Aleteia

Sprzedałam wszystko i jadę na koniec świata. Po co?

Archiwum prywatne
Udostępnij
Komentuj

Drobna blondynka, sama na końcu świata. Jak przezwycięża swoje lęki i po co jej w ogóle ta podróż po Azji – Aletei opowiada blogerka, Beata Tarasiuk.

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Za kilka dni wyjeżdżasz w półroczną podróż po Azji. Zwiedzisz Tajlandię, Malezję, Indonezję, Wietnam, Laos. To wyprawa Twojego życia?

Beata Tarasiuk: Kiedy kupowałam bilet w jedną stronę do Bangkoku, zupełnie nie myślałam o tej podróży w takich kategoriach. Dopiero po paru miesiącach przygotowań, wielu wyrzeczeniach i nieprzespanych nocach, mogę śmiało powiedzieć, że to wyprawa mojego życia. W końcu niecodziennie wyrusza się w kilkumiesięczną podróż na drugi koniec świata.

 

Szalona decyzja

Rzuciłaś pracę, sprzedałaś wszystko, co miałaś, żeby ruszyć w drogę – dlaczego?

Od zawsze lubiłam podróże i podekscytowanie związane z odkrywaniem nowych miejsc. Miałam to szczęście, że na studiach poznałam ludzi, którzy tak jak ja kochali podróże. Niestety, sporo zmieniło się od kiedy skończyłam studia i zaczęłam pracę w korporacji. Pomimo większych nakładów finansowych, nie miałam już tyle czasu na podróżowanie. Szybko okazało się, że 26 dni urlopu to zdecydowanie za mało, żeby zaspokoić mój podróżniczy głód. Pewnego dnia stanęłam przed ciężkim dylematem – kontynuacją kariery w korporacji, a podążaniem za marzeniami. Pewnie gdybym przeanalizowała wtedy wszystkie „za” i „przeciw”, nie podjęłabym tak szalonej decyzji. Ale tamtego dnia postanowiłam pójść na głosem serca i powiedziałam, że odchodzę. Nieraz pojawiały się chwile zwątpienia, ale nie żałuję swojej decyzji. Jak nie teraz, to kiedy?

Twoich planów nie zmieniły intratne propozycje pracy. Ludzie, przed którymi świat stoi otworem, rzucają świetnie płatne stanowiska, pracę w korpo i ruszają w świat. Skąd ta potrzeba? To poszukiwanie siebie, duchowości?

Powodów jest wiele i to kwestia bardzo indywidualna. Żyjemy w takich czasach, w których każdy się gdzieś spieszy, a masa informacji i bodźców, jakie do nas dociera jest zatrważająca. Stawia się nam ogromne wymagania na każdym kroku, zaczynając od rodziców, po nauczycieli, kończąc na pracodawcach. Z ekranów telewizorów i bilbordów docierają coraz to nowe rozwiązania, które zapewniają, że po ich zakupie będziemy piękniejsi i szczęśliwsi. Pracujemy całymi dniami na lepszy samochód, mieszkanie, ciuchy z nowej kolekcji i w pewnym momencie okazuje się, że ta droga prowadzi donikąd.

Bycie w drodze to remedium?

Podróżowanie pozwala pozbyć się wszelkich wpływów, nabrać dystansu do otaczającego świata. To najlepszy czas na zastanowienie się nad swoim życiem, odnalezienie na nowo swojej duchowości i weryfikację tego, co tak naprawdę sprawia nam radość. Nie liczę na to, że w trakcie podróży pewnego dnia wstanę i powiem: „Tak! Odnalazłam siebie, teraz już mogę wracać!”. Wyjeżdżając chciałabym pozbyć się zewnętrznych wpływów, zobaczyć co sprawia radość mieszkańcom na drugiej półkuli i odnaleźć pasje, które gdzieś we mnie drzemią, a sama jeszcze o nich nie wiem.

 

Kobieta na końcu świata

Wiem, że to pytanie zadano Ci setki razy, ale… Piękna, młoda dziewczyna sama na końcu świata. Nie boisz się? Jak przezwyciężasz swoje lęki?

Pewnie, że się boję! Mam mnóstwo obaw związanych z bezpieczeństwem, barierą językową, tropikalnymi chorobami czy zwierzętami. Ale szczerze mówiąc, jestem tak zajęta przygotowaniami do wyprawy, że nawet nie mam czasu na myślenie o wszystkich lękach.

Poza tym należę do osób, które starają się myśleć optymistycznie, dlatego skupiam się na pozytywnych stronach podróżowania w pojedynkę. A jest ich zdecydowanie więcej, niż lęków.

Wielkie podróże, mimo wszystko, nadal kojarzą się z mężczyznami. To oni są eksplorerami nieodkrytego, pań w tym „fachu” nadal jak na lekarstwo. Chcesz przełamywać stereotypy?

To prawda, zdecydowanie częściej słyszymy o wyprawach mężczyzn, a samotnie podróżująca kobieta budzi niemałe zaskoczenie i sensację. Na pewno chciałabym zainspirować kobiety, które boją się samotnego podróżowania i czekają na „ten” właściwy moment, żeby przełamały swoje lęki i zrobiły pierwszy krok. Wcale nie mówię tutaj o rzucaniu pracy i kupowaniu biletu lotniczego na drugi koniec świata. Z doświadczenia wiem, że nawet weekendowy wypad do pobliskiej miejscowości może być świetną przygodą, a nawet początkiem czegoś nowego.

 

Inspirujące podróżniczki

Masz jakieś podróżniczki, które są dla Ciebie inspiracją? Ja ostatnio odkryłam na przykład Isabellę Bird Bishop i zafascynowałam się nią!

To prawda! Czytałam jakiś czas temu jej biografię i aż brak mi słów, żeby wyrazić fenomen tej kobiety. Niesamowita! Dla mnie ogromną inspiracją jest Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, która jako pierwsza kobieta na świecie samotnie opłynęła dookoła Ziemię. Uwielbiam też Marzenę Filipczak, jestem w trakcie czytania jej książki „Jadę sobie” o podróży po Azji. Często zaglądam również do tekstów podróżniczych Anity Demianowicz.

Chcesz, żeby podróże stały się Twoim sposobem na życie? Myślisz już o tym, co będzie po powrocie? Układasz plany na przyszłość?

Obecnie traktuję podróże wyłącznie jako pasję, ale kto wie. Może pewnego dnia staną się również sposobem na życie. Póki co, nie mam ściśle sprecyzowanych planów na przyszłość. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, po szczęśliwie zakończonej podróży do Azji czeka mnie kolejne wyzwanie – tym razem Australia.

 

*Beata Tarasiuk – blogerka, miłośniczka podróży i slow fashion, za kilka dni rusza w półroczną podróż po Azji, o której będzie można przeczytać na Beaslife.pl

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail