Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: „Twój Vincent”. Film o odwadze bycia „nikim”

JOLA SZYMAŃSKA;FILM VINCENT
EAST NEWS | fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Nawet w rynsztoku możemy uwierzyć w coś więcej niż zło. Ba, tam może kryć się piękno. A żeby nie być gołosłowną – poniżej zamieszczam dowody.

„Mistrzostwo Autora polega na tym, że drążąc Tajemnicę, nie szuka on łatwych rozwiązań ani pocieszenia” – czytamy w opisie „Traktatu o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego. Jeszcze przed przeczytaniem książki zastanowiło mnie to zdanie. Sięgałam po nią jak po słoik babcinych konfitur. Liczyłam na ukojenie i bon moty w dobrym stylu. A tu, ni stąd ni zowąd, „nie szuka łatwych rozwiązań”. Ani nawet pocieszenia.

Historia, która zamiast sieci wniosków pozostawia człowieka z jego własną reakcją? Ojciec Wojciech Prus powiedziałby może, że to szansa na dojrzewanie niedojrzałości, które może być dojrzalsze niż niedojrzała dojrzałość. W wywiadzie dla miesięcznika „W drodze” dominikanin tłumaczy, że to metoda wielu Ojców Kościoła – nie odpowiadać. Nie udawać, że na każde pytanie istnieje odpowiedź.

Nie udawać, że coś się wie.

Z głową w podobnych pytaniach wybrałam się do Kina pod Baranami.

 

Twój Vincent to nie galeria

Sama z siebie do kina chodzę raz na kilka miesięcy. Lubię komedie rodzinne (dają poczucie bezpieczeństwa), kino kostiumowe i filmy poetyckie. Kiedy usłyszałam, że powstanie film o van Goghu, miałam nadzieję, że rozsiądę się wygodnie w fotelu i odpocznę.

Trochę tak się stało, ale jednak nie do końca.

„Twój Vincent” to nie zbiór ładnych animacji ani kinowa galeria. Nie jest to też sztuka w mainstreamowym uproszczeniu. To opowieść snuta olejnym językiem jej bohatera.

 

Odwaga bycia „nikim”

W filmie o malarzu jego samego prawie w ogóle nie ma. Są wspomnienia, domysły, jest dochodzenie. Są emocje ludzi, którzy go spotkali. Jest niezrozumienie, żal. Podłość. Ze sceny w scenę z obrazu świata przebija się obraz człowieka, który żył tak, jak chciał, a nie tak, jak byłoby mu wygodnie.

W jego odwadze bycia „nikim” jest jednak coś urzekającego. Podobnie jak w malowaniu całymi dniami obrazów, których nikt nie chciał kupować. W proszeniu brata o opłacenie farb i płócien. Jak to jest, żyć dla piękna, które mało kto rozumie?

 

 

Śledztwo syna listonosza

Docieka tego człowiek, który Vincenta szczerze nie cierpi. Syn Josepha Roulin, listonosza, którego van Gogh kilkakrotnie portretował. Młody Roulin ma przekazać bratu zmarłego malarza jego list. Sprawa okazuje się jednak skomplikowana, bo brat również nie żyje. Chłopak idzie za tropem i wkręca się w historię. Kim był ten „wariat”? I czy faktycznie tylko on był wariatem?

Odpowiedź jest dużo ciekawsza, niż nasuwające się na myśl: „wszyscy jesteśmy wariatami”.

Poznajemy ukochaną Vincenta, jego lekarza, poznajemy ludzi wrażliwych na jego sztukę i tych, którzy nią gardzili. W końcu – poznajemy historię śmierci, a jednak historię życia, jednocześnie jej nie poznając. Bo co to znaczy „poznać”?

 

Niebaśniowe życie

Zastanawiałam się, co takiego zrobił mi ten film. I już wiem. On mnie uspokoił. Nie dał recepty. Odpowiedzi. Dał kawał piękna, nadziei i nadziei – może naiwnej – na piękno. Gdzieś w środku ponoć każdy z nas je ma. Pytanie, czy chce je zobaczyć i podać dalej?

A co do ocen, powołam się na metodę Ojców Kościoła – i zostawię je Wam.

 

Tags:
film
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail