Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Przysmaki świętej Hildegardy: jedz na szczęście

ŚWIĘTA HILDEGARDA Z BINGEN
Saint Hildegard of Bingen | Domena Publiczna / Fennel |CKP1001 | Shutterstock
Udostępnij

Niektóre potrawy przynoszą radość, inne – smutki. Tak w każdym razie uważała Hildegarda z Bingen, niemiecka przeorysza z XII wieku. Oto cztery naturalne przysmaki, dobre dla ciała i dla ducha.

Już w dzieciństwie Hildegarda usłuchała głosu z nieba, który mówił jej: „Opisz to, co widzisz i słyszysz”. Zostanie autorką słynnych dzieł, inspirowanych wizjami roślin leczniczych i przyrodą. Zapomniana przez wieki nauka Hildegardy, bliska medycynie chińskiej, została na nowo dostrzeżona i widzimy dziś jej wizjonerski wymiar. Według niej ciało, umysł, dusza i środowisko są ściśle ze sobą powiązanymi filarami zdrowia. Nasza dieta ma więc bezpośredni związek z naszymi emocjami.

Według teorii „czterech humorów” (płynów ustrojowych”: krwi, żółci, śluzu i czarnej żółci), powszechnej w czasach Hildegardy, smutek i gniew są przyczynami wielu chorób.

„Gdy dusza człowieka wyczuwa coś szkodliwego dla siebie lub dla ciała, serce, wątroba i naczynia krwionośne kurczą się. Unosi się jak chmura, która ocienia serce, i człowiek pogrąża się w smutku”, czytamy w księdze „O przyczynach i leczeniu chorób”.

Aby temu zapobiec, Hildegarda zachęca do spożywania potraw, które są źródłem radości. Mówi, że ci, którzy dbają o dobre zdrowie fizyczne, umysłowe i duchowe, są radośni. Pokarmy, o których mowa, to te same, które dzisiejsza medycyna naturalna zaleca również dlatego, że przywracają równowagę organizmowi zakwaszonemu przez przemysłową żywność, zanieczyszczenie środowiska i stres. A jakie to potrawy i jaka z nich płynie korzyść?

Czytaj także: Jak wyleczyłam swoje dzieci jedzeniem

 

Koper włoski: dobry na wszystko!

Już w starożytności koper włoski (fenkuł) uprawiano w basenie Morza Śródziemnego jako roślinę aromatyczną. W średniowieczu Włosi wyhodowali odmianę bulwiastą, zwaną „jabłkiem”, od tego czasu stale produkowaną i konsumowaną. Następnie koper włoski trafił do królewskich ogrodów Francji, dzięki Claude’owi Molletowi, ogrodnikowi Henryka IV. Nie należy mylić go z koperkiem lub anyżem, bo choć koper włoski należy do tej samej rodziny, tylko on spośród trójki krewniaków jest spożywany jako warzywo.

Pomaga pozbyć się odczynu kwaśnego i łagodzi bóle stawów oraz dolegliwości artretyczne, związane z zapalenie ścięgien, kolki... Fenkuł nadaje również ciału przyjemny zapach i ułatwia trawienie. Bogaty w witaminy A, B, C, E i błonnik, pomaga utrzymać linię, działa przeciw wzdęciom i bólom brzucha. Koper włoski stymuluje również produkcję mleka kobiecego.

Surowy, gotowany czy w postaci naparu, działa skutecznie we wszystkich formach. Chrupiący lub miękki po ugotowaniu, doskonale pasuje do mięs, ryb i serów.

Czytaj także: Dlaczego im mniej cukru, tym mniej… agresji? Pomyśl o diecie inaczej

 

Kasztan jadalny: sprzymierzeniec sportowców

Na wsiach basenu Morza Śródziemnego kasztany często zastępowały zboża: drzewo kasztanowca nazywano tam „drzewem chlebowym”. Dzisiaj spożywa się je sezonowo.

Czy wiecie, że przed ćwiczeniami najlepiej jeść właśnie kasztany? Rzeczywiście, bogactwo minerałów, zawartych w kasztanach, może być ciekawe dla sportowców: jest w tych owocach dużo potasu, żelaza i magnezu. Kasztany jadalne są również dobrym źródłem energii, zawierają dużo witamin i pierwiastków śladowych. Pomagają uniknąć nagłego podniesienia poziomu cukru we krwi, ponieważ zawierają mnóstwo skrobi, którą trawimy bardzo wolno.

Najlepiej jeść kasztany pieczone lub gotowane na parze, żeby nie tracić zawartych w nich cennych składników.

Czytaj także: 5 dobrych powodów, by maszerować

 

Orkisz: król zbóż

Spożywany obficie do czasów rzymskich, zapomniany później na korzyść pszenicy, która daje większe plony, orkisz odkryto ponownie dopiero 30 lat temu. Warto wiedzieć, że zawiera 12 razy więcej magnezu niż pszenica i pięć razy więcej fosforu niż soja! Ma również znaczną ilość tryptofanów, aminokwasów, które są prekursorami serotoniny – hormonu szczęścia.

Orkisz zawiera też znaczną ilość tiocyjanianów, obecnych również w mleku matki. Stymulują one obronę immunologiczną, tworzenie komórek krwi, wzrost i tworzenie komórek macierzystych. Dzięki tiocyjanianom wzmacniają się błony komórkowe, co zapobiega przedostawaniu się substancji rakotwórczych do organizmu, orkisz działa więc przeciwnowotworowo.

Orkisz jest bardzo bogaty w białko i węglowodany, warto go więc spożywać przed wysiłkiem. Duża zawartość magnezu sprawia, że działa też przeciwstresowo.

Orkisz można jeść w różnych postaciach: owsianki, chleba, makaronu, herbatników… Można nim zastąpić pszenicę. Ważne jest jednak spożywanie niezhybrydyzowanych ziaren, aby w pełni korzystać z zalet orkiszu.

Czytaj także: Nie jestem hipsterem, jestem chora. Kiedy unikanie glutenu to walka o życie

 

Goździki: naturalny lek przeciwzapalny

Goździki to pączki kwiatowe goździkowca korzennego: drzewa rosnącego dziko na Molukach w archipelagu indonezyjskim. W średniowieczu były niezwykle cenną przyprawą, płacono za nie tyle, co za złoto. Dziś są równie cenne!

Można je stosować jako środek przeciwzapalny, działają bowiem antyseptycznie, znieczulająco i przeciwzapalnie, pomagają w bólach reumatycznych, bólach zębów. Znajdują się wśród przypraw i ziół o najwyższej zawartości przeciwutleniaczy.

Oto, co Hildegarda z Bingen pisała o goździkach: „Ten, kto ma bóle głowy, komu głowa ciąży i czuje, jak gdyby ogłuchł, niech często je goździki, a dolegliwości ustąpią… Wnętrzności (jelita) u chorych czasami puchną, gdy cierpią oni na zapalenie przewodu pokarmowego i często zdarza się, że obrzęk przechodzi w puchlinę wodną. Kiedy puchlina staje się już wyraźna, chory powinien często jeść goździki, dzięki nim przyczyna choroby zniknie; ponieważ siły lecznicze goździków działają właśnie w jelitach, zmniejszą obrzęk i sprawią, że puchlina ustąpi”.

Goździki można spożywać w całości lub zmielone, można je dodawać do chlebów, ciast, kompotów lub do grzanego wina. W przypadku bólu zęba można je kłaść bezpośrednio na ząb, co natychmiast łagodzi dolegliwości.

Czytaj także: Naturalne „antydepresanty” na jesień

 

Przepis na ciasteczka radości

Składniki na 30 ciasteczek :

90 g masła

70 g brązowego cukru

 35 g miodu

2 żółtka

 250 g mąki orkiszowej

6 g gałki muszkatołowej

6 g cynamonu

 24 goździki

 

Wymieszać w misce mąkę z przyprawami.

Roztopić masło, dodać cukier, miód i żółtka. Mieszać do uzyskania jednolitej masy, przełożyć do miski z mąką i przyprawami.

Ugniatać, aż ciasto będzie odchodzić od brzegów miski. Jeśli za bardzo się klei, dodać odrobinę mąki.

Rozwałkować i wyciąć ciasteczka w dowolnym kształcie.

Piec 10-15 min w piekarniku nagrzanym do 180°.

 

O tych ciasteczkach Hildegarda z Bingen mówi tak: Rozpraszają gorycz, która jest w twoim sercu, uspokajają je i otwierają. Ale także otwierają zmysły, czynią cię radosnym, oczyszczają narządy zmysłów, redukują szkodliwe humory i poprawiają skład krwi. Sprawiają, że jesteś silny, wesoły i wydajny w swojej pracy”.

Nie wahaj się stosować zdrowej diety, używając tego, co jest w Stworzeniu, do leczenia i zapobiegania dolegliwościom cielesnym, przyniesie ci to nieskończone szczęście!

Czytaj także: Co jeść, co pić, jak się leczyć. Hildegarda wprowadza się do Krakowa

 

Artykuł pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail