Aleteia

List księdza do Pana Boga: nie chcę przesłodzonej wiary. Komentarz do Ewangelii

Udostępnij
Komentuj

Mój Boże, postanowiłem napisać do Ciebie list. Musisz wiedzieć, że nie jestem człowiekiem, z którym jest łatwo, ale muszę powiedzieć, że i Ty do najłatwiejszych nie należysz. Mimo to, spróbujmy.

Mój Boże!

Przeczytałem dzisiejszą Ewangelię i postanowiłem napisać do Ciebie list. Chyba jeszcze nigdy nie pisałem nic do Ciebie. Zdarza mi się pisać o Tobie, ale do Ciebie, to pierwszy raz. Sprowokowała mnie ta przypowieść o dwóch mężczyznach zaproszonych do pracy w winnicy. Jeden odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Drugi powiedział: „Nie chcę!”, ale w końcu poszedł. Widzę się w obydwu.

„Idę, Panie”, ale nie idę naprawdę. Dla mnie to są te wszystkie postawy we mnie, które wynikają z mojego religijnego „super ego”. Tak, mam wyuczony zestaw religijnych odpowiedzi. Trzeba się pobożnie modlić, mówić zawsze „Bądź wola Twoja”, i takie tam. Nauczyłem się, co należy mówić, jak powinno się myśleć, żeby to było poprawne religijnie. Tak wypada.

Jak się jest księdzem, to już w ogóle pewne rzeczy wypada, a pewnych nie. Ale czy tam jest tak naprawdę moje serce? No co, ja, ksiądz, mam powiedzieć, że wcale mi się nie chce? Mam powiedzieć, że się nie zgadzam z Tobą?

Tylko, że mi się naprawdę często nie chce. Pamiętasz, dzisiaj siadłem i powiedziałem Ci: „Wiesz, chyba mi się jednak tak naprawdę nie podoba ta historia, którą ze mną robisz. Źle się z tym czuję. Nie chcę!”. Tak, wiem, że powinienem powiedzieć, że „bądź wola Twoja”, że dziękuję za to wszystko, że jak to super, fantastycznie i bardzo się cieszę, ale… wcale tak nie myślę.

I nie widzę powodu, żeby siebie i Ciebie oszukiwać. Już powoli wyrastam z tej pobożności, która Ci zawsze przytakuje jak dzieciaki w szkole, które ze strachu przed panią od matematyki zawsze na pytanie, czy wszystko rozumieją odpowiadają, że tak. Może to oznacza, że przestałem się Ciebie bać. Tak, chyba coraz bardziej czuję się wolny w tej relacji z Tobą.

No właśnie, chcę mieć relację, taką prawdziwą, a nie coś udawanego. Chcę mieć relację, w której mogę być sobą, prawdziwy, z tym, co myślę naprawdę, co czuję naprawdę, a nie z tym, co wypadałoby myśleć, czuć. Nie wydaje mi się, żeby Tobie też zależało na takiej pobożnej grze pozorów. Przecież jesteś Prawdą.

Im bardziej pozwalam sobie na tę niepoprawność wobec Ciebie, tym bardziej czuję, że traktuję Cię na poważnie, że jesteś Kimś realnym i bliskim. To tak, jak z ludźmi. Wiem, że wśród obcych, szczególnie w formalnych sytuacjach, trzeba czasem poudawać, nie wolno pozwolić sobie do końca być sobą, na zbytnią szczerość. W relacjach z ludźmi, którzy są mi bliscy, pozwalam sobie na więcej, na bycie bardziej sobą, na mówienie tego, co naprawdę myślę, na dzielenie się moimi prawdziwymi uczuciami.

Czasem wcale to nie jest dla nich miłe. Bo jak jestem na nich zły, to potrafię to wyrazić. Jak się z nimi nie zgadzam, to też im to powiem. Chciałbym, żebyś i Ty był dla mnie bardziej bliski niż oficjalny. Przyszedłeś na ziemię jako Emmanuel.

Chcę mieć relację, choć wiem, że to wcale nie jest łatwa relacja. Musisz wiedzieć, że nie jestem człowiekiem, z którym jest łatwo, ale muszę powiedzieć, że i Ty do najłatwiejszych nie należysz. Mimo to, spróbujmy.

Wiesz, którego z proroków lubię najbardziej? Jonasza. Widzę się w jego historii. On był naprawdę szczery. Wcale nie chciał iść do Niniwy i nigdy nie udawał, że jest inaczej. Uciekał przed Tobą. W końcu poszedł. Czy mu się podobało to, co zrobiłeś w Niniwie? Absolutnie nie.

Najbardziej jednak lubię ten moment, kiedy mówi Ci: „Gniewam się na Ciebie śmiertelnie”. Musisz przyznać, że miał powód. To było naprawdę świńskie z tym robaczkiem. Jonasz zrobił swoje, wypełnił Twoją wolę, ale też swoje Ci powiedział, a potem w ogóle nie chciał z Tobą rozmawiać. Ja też nie zawsze chcę. Nie, że jestem obrażony. Po prostu mi się nie chce.

Tak, myślę, że dorastam do tego, żeby traktować relację z Tobą poważnie. To wcale nie musi być łatwe, i takie słodkie, i takie pobożne. Nie chcę mieć takiej przesłodzonej wiary, w której wszystko jest super. Właśnie skończyłem 32 lata i zorientowałem się już trochę, że życie takie nie jest. Życie jest poważne. Ty nie obiecujesz mi nic łatwego, ale ja Tobie też nie. Chcę Ciebie prawdziwego, ale i Ty musisz mnie takiego chcieć.

Tak w głębi serca czuję, że wypełnić Twoją wolę w swoim życiu, to jest dobre, choć nie w każdym momencie jest to takie oczywiste. Będzie pewnie różnie, tak jak różnie bywało dotąd, ale miejmy ze sobą relację, po prostu.

Serdecznie Cię pozdrawiam.
Łukasz

I czytanie: Ez 18, 25-28
II czytanie: Flp 2, 1-11
Ewangelia: Mt 21, 28-32

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail