Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dariusz Kamys dla Aletei: Ojcostwo to najwyższa forma sztuki

DARIUSZ KAMYS
REPORTER
Udostępnij

Wszyscy ojcowie i matki, którzy świetnie wychowują dzieci, to artyści najwyższej próby – mówi Dariusz Kamys, polski aktor kabaretowy, lider kabaretu HRABI, prywatnie tata Pauli i Stasia.

O tym, jak się wchodzi w rolę ojca adopcyjnego i czy doświadczenie sceniczne ułatwia komunikację z dziećmi opowiada Dariusz Kamys, polski aktor kabaretowy, lider kabaretu HRABI, zaangażowany w Forum Tato.net.

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Być tatą to…?

Dariusz Kamys: Być przyjacielem, tylko nieco starszym, bo – może to banał – dzieci to normalni ludzie, tylko trochę młodsi. Oczywiście, świat dzieci różni się od świata dorosłych, ale także są w nim wielkie radości, dramaty, problemy. Dzieci przeżywają tak samo, jak my. Bycie ojcem to towarzyszenie dziecku, pomaganie w dorastaniu, uczenie bycia dobrym człowiekiem, empatii, uwrażliwianie na innych. To bycie bodźcem do rozwoju dziecka.

Ojciec pomaga dziecku w dorastaniu, ale do bycia ojcem też się dojrzewa?

Oczywiście, to działa w dwie strony. Nie jest tak, że tylko rodzice dają coś dziecku, a w zamian nic nie otrzymują. To cudowna wymiana. Kiedy zdecydowaliśmy się z żoną na adopcję, wiele razy doświadczaliśmy tego ubogacenia. Zaczęliśmy żyć pełnią życia. Tego poczucia nic innego by nie zastąpiło. Bycie rodzicem to także wielki trud. Było nam, zwłaszcza na początku, ciężko, nie ukrywam. Ale tym bardziej cieszymy się dziś, kiedy patrzymy na wszystko z perspektywy. Jestem szczęśliwy.

 

W roli ojca

Wchodzenie w rolę ojca jest trudniejsze w przypadku adopcji?

Nigdy nie byłem ojcem biologicznym, więc nie wiem, czy jest trudniejsze, ale wydaje mi się, że to niewielka różnica. Kluczem zawsze jest miłość. Kocham moje dzieci i to, że są adoptowane nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Pokochanie dziecka całym sobą jest źródłem siły, dodaje skrzydeł. Jak się kogoś kocha, można dla niego zrobić wszystko. Nie miałem problemu z wejściem w rolę ojca, bo fakt, że to nie są moje biologiczne dzieci był nieistotny. Wspólne przebywanie, problemy, życie przywiązało nas do siebie. Patrzę na mojego syna i córkę, i choć to nie są moją geny, jestem z nich dumny.

Miał Pan obawy, czy będzie umiał pokochać nie swoje dziecko?

Pewnie, że tak, zwłaszcza na początku. Szczęśliwie, Pan Bóg tak mnie stworzył, że dość szybko się przekonuję. Mieliśmy zamiar adoptować dziecko do lat dwóch. Poznaliśmy Stasia, kiedy miał już sześć lat. Od razu wiedziałem, że to on. Poczułem się, jakby to już było moje dziecko. Podobnie było z córką, która niemal od razu wskoczyła mi na kolana i moje serce zabiło szybciej. Przed decyzją o adopcji dużo się zastanawialiśmy, ale kiedy już ją podjęliśmy, nie było wahań. Wychowanie dziecka z trudną historią (a nasze dzieciaki taką mają) to wielka odpowiedzialność. Nigdy jednak nie przyszły nam do głowy myśl „co zrobiliśmy?!” albo chęć wycofania. Nigdy. Były chwile trudne, kiedy jako ojciec ocierałem się o bezradność. To najgorsze, co się może przydarzyć – dzieje się coś złego, a ja nie wiem, co mam zrobić, jestem bezsilny. Z czasem tych sytuacji bezsilności było coraz mniej.

Jak sobie z tą bezradnością radzić?

Kluczem jest cierpliwość wypływająca z miłości. A także świadomość, że nigdy nie mogę przestać kochać swojego dziecka. Trzeba cierpliwie czekać, być z nim, tłumaczyć, rozmawiać, dawać poczucie bezpieczeństwa. Dzieci potrzebują dowodów tego, że są nieustannie kochane. Nasze pociechy, zwłaszcza syn, tą strunę mocno naciągał, ale nigdy nie powiedzieliśmy mu: jesteś zły, mamy cię dość. Mówiliśmy, że to, co teraz robi, jest złe, ale i tak go kochamy, jest naszym synem. To przynosiło rezultaty, ale potrzebna była wielka cierpliwość.

 

Bóg wynagrodził nam trud

Nie gniewał się Pan na Boga, że nie może Pan mieć dzieci?

Właściwie nie. Przyjąłem dość naturalnie, że nie możemy mieć dzieci, później przyszła decyzja o adopcji, zresztą dość szybko, sześć lat zanim Staś do nas trafił. Ta decyzja i towarzyszące jej emocje, w większości pozytywne (wielka zmiana!), to była przygoda. Może Pan Bóg ten trud nam wynagrodził dwójką wspaniałych dzieci. Z żoną należymy do wspólnoty i w ciężkich momentach czuliśmy moc jej modlitwy. To nas niosło w trudzie wychowawczym w pierwszych latach.

Nie baliście się odrzucenia ze strony dzieci, kiedy dowiedzą się, że są adoptowane?

To nie wchodziło w rachubę, bo od początku rozmawialiśmy o tym z dziećmi, ogarnialiśmy modlitwą także ich rodziców biologicznych, którzy – co tu dużo mówić – skrzywdzili te dzieciaki. Staś miał 6,5 roku, pamiętał wszystko, Paula – 2,5. Słyszeliśmy historie o dzieciach, które dowiadywały się o adopcji będąc prawie dorosłymi, z czego wynikało mnóstwo niepotrzebnych problemów. Nie chcieliśmy takiej sytuacji.

W domu jest Pan żartownisiem czy poważnym gościem?

Żartownisiem to może za dużo powiedziane, ale na pewno wnoszę dużo humoru. Wykorzystuję zawodowe umiejętności, najczęściej kiedy atmosfera z jakichś powodów się zagęszcza. Najlepiej docieram do córki w momentach babskich fochów. Traci humor, trudno złapać z nią kontakt, odcina się. Żarty rozładowują napięcie. Mówię do niej śmiesznymi głosami (ile ich już stworzyłem!), aż w końcu nie wytrzymuje i się uśmiecha. Dowcipkowanie pomagało, kiedy odwoziłem ją rano smutną i niewyspaną do szkoły. Za punkt honoru stawiałem sobie jej rozbawienie. Mam nadzieję, że dzieci postrzegają nasz dom jako radosne miejsce.

Doświadczenie sceniczne ułatwia komunikację z dzieciakami?

Myślę, że tak. Zastanawiam się jednak, na ile wynika to z tego, że ja po prostu jestem pogodny z natury, a na ile praca w kabarecie zwiększa ten efekt. Umiejętności zawodowe niewątpliwie się przydają. Dorosły człowiek może odczuwać zażenowanie, kiedy się wygłupia, ja z tym nie mam problemu. Nie mam tego lęku, więc wygłupy przed dziećmi przychodziły mi z łatwością.

 

Dobry tata to artysta!

Kiedyś facet z wózkiem, zmieniający pieluchy to było coś nie do pomyślenia. Dziś bycie zaangażowanym tatą jest sexy. Skąd ta zmiana?

Może mężczyźni zrozumieli, ile dotąd tracili. Aktywny udział w wychowaniu dziecka jest super doświadczeniem. To cudowne! Pamiętam czytanie dzieciom przed snem – to dla nas zawsze był moment bliskości, można było pogadać, poprzytulać się. To wielka satysfakcja. Przyczyną jest też mechanizm społeczny, role męskie i damskie zmieniają się. Model, w którym mężczyzna zarabia kasę i wraca zmęczony do domu, w którym żona krząta się z dziećmi już dawno przestał obowiązywać. Kobiety się emancypują, więc obowiązki trzeba dzielić. A poza tym mężczyźni świetnie odnajdują się w rolach do niedawna zarezerwowanych dla kobiet, jak np. gotowanie. Uwielbiam to robić! Gotuję częściej niż żona (za to nie cierpię zmywać, szczęśliwie żona lubi).

Grunt, że równowaga zachowana. Żeby jednak nie było, że faceci mogą już spocząć na laurach – co jeszcze jest do zrobienia? Zaangażował się Pan w forum Tato.net – po co?

Promować ojcostwo! Kiedy na przykład patrzę na reklamy, przeważnie widzę singli. Brakuje mi pięknego, prorodzinnego spotu. Trzeba promować i uświadamiać, że ojcostwo jest piękne. Wielu mężczyzn ma obawy przed podejmowaniem odpowiedzialności, wchodzeniem w związek, bycie ojcem. Forum, na które przychodzą żywe dowody – ojcowie z pasją wychowujący dzieci i z entuzjazmem o tym mówiący, może otwierać oczy wątpiącym. Być może tracą coś, co jest najfajniejsze na świecie, może być główną treścią życia. Ojcostwo, bycie rodzicem to najwyższa forma sztuki. Każda inna sztuka za tworzywo ma materiały o stałych właściwościach, jak glina, farba, dźwięk. Tu rodzice, czyli dwójka artystów, ma przed sobą dziecko, które jest labilne, ma wiele możliwości. Tyle można zrobić, a jednocześnie tak wiele zepsuć. To najwyższa forma sztuki. Wszyscy ojcowie i matki, którzy świetnie wychowują dzieci, to artyści najwyższej próby.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail