Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miasto pięknych kobiet i podziemnych skarbów. Nietypowy przewodnik po Budapeszcie  

WĘGRY, STEFAN CZERNIECKI
fot. Stefan Czerniecki
Udostępnij

Gdy mamy ledwie kilka dni urlopu i chcemy pojechać coś zobaczyć, i ma to być względnie niedaleko, ale też choćby ciut „egzotycznie”, to mamy dziś dla Państwa propozycję. Pojedźmy wspólnie do Budapesztu.

W świadomości wielu stolica Węgier uchodzi za „miasto pięknych kobiet”. Jeszcze inni z racji wszędobylskich tutaj gorących źródeł (w całym mieście jest ich ponad 130) widzą w nim upragnione odprężenie dla spracowanego ciała. Jeszcze innym jednoznacznie kojarzy się z najpiękniejszym budynkiem parlamentu w Europie. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że każdy z nich ma rację. To może po kolei…

 

Budapeszt – miasto pięknych kobiet

Że „miasto pięknych kobiet”? Wystarczy poobserwować przez chwilę przechodzących przez jezdnię. Poczekać wspólnie z innymi na tramwaj na przystanku. Przemaszerować kilka razy słynny Most Széchenyi. Wszędzie to samo. Setki mężczyzn co i rusz oglądających się za mijającymi ich dziewczętami. Żeby nie było tak „autochtonicznie”, nadmienię, że uwaga tyczy się również turystów. Scenka z pokrytej zielonym ogrodami Wyspy św. Małgorzaty. Wysoka, szczupła, odziana w czarną tunikę elegancko przykrywającą leginsy szatynka szybkim krokiem mija dwóch młodzieńców szukających czegoś na mapie. Chyba obcokrajowcy.

– Widziałeś ją? – podekscytowany Anglik szarpie za łokieć kumpla.

– Stary, pewnie, że widziałem. She is perfect – dodaje po chwili czystą angielszczyzną.

Chwila wahania. Wzajemne poszturchiwanie. I po kilku sekundach zastanowienia panowie już nie potrzebują mapy, by wiedzieć, gdzie iść. A właściwie za kim. Nie wiem, jak skończy się ta cała przygoda. Podejrzewam, że jak to zwykle z pięknymi Węgierkami bywa. Stanowczym, acz wypowiedzianym w niezwykłą słodkością i subtelnością madziarskim „köszönom”. Po naszemu „dziękuję”.

 

Gorące źródła w Budapeszcie

Budapeszt „miastem gorących źródeł”? Oczywiście. I to w pełnej okazałości! Przez niektórych nazywane jest wręcz „miastem podziemnych skarbów”. Jak bowiem inaczej nazwać miejsce, gdzie wciąż możemy znaleźć pozostałości kąpielisk z czasów rzymskich II w n.e. !? Weekendowe marsze ludzi spragnionych chwili relaksu i zapomnienia w pysznie gorącej wodzie, ludzi paradujących przez miasto z ręcznikami i plecakami – to cotygodniowe obrazki stolicy Węgier. Czy jednak można się temu dziwić? Skoro oprócz typowo relaksacyjnych właściwości wody pełne są dobroczynnych mikroelementów – fantastycznych na wiele przypadków schorzeń.

Zachodnia część miasta. Naddunajska dzielnica pełna dworków i niewielkich willi. Ulica Kelenhegyi. A przy niej najsłynniejsze kąpielisko całych Węgier: Gellért. Pod wejściem niewielki tłumek rozgadanych kobiet w średnim wieku. Chyba na kogoś czekają. Donośne głosy rozbrzmiewają pośród echa odbijającego się od okolicznych kamienic. Wchodząc do środka Gellért, przekraczamy jak gdyby próg końca współczesnego świata. Zatapiamy się w atmosferę prawdziwie starorzymskiej łaźni. Ktoś powie, że nieco zanadto uwspółcześnionej. Możliwe. Ale i tak błogie wodne lenistwo z głową zwróconą ku ozdobnym kolumnom i wiszącym nad nami ozdobnym balkonom tarasowym robi swoje. Takie rzeczy tylko w Budapeszcie!

Czytaj także:
Krakowski slow life

 

Országház – najpiękniejszy parlament w Europie

Wreszcie, miasto „najpiękniejszego parlamentu w Europie”. Mowa o słynnej budowli Országház. Symbolu nie tylko tego miasta, ale także i całych Węgier. Gdy patrzy się dziś na mierzącą 268 metrów długości symetryczną, strzelistą bryłę, aż trudno uwierzyć, że budynek węgierskiego parlamentu stawiano na podmokłym, bagnistym terenie jednej z dzielnic o najgorszej reputacji w mieście. A dziś to właśnie w to miejsce przybywający do Budapesztu turyści kierują swoje pierwsze kroki.

– Podoba się? – pyta opierający się o laskę wąsaty dziadek spacerujący deptakiem wzdłuż Dunaju.

– I to jak – odpowiadam.

– Radzę, wejdź na kopułę. Tam dopiero jest widok. Zapiera dech w piersiach.

Takie właśnie są Węgry. Taki jest Budapeszt. Piękny jak ich mieszkanki. Z kojącym wpływem – jak kojące tutejsze baseny termalne. Dumny ze swego parlamentu. Lecz przede wszystkim bardzo bezpośredni i taki… ciepły. Jak ten dziadek z deptaku.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail