Aleteia

Niespodziewane nawrócenie. Éric-Emmanuel Schmitt „rozpalony” przez wiarę

MYCHELE DANIAU / AFP
Udostępnij
Komentuj

Wychowany w niewierzącej rodzinie pisarz Éric-Emmanuel Schmitt opowiada w autobiografii, jak podczas pewnej nocy spędzonej na Saharze, został „rozpalony” wiarą.

Éric-Emmanuel Schmitt, francuski powieściopisarz, w pewnym momencie życia poczuł, że „przenika” go siła „o tyle silniejsza” od niego, że sam nie mógł być jej autorem. Woli mówić o „objawieniu”, niż o nagłej konwersji. Ale jego świadectwo pokazuje na nowo, że łask nawrócenia można doświadczać w różnych sytuacjach i wszystkich momentach życia.

 

Otrzymałem dar

Zbuntowany nastolatek, jak sam się określa, niepoddający się narzuconym ideom Schmitt, ze swoją złością walczył uciekając się do filozofii, prawdziwej szkoły niezależności i wolności. W wieku 16 lat odkrył w sobie pasję do pisania i teatru. Oddał się jej z entuzjazmem. Zaczął naukę w École Normale Supérieure, jednej z najlepszych francuskich uczelni humanistycznych, robił doktorat z filozofii, przeszedł szkolenie wojskowe, a następnie przez trzy lata był nauczycielem akademickim.

Mając 28 lat postanowił wyjechać na pustynię na południe Algierii, by „wyjść z zamkniętego intelektualnego świata”, w którym czuł się uwięziony, skazany na przewidywalny los i na… sukces. Czuł potrzebę, by wystawić się na niebezpieczeństwo. Na pustyni musiał „zamilknąć, znosić gorąco, iść do przodu pomimo bólu, dojść do najbliższego źródła wody, by przeżyć”. Miał jedną myśl w głowie: „Gdzieś czeka na mnie moje prawdziwe oblicze”.

4 lutego 1989 roku, po zimnej nocy, bez wody, w bezkresie Ahaggaru – który tak fascynował Charles’a de Foucauld prawie 80 lat wcześniej – młody Éric-Emmanuel otrzymał dar, jakiego nie szukał i nie oczekiwał. „Otrzymałem łaskę i dar nadzwyczajny. I zostawiłem w sobie miejsce i przestrzeń dla niego” – wyznał w wywiadzie dla włoskiego dziennika Avvenire.

Oto jak opisał to mistyczne doświadczenie w książce „Noc ognia”:

„Olśniewające. Oślepiające. Wszystko czuję. Nagle ogarniam całość. Słowa umykają. Nieważne! Jakiś głos w moim umyśle podpowiada, że wyrażę to później. Na razie trzeba się oddać. I otrzymywać… Przyjmuję… Przyjmuję… Płomień. Jestem płomieniem. Coraz silniejszym światłem. Nie do zniesienia. Podobnie, jak nie myślę już zdaniami, tak nie postrzegam oczami, słuchem, skórą. Płonąc, zbliżam się do jakiejś istoty. Im bardziej, tym mniej mam wątpliwości. Im bliżej jestem, tym mniej pytań sobie zadaję. Im bardziej się zbliżam, tym bardziej narzuca się oczywista prawda. Wszystko ma jakiś sens. Błogie szczęście… Krążę po jakimś miejscu bez celu. Płomień, którym jestem, zaraz zetknie się z żarem… Grozi mi, że w nim zniknę… Czy to był ostatni etap? Ogień! Rozpalone słońce. Płonę, stapiam się, zatracam, wchodzę do paleniska. Ogień…”.

 

I zostałem chrześcijaninem

W Ahaggarze Éric-Emmanuel Schmitt nabrał pewności co do obecności Boga. Wtedy jeszcze nie wiedział, że chodzi o Boga chrześcijan. Dopiero we Francji, kilka lat później, zaczął czytać Ewangelie. Tak to opisał w „Niewidzialnym”:

„Przeczytałem cztery Ewangelie w jedną noc i to było znów bardzo wielkim przeżyciem: to wyniesienie miłości jako wartości nadrzędnej poruszyło mnie, naprawdę. Odtąd zacząłem studiować chrześcijaństwo, naprawdę studiować, w sposób głęboki, erudycyjny. I po wielu latach, na pytanie: Czy Jezus jest Synem Boga? odpowiedziałem Tak. Czy było zmartwychwstanie?, odpowiedziałem Tak. I zostałem chrześcijaninem”.

Odtąd, wiara przeniknęła jego życie i dzieła. Nawet kiedy sukces literacki i rozgłos w mediach rosły, Éric-Emmanuel nie zapomniał nigdy o nocy w Ahaggarze.

Tekst ukazał się we francuskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail