę albo w Grand Thef Auto.
– Był pana prawdziwym kolegą?
– Przyznam się pani, że nie myślałem o nim najlepiej. Uważałem, że jest głupi, w sensie – ograniczony intelektualnie.
– A czy pan potrzebował kiedyś korepetycji?
– W liceum miałem trzy zagrożenia: matematyka, fizyka i francuski. Potrzebowałem pomocy i czułem się okropnie. Okropnie!

 

2.

„Jak prosić o pomoc, kiedy wyznajemy samodzielność? Przecież od wczesnych lat słyszymy: «Ale samodzielny chłopczyk, samodzielna dziewczynka!» i «O, jak to pięknie sam zrobiłeś!». A kiedy dziecko o coś prosi – afera. Na przykład: «Mamo, chciałbym kanapkę». Co słyszy? «Masz dwie ręce, zrób sobie. Jesteś już duży». Pozdrawiam całą redakcję Aletei!”.

3.

Pamiętam Wigilię w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Tata, radny gminy, zabrał mnie ze sobą. Wystarczyło siedem minut, żebym zrozumiał, gdzie jestem. I siedem sekund, żeby ulec panice. W MOPS-ie same „tektury” –  bałem się, że ktoś zrobi nam zdjęcie.

Tektury – tak mówiliśmy o tych, którym pomagała szkoła, bo w ich domach obiad był świętem, podobnie jak trzeźwy rodzic.

 

4.

„Panie Konradzie, znów Justyna S. Narzeka Pan i narzeka. A może recepta? Wezwanie do zmiany? Proszę się nie zasłaniać, że reporter nie może, bo tylko opisuje, ble, ble, ble… Albo recepta, albo zabraniam się cytować”.

Pani Justyno! Oto recepta:

W przedszkolu zawsze pomagam córce zdjąć płaszczyk i przebrać buty. Kobieta, która dzisiaj stała obok nas, straciła szansę na pierwsze dobre wrażenie. Powiedziała:

– Taka duża dziewczynka, a nie umie przebrać butów.
– Umie i buty i płaszczyk, ale kiedy sobie pomagamy, to jest dobry czas między nami. Jesteśmy blisko.

PS Zareagowałem jak wyżej, ale co pomyślałem, to napiszę prywatnie. Tutaj katolickie treści – ocenzurują.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail