Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Szymon Majewski: Dobry pan! Czyli czego uczy mnie mój… pies

SZYMON MAJEWSKI
East News/Getty Image
Udostępnij
Komentuj

Lusia, nasza suczka, oczko w głowie całej rodzinki ma już ...17 lat, a może nawet 18!?

Jak była mała to uczyłem ją posłuszeństwa różnymi ludzkimi sposobami. Zdała ten egzamin, powiedzmy na 2+.

A teraz Lusia uczy mnie. Stara Lusia uczy i tresuje swojego starszego już pana.

Bo oto na przykład zmusza mnie do pracy.

Lusia każe mi pracować. Gdy się siedzę przy biurku Lusia kładzie mi się na stopie i wtedy najmniej przez godzinę nie mogę oderwać się od pracy. Za niektóre teksty do For Her jestem więc wdzięczny mojemu psu. To Lusia grzejąc mi stopę kazała mi rozwijać talent felietonisty i kto wie, czy nie zostanę dzięki niej pisarzem. Powstanie kiedyś jakieś moje dzieło i na pytanie dziennikarza, jak powstało, odpowiem:

– Mój talent pisarski zaczął się w momencie, gdy mój pies usiadł mi na nogę i już nie wstał. Żeby go nie budzić napisałem „Moje gorące stopy”.

Lusia na starość lubi spokój. Oj tak. Kocha go wręcz. Lubi spokój, więc mnie czasem nielubi, bo jestem niespokojny. Zawsze taki byłem, tylko pies mi się zestarzał i nie mogę go niepokoić.

Więc jak tylko zaczynam latać po mieszkaniu, gdy widzę wzrok Lusi i że przeze mnie się obudziła, od razu hamuję i szaleję trzy razy wolniej.

Lusia Szymona Majewskiego
Archiwum prywatne

Dzięki niej staję się oazą spokoju, pół mnichem, teraz wchodząc do pomieszczenia gdzie jest pies najpierw borę głęboki oddech…

To dobre dla mnie. Pies uczy mnie spokoju, dzięki temu łatwiej też mają ze mną inni domownicy.

Kolejna rzecz  już nie jest dobra dla mnie, bo mój pies nie lubi gdy… kicham. A ja uwielbiam  kichać znienacka i głośno, jak dzikus leśny nieokrzesany. Lusia wtedy nagle podskakuje, myśli, że idzie burza albo, że strzelają.  Mam więc teraz wszędzie w domu tłumiki, czyli poduszki, moje zadanie to wytrzymać na chwilę z kichnięciem, podbiec, chwycić i przydusić nos.

 

Lusia nie lubi  też walizek. Czas „walizek” nadchodzi, gdy gdzieś jedziemy. Lusia zaczyna wtedy dyszeć i chodzić za nami. Wyczuwa naszą nerwowość. Musieliśmy więc zacząć pakować się wolniej, spokojnej albo w innych pomieszczeniach. Moja córka Zosia jest w tym mistrzynią i potrafi chować przed Lusią spakowaną torbę w piwnicy. Zanosi ją tam na palcach w nocy, kiedy Lu (jak mówimy na nią w skrócie) śpi.

Lusia nie podziela moich pasji muzycznych, przez nią muszę słuchać jazzu i  Sinatry, no może Sade i Bryan Ferry też jeszcze ujdzie. Jednak nie Led Zeppelinów, których uwielbiam, przy „Whole how Lotta love” pies szuka miejsc, lata, dyszy i chce uciekać, dostaje też ślinotoku. Nie podoba je się hard rock. I jestem w kropce, bo na 50-tkę dostałem  adapter i zacząłem odbudowywać kolekcję Zeppelinów i Black Sabbath. A tymczasem hard rock jest po to, żeby słuchać go głośno, a jak tu podkręcić gałkę skoro obok kolumny śpi Lusia, czyli Lu, czyli Lunaszek.

Podkręcam delikatnie więc dopóki pies nie podniesie głowy.

Tak oto pies nauczył pana aportować sobie ciszę i spokój.

A najgorsze jest to, że zaczynam go lubić…

Ten spokój.

Bo Lusię to uwielbiam.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail