Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Szalony taniec w pustym domu, czyli nastolatki też chcą być kochane

Smutna nastolatka siedzi na podłodze w domu
Shutterstock
Udostępnij

Nastoletnie dzieci nie przestają testować rzeczywistości, nie ustają w badaniu prawdziwości relacji. Może się nam wydawać, że dorastając, pragną być całkowicie niezależne i mylnie czytamy ich sygnały.

Opuszczenie dziecka w tym wieku – pozostawienie samemu sobie – powoduje w nastolatku ogromne osamotnienie i przekonanie, że jest kimś nieważnym, niepotrzebnym, kto dopiero musi udowodnić swoją wartość. Często w ryzykowny sposób, by zauważył go ktokolwiek.

 

Zauważ mnie

Natknęłam się kiedyś na teledysk*, w którym występuje tylko jedna aktorka (znana z innych produkcji tej wykonawczyni). To drobna dziewczynka, baletnica, której szalony taniec wypełnia obskurne wnętrza pustego mieszkania. Krucha i z dziecięcą buzią, za to w siwej peruce, przez co trudno określić jej wiek. Niby dorosła, a jednak zbyt mała i na ten taniec, i na pustkę wokół niej.

Ciąg obrazów, oglądany przeze mnie wiele razy, odsłania we mnie jakąś bardzo wrażliwą strunę, która dotyczy relacji między rodzicami i dorastającymi dziećmi.

 

Dystans to pułapka

Pokonujemy razem  z dziećmi drogę od pełnej zależności czasu niemowlęcego, tulenia i karmienia na żądanie, przez pierwsze kroki i pierwsze dni w przedszkolu. Pomaganie w odrabianiu lekcji w podstawówce. I potem nadchodzi moment, że dzieci potrzebują nas jakby mniej.

Rodzice, którzy przeżywają swoją rolę głównie jako dostarczycieli wiktu i opierunku – w miarę dorastania dzieci przeżywają coś w rodzaju uwolnienia. Dziecko przestaje prosić o czas wspólnej zabawy, a w jego miejsce oczekuje kieszonkowego na pizzę ze znajomymi czy najnowszego modelu smartfona, żeby nie było obciachu. Jeśli zaspokajanie potrzeb dzieci było pojmowane w sposób głównie materialny, to wiek nastoletni będzie oznaczał może większe wydatki, ale więcej tak zwanego świętego spokoju.

Jeśli rodzice skupiali się bardziej na budowaniu wzajemnej więzi z dzieckiem, dorastanie mogą przeżywać jako swego rodzaju odrzucenie ich towarzystwa i bliskości. Ważni stają się rówieśnicy, z którymi córka czy syn rozmawiają godzinami na żywo i przez internet, językiem coraz mniej dla nas zrozumiałym. Nie do wszystkich spraw jesteśmy dopuszczani i nie wszystkie są nam relacjonowane.

W tym zwiększeniu dystansu tkwi wielka pułapka tego okresu. Dzieci fizycznie wyglądają na „duże”, w ogromie spraw są już samodzielne; potrafią wydawać pieniądze i usmażyć jajecznicę, mogą zostać same w domu. Możemy pomyśleć, że nasza rola się skończyła. Jeśli rodzic nie lubił swojej tożsamości jako mamy czy taty, często z niej w tym czasie całkowicie rezygnuje. „Kłopot z głowy”. Inni, wyczerpawszy stare strategie kontaktu, kiedy dla dzieci byli całym światem, rezygnują z prób nauczenia się czegoś nowego i bardziej adekwatnego do nowej sytuacji.

 

Nastolatek chce być rozumiany i …kochany

Tymczasem nastolatki odczuwają wielki głód relacji, troski, mądrego towarzyszenia. Żeby ktoś większy od nich – w nich wierzył. Żeby traktował ich poważnie, ale… nie przestawał kochać. Nasza córka kiedyś po kłótni, jaką ze sobą odbyłyśmy – zapytana, co się dzieje, odpowiedziała:

Mamo, przez dwa tygodnie nie powiedziałaś mi, że mnie kochasz.

Otworzyłam oczy ze zdumienia. Raz – nad tą kalkulacją, dwa – wydawało mi się, że cały czas mówię. Kupuję potrzebne rzeczy, gotuję, piorę. Przecież nie dla siebie.

A jednak nastolatki mówią:

Potrzebuję ciebie, mamo, tato. Potrzebuję ciebie prawdziwego, obecnego, nie – pouczającego na każdym kroku, ale jako mądrego przewodnika.

Gdy tego zabraknie, w dzieciach zostaje dramatyczne przeżycie osamotnienia i alienacji ze świata zajętych dorosłych. Ów metaforyczny opuszczony dom z teledysku, gdzie „samodzielne” dziecko tak naprawdę jest samo jak palec i szaleńczym tańcem stara się zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek. Żeby udowodnić sobie, że jest kimś ważnym i wartościowym.

Z tego „pustego domu” – braku relacji z rodzicami – pozostaje na dorosłe życie bolesna pustka wewnętrzna. Dlatego tak bardzo potrzeba budować mosty z dorastającymi dziećmi: wychodząc od słuchania, uczyć się tego, kim są. I dawać znać, że zawsze mogą przyjść do nas ze swoimi małymi-dużymi zmartwieniami.

 

*Sia, Chandelier

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail