Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wspólny poród? Tak, ale…

MĘŻCZYZNA WSPIERA KOBIETĘ PODCZAS PORODU
Shutterstock
Udostępnij

Nie ulegajmy presji, że mężczyzna musi zostać przy porodzie do końca.

Czy naprawdę obecność męża przy porodzie niesie ze sobą same korzyści?

 

Facet będzie rodził z Tobą

Dobrze pamiętam swój pierwszy poród. Podobnie jak niejedna przyszła matka, spędziłam 9 miesięcy na przygotowaniach merytorycznych. Wkraczając w progi szpitala ze skurczami czułam się więc doskonale przygotowana i uzbrojona w wiedzę – tyle przeczytanych książek, blogów, zaliczona szkoła rodzenia i rozmowy z koleżankami. Głowę miałam pełną wyobrażeń o rodzeniu dzieci i… roli mężów w tym procesie. Oczywiście, zgodnie z panującym ostatnio trendem, uległam sugestii i uznałam, że mój mąż MUSI uczestniczyć w całym porodzie, jakżeby inaczej. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby wcześniej zapytać go o zdanie.

 

Mąż pielęgniarką

Wkrótce czeka mnie trzeci poród, więc ponownie zainteresowałam się tematem udziału faceta w narodzinach dziecka. Zgadzam się z ogólną tezą, wzięcie spraw narodzin dziecka w ręce przez obojga małżonków wzmacnia więzi pomiędzy nimi i że pomaga mężczyźnie odnaleźć się w nowej ojcowskiej roli, a także docenić wysiłek kobiety. Ale czy na pewno twój facet musi brać na siebie rolę pielęgniarza?

 

Myślałam, że poród będzie bolał, ale nie wiedziałam jak bardzo będzie krępujący

Dużo się mówi o bólu, krzyku, odejściu wód płodowych. Nikt natomiast nie mówi o NAPRAWDĘ KRĘPUJĄCYCH sytuacjach, które się w czasie porodu mogą przytrafić.

Każdy człowiek, każdy facet ma inną wrażliwość na sprawy fizjologiczne, na widok krwi, na… naturalne zapachy czy dźwięki. I nie każdy jest na tyle wyluzowany, by czuć się komfortowo w sytuacji, gdy jego żona rodzi.

Znam małżeństwa, które granice swobody mają mocno przesunięte w stosunku do mojej własnej rodziny. Korzystają wspólnie z toalety, mężowie golą swoje żony „tam” w zaawansowanej ciąży, bo przecież ona sama nie dosięgnie.

Inny z kolei kolega stał przez cały poród z kamerą przy kroczu małżonki i dumnie wszystko filmował. Wierzę, że tym ludziom takie doświadczenia dają szczęście i budują pomiędzy nimi bliskość.

Ale nie oznacza to, że każdy powinien tego spróbować, bo taka aktualnie jest tendencja. W mediach społecznościowych napotykamy głównie wyidealizowane relacje z porodów domowych, czy nawet sesje zdjęciowe stylizowane na reportaż z porodowych sal. Najczęściej pokazują one pełne emocji twarze, pary trzymające się za ręce, i wzruszonego faceta pochylonego nad mokrym noworodkiem. Tego typu obrazy wraz z narracją promowaną w szkołach rodzenia utrwalają tylko w nas fałszywe przeświadczenie, że poród rodzinny to fantastyczna przygoda pełna emocji i zbawienna rzecz dla małżeństwa. A przecież nie zawsze tak to wygląda…

 

Zamiast obmywać krew, podaj jej szklankę wody

Są rzeczy, które mężowie wykonują w czasie narodzin dziecka dużo lepiej od przecinania pępowiny, podawania podpasek czy wycierania krwi cieknącej po łydkach żony. Jakie? Zacznijmy od transportu. To naprawdę istotny element porodu! Ja do pierwszego porodu zawiozłam się sama. Do dziś nie rozumiem, dlaczego to zrobiłam, ani nie pamiętam gdzie zaparkowałam. Wydawało mi się, że bez sensu budzić małżonka. Absurd?

Rodząca kobieta – przykro mi to mówić – nie myśli. Jej mózgiem rządzi oksytocyna i inne hormony, które powodują, że potrafi podejmować skrajnie irracjonalne decyzje. I właśnie do tego potrzebny jest przy jej boku facet. Żeby ją bezpiecznie zawieźć, żeby nieść jej torbę, żeby w torbie znaleźć dokumenty, żeby za kobietę myśleć.

Przy drugim porodzie mój mąż stanął na wysokości zadania, dowiózł mnie do szpitala cało i zdrowo, w dodatku w szalonym tempie, dzięki czemu obeszło się bez rodzenia na fotelu pasażera. I wierzcie mi, rajd przez zakorkowane miasto dużo bardziej zbudował między nami więź, niż poprzednie „fizjologiczne” doświadczenia porodowe.

 

Jak mąż może pomóc nam przy porodzie?

Wywieranie presji na partnerze, naleganie, by uczestniczył w porodzie do samego końca, może mieć skutki odwrotne do zamierzonych. Zamiast bliskości mamy skrępowanie i poczucie winy.

Mimo że mój mąż okazał się zarazem odporny i wrażliwy, to – co tu dużo mówić – drugi poród, w którym uczestniczył w znacznie mniejszym stopniu (nie było czasu, bo wszystko trwało kwadrans) oboje znieśliśmy zdecydowanie lepiej: jako para, jako rodzina, jako małżeństwo. I nie chodzi wcale o to, że facet biorący udział w porodzie widzi rzeczy, których nie powinien, przez co kobieta mu wydaje się potem mało atrakcyjna.

Moim zdaniem to nie tak. Bywa, że faceci widząc nasze cierpienie, boją się potem zwyczajnie nas dotknąć przez dłuuuuugi czas. Pół wanny krwi, która przy niektórych porodach wylewa się z kobiety, na mężczyznach często robi druzgocące wrażenie. Skoro mowa o krwi – nie jestem zwolenniczką uczestniczenia mężów w toalecie położnic.

Wiem, że czasem nie ma wyjścia (mój dziadek przyjmował kilka porodów domowych swojej żony i jakoś relacja małżeńska dziadków na tym nie ucierpiała). Wiem też, że poza salą porodową bywają w życiu sytuacje, gdzie jedno z małżonków musi pielęgnować drugie. Chciałabym myśleć, że wówczas wygląda to tak romantycznie jak w filmie „Malowany Welon”, gdy Edward Norton umierał na cholerę, a jego filmowa żona się nim opiekowała.

Niestety, nie zawsze tak jest, a pielęgnowanie małżonka w chorobie to dla wielu par próba, która nie kończy się pomyślnie. Perspektywa sytuacji intymnych z którymi BYĆ MOŻE będziemy musieli się zmierzyć w przyszłości, nie oznacza zaś, że musimy robić poligon doświadczalny z porodu.

 

Tata jest potrzebny 

Mój połóg wyglądał tak, że nie mogłam się ruszyć z miejsca przez ponad dobę, ponieważ przetaczano mi krew. Nie muszę chyba wdawać się w szczegóły, by opisać, jak bardzo marzyłam wtedy o prysznicu czy choćby zmianie koszuli. A jednak, nie przyszło mi do głowy angażować w te sprawy swojego męża. I bardzo się z tego cieszę!

Wysłałam go do apteki po herbatkę laktacyjną i do domu po wygodniejszą poduszkę. Według mnie facet podczas porodu i połogu doskonale sprawdza się jako asystent. Poprawianie posłania, podawanie picia, spełnianie zachcianek, które niekiedy pojawiają się zupełnie niespodziewanie (nalanie wody do wanny, wymasowanie stóp, związanie włosów i zgaszenie światła, to tylko niektóre pomysły). Co jeszcze?

Informowanie rodziny o postępach (żeby rodząca nie musiała odbierać SMS-ów) i bycie rzecznikiem rodzącej przed personelem szpitala, to kolejna bardzo ważna rola dla faceta. I gdy dziecko się już urodzi – mąż jest od chwalenia, trzymania za rękę, przytulania oraz ewentualnego tłumaczenia w imieniu położnicy personelowi szpitala decyzji medycznych dotyczących dziecka (na przykład jeżeli nie chcemy malucha szczepić w pierwszej dobie albo nie mamy ochoty dokarmiać go mieszanką, a personel bardzo nalega). Te wszystkie czynności są ogromnym wsparciem dla kobiety i moim zdaniem, rola męża się w nich zawiera. Oglądanie łożyska i wycieranie krwi to według mnie zadanie dla pielęgniarek i położnych.

 

A jeśli jednak chcecie rodzić razem…

Oczywiście, są małżeństwa, które jak już wspomniałam, funkcjonują w takiej bliskości fizycznej, że dosłownie nic co ludzkie nie jest im obce. Ale nawet wówczas polecam przed przystąpieniem do wspólnego rodzenia co najmniej jedną wizytę w parze u ginekologa i porządny kurs w szkole rodzenia.

Ciężarnym radzę dziesięć razy rozważyć wybór szpitala, by mimo wszystko mieć możliwość wdrożenia „planu B”, gdy rolę „rodzącego” męża przejmie położna. Szukajcie szpitala, w którym personel pomoże się po trudach porodu ogarnąć, który wesprze w opiece nad dzieckiem i nauczy karmienia piersią, by wasz facet mógł skupić się na robieniu pamiątkowych zdjęć i przynoszeniu Wam kwiatów.

Cały czas uważacie, że poród we dwoje jest dla was? To jeszcze obejrzyjcie amatorskie filmiki z porodów na Youtube. Nie te wyidealizowane, ale te prawdziwe. Ja już jako nastolatka obejrzałam film instruktażowy o rodzeniu dzieci dla studentów medycyny – z próżniociągiem, kleszczowy i naturalny. I wierzcie mi – nawet po tym mocnym doświadczeniu, nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje, gdy poczułam u siebie pierwsze skurcze parte. Najlepiej więc przygotować się na to, że wszystko pójdzie inaczej niż sobie zaplanowaliście. Jeśli poród z mężem widzicie jako wzbogacający wspólny wysiłek i romantyczną bliskość w trudach – raczej nastawcie się na kompletną odwrotność takiego scenariusza.

Tags:
poród
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail