Aleteia
wtorek 20/10/2020 |
Św. Jana Kantego
Kultura

„Miała wiele wad, ta moja matka”. Przejmujący portret matki w książce Marcina Wichy

STARSZA KOBIETA

Shutterstock

Ewa Buczek - publikacja 19.09.17

Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić – pisze Marcin Wicha w najnowszej książce.

Gdy zderzamy się ze śmiercią kogoś bliskiego, często chwytamy się pewnych słów, gestów, rytuałów – tego wszystkiego, co daje nam złudne poczucie kontroli i pozwala przetrwać to, co wydaje się nie do przetrwania. Marcin Wicha, autor „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, w książce o zmarłej matce nie sięga po takie ułatwienia, w żadnym momencie nie idzie na skróty.

Matka była przeciwniczką łatwych usprawiedliwień. Pryncypialnie odrzucała wszystkie: – Starałem się. – Robiłem co w mojej mocy. – Chciałem, ale nie wyszło. […] Nigdy nie przyjmowała rutynowych pocieszeń. Kurtuazyjnych sformułowań wypłacanych drobną monetą”.

Martwych ludzi mamy na własność

Wicha nie szantażuje nas fizycznymi szczegółami nieuleczalnej choroby, nie epatuje relacją z umierania, nie bawi się w psychoanalizę rodzinnych relacji, a jednak tworzy opowieść bolesną, choć formalnie na pozór lekką, ba, niekiedy nawet śmieszną. Tylko że z każdą kolejną stroną coraz trudniej nam się uśmiechać, coraz wyraźniej widzimy, że za każdym zdaniem czai się to, co nieuniknione, czego nie da się opisać, bo słowa są zupełnie bezradne.

Ta książka nie jest biografią, nie jest nawet charakterystyką postaci, jest raczej zbiorem migawek z czyjegoś życia. A życia nie da się przecież w całości przekazać komuś innemu.

„Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić. Dopiero martwych ludzi mamy na własność, zredukowanych do jakiegoś obrazka czy kilku zdań”.

Wicha swoim pisaniem pokazuje, że jego matki – a może po prostu nikogo – nie da się zamknąć w paru zdaniach. Ona rozsadza gładkie ramy konwencji, wystaje zza okrągłych słów i wyślizganych skojarzeń. Podobnie jak sama opowieść, która w mistrzowski sposób rozprawia się z naszymi czytelniczymi przyzwyczajeniami, balansując między nastrojami, puszczając oko znad erudycyjnych aluzji do wielkich cytatów kultury, by po chwili stężeć na jakimś mięsistym konkrecie – na pani z okienka na poczcie, na inżynierze Kopściałce, którego portret Wicha kreśli w paru zdaniach, a jednak staje on nam przed oczami jako ucieleśnienie peerelowskiego (a może odwiecznego?) kombinatorstwa: „Kopściałko, jestem tego pewien, pociągał kawę ze szklanki, popluwał fusami i uśmiechał się cynicznie”.


Starsza matka z dorosłą córką

Czytaj także:
„Gorące mleko”. Dlaczego relacja matki z córką jest tak trudna?

Biblioteka – zapis czytelniczej porażki

Ta opowieść zanurzona jest w swojej epoce i nie ucieka od historycznych wycieczek, jednak zaczyna się od czegoś innego. Od książek. Wielu regałów domowej biblioteczki, które zapełniane były przez lata tomami. Po śmierci matki Wicha staje przed zadaniem uporządkowania tej spuścizny, „masy spadkowej”, jak sam ją określa na wstępie. Przegląda książkę po książce i z nich wyprowadza opowieść o matce, ale też o świecie, w którym żyła. Dzieje się tak, choć przecież:

Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają nam się przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcielibyśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie”.

Przedmioty są bezpiecznym punktem wyjścia. Namacalne i konkretne, pozwalają uchwycić się swojego realnego trwania (wszak „rękopisy nie płoną”, jak przekonywał Bułhakow). Być może dlatego od nich zaczyna się ta opowieść, która z każdą kolejną stroną staje się coraz bardziej podobna do lawiny – nabiera tempa, zgarnia nowych bohaterów, rozlewa się w czasie i przestrzeni, a przede wszystkim jest coraz intensywniejsza, mocniejsza, dotkliwsza. Ale na początku możemy jeszcze razem z Wichą oglądać okładki rodzinnych książek, analizować ich formę i treść dekada po dekadzie. Jeszcze nieśmiało poznawać ich właścicielkę przez pryzmat przeczytanych książek. One pozwalają przełamać pierwsze lody. Zwłaszcza, że matka do słów podchodziła z dystansem:

„nie zostawiła maksym, złotych myśli ani przykazań. Zbyt ostrożna, żeby miała pierwsza występować z jakąś opinią, wybuchała w odpowiedziach. W reakcjach. W szyderstwach. Zawsze gotowa do interwencji, kiedy ktoś za bardzo się nadymał. Skrajnie podejrzliwa wobec słów [….]”.




Czytaj także:
Jak córka z matką, czyli intymna opowieść o Annie Seniuk

Matka miała wiele wad

Przy takiej bohaterce naprawdę nie sposób napisać książki ckliwej i sentymentalnej. Wicha nie kryje, że: „Miała wiele wad, ta moja matka. Była tak zwaną «trudną osobą». Jak dodatkowe zadanie na szóstkę. Jak jolka w sobotniej gazecie”. Ta hardość towarzyszyła jej do końca. Bo ta książka nie ucieka przed pokazaniem końca. Postępującej choroby, słabości fizycznej, utraty pamięci, gdy słowa – narzędzie władzy – nie chcą uparcie pojawić się w głowie w stosownym momencie.

To odchodzenie słów jest jednym z dotkliwszych wymiarów umierania. Wicha pisze, że mowa jego matki „przypominała list z żądaniem okupu. Komunikat ułożony z wycinków. Powiedzonek. Kryptocytatów. Miała słowa na każdą okazję. Posługiwała się nimi jak zestawem narzędzi. […] Układała z tych słów konstrukcje. Zdania wielokrotnie złożone. Z mnóstwem podrzędnych pułapek i wilczych dołów. Zdania – plany bitew. Schematy operacji wojennych”. A im bliżej końca, tym więcej było w niej ciszy. Nie gasł jej duch, ale blakła litera. Końcowe rozdziały książki są krótkie, oszczędne, ale tak intensywne, że słowa niemalże parzą.

A potem historia zatacza koło i znowu jest puste mieszkanie, książki, ciągle włączone wifi, zapachy przeszłości w powietrzu, ślady obecności.


Uśmiechnięta Matylda Kozakiewicz

Czytaj także:
Segritta dla Aletei: Maryja była heroską. Każda matka jest!

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, Karakter 2017   

Rzeczy, których nie wyrzuciłem
Wydawnictwo Karakter

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
książkamatka
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Aleteia
Oczy Matki Bożej z Guadalupe. Jedna z najwięk...
MASS,YOUNG CHILD
Anna O'Neil
List do rodziców, którzy zabierają na mszę sw...
Bluźniercze graffiti na murze kościoła
Lucandrea Massaro
Wypisali proaborcyjne grafitti na kościele. R...
ANGEL,CHILD,STATUE
Philip Kosloski
Mamo, martwisz się o swoje dzieci? Módl się t...
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [18 paździe...
MODLITWA
Christine Stoddard
Żyjesz w ciągłym napięciu? Poznaj 5 modlitewn...
CARLO ACUTIS
Domitille Farret D'Astiès
Perełki Carla Acutisa: 10 zaskakujących wypow...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail