Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Marta Robin. Przeżywała w swoim ciele mękę Chrystusa i fizyczne ataki szatana

MARTA ROBIN
Udostępnij

Mówi się, że zmarła pokonana przez złego ducha. Czy to prawda? Czy zły duch ściągnął Martę z łóżka czy nie, nie jest to ważne. Nie w takich „spektakularnych” demonicznych działaniach leży istota zagrożenia. Najgroźniejsze jest kuszenie.

Z ks. Sławomirem Sosnowskim ze wspólnoty Ognisko Miłości w Olszy koło Rogowa rozmawia Joanna Szubstarska.

 

Joanna Szubstarska: W jaki sposób szatan dręczył Martę Robin? O złym duchu wyrażała się: jest piękny…

Ks. Sławomir Sosnowski: Przez okres ponad 50 lat Marta Robin przeżywała fizyczne ataki szatana. Szatan przedstawiał się Marcie jako upadły anioł, a więc istota duchowa, która nie utraciła wszystkiego, co otrzymała od Stwórcy. Przybierał rozmaitą postać, był postacią realną.

Marta wprawdzie widziała piękno tej postaci, ale jednocześnie w jego „obliczu” dostrzegała blask oślepiający raczej niż dający światło. Nie było to piękno, które zachwyca, raczej emanuje wściekłością.

Marta Robin od czwartku wieczorem do niedzieli rano przeżywała w swoim ciele mękę Jezusa Chrystusa. Wraz z upływem lat to doświadczenie przedłużało się. Ekstaza zmartwychwstania – jeśli tak to można określić – trwała do porannych godzin w poniedziałek.

Przez kilka lat, w czasie przeżywania tej pasji, Marta mówiła. Wypowiadane słowa były zapisywane przez proboszcza parafii, jej opiekuna duchowego, który siadał przy jej łóżku. Niekiedy w tych opisach są słowa Jezusa. Na przykład: „W Twoje ręce oddaję ducha mego”. Czasem Marcie zdarzało się powiedzieć słowa: „Odejdź, wynoś się”, stanowczo i mocno wypowiedziane do złego ducha.

 

Marta dostrzegła, że szatan jest bardzo inteligentny. W jaki sposób, poprzez inteligencję i podstęp, może nami zawładnąć?

Po śmierci matki Marta Robin przeżywała rozpaczliwe chwile. Szatan wkradał się do jej umysłu, siejąc zwątpienie i rozpacz. Podobnie było przed jej własną śmiercią, kiedy wydawało się Marcie, że to wszystko, w co się zaangażowała, nie ma sensu, że stworzona przez nią wspólnota Ognisko Miłości nie jest dziełem Bożym.

Kiedy nie przychodził jej opiekun duchowy, miewała pokusy, twierdząc, iż kapłan ją zostawił albo naśmiewa się za jej plecami. Moim zdaniem była to rozpacz pochodząca od złego ducha. Nie było to wyraźne ukazywanie się pod jakąś postacią, ale ukryta i cicha obecność szatana, w zwątpieniu i rozpaczy.

 

Jakie rzeczywiście były okoliczności jej śmierci? Czy została, jak niektórzy podają, pokonana przez złego ducha?

Okoliczności jej śmierci są inne niż te, które zostały opisane i były powielane w publikacjach do 2006 roku. Ze względu na pewne zjawiska, które mogłyby budzić ludzką ciekawość, pierwsze Ognisko Miłości powstało na uboczu, w miejscowości najbliższej domu Marty. Wielu rzeczy o Marcie nie wiedziano, strzeżono jej przed ludzką ciekawością ze względu na różne nadzwyczajne zjawiska.

Ks. Finet, który przychodził wieczorem, zamykał ją potem na klucz i otwierał rano. Kiedy 6 lutego 1981 roku przyjechał rano, znalazł ciało Marty na podłodze, rozciągnięte prostopadle do łóżka. Był przekonany, że usłyszał słowa wyszeptane przez Martę: „On mnie zabił”. Słowa miały znaczyć, że ostatnie chwile życia Marty były wyjątkową walką z „przeciwnikiem”, jak nazywała szatana. Znakiem tej walki miał być też fakt, że ciało znajdowało się na podłodze.

Taką wersję podtrzymywano przez lata, nie biorąc pod uwagę ani faktu, że lekarz stwierdził, iż zgon Marty nastąpił na kilka godzin przed wizytą ks. Fineta oraz tego, że kapłan (starszy od Marty) był wówczas już prawie głuchy. Dopiero w trakcie przygotowywania procesu beatyfikacyjnego przyjrzano się dokładniej sprawie i okazało się, że Marta, kiedy odzyskiwała trochę siły w rękach, zsuwała się z łóżka i czołgała po podłodze, czyniąc zadość w ten sposób naturalnej potrzebie ruchu, wzmożonej zwłaszcza emocjami spowodowanymi przyjmowaniem osób, które przychodziły do niej, by dzielić się swymi bólami, problemami, zagubieniem. A potrafiła przyjąć dziennie kilkadziesiąt osób.

W dniu śmierci było zimno, Marta była przeziębiona, nie mając siły, by wejść z powrotem na łóżko, zmarła z zimna na podłodze. Jej śmierć nie była znakiem eschatologicznej walki. Była niepozorna i skromna, jak i jej życie.

 

Moment umierania w życiu człowieka jest bardzo ważny.

W chwili śmierci decyduje się nasza wieczność. Ponieważ jest to najważniejszy – obok narodzin – moment naszego życia, związany z lękiem i niepewnością, jest to szczególny moment walki duchowej i narażenia na pokusy.

Czy zły duch ściągnął Martę z łóżka czy nie, nie jest to ważne. Nie w takich „spektakularnych” demonicznych działaniach leży istota zagrożenia. Najgroźniejsze jest kuszenie, a w chwili śmierci – kuszenie zwątpieniem, że Bóg coś dla mnie przygotował, że jest miłosierny.

Pobożność katolicka często przypomina nam o znaczeniu chwili śmierci, np. prosząc Maryję o szczególną opiekę na tę godzinę: „Święta Maryjo […] módl się za nami, grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”.

 

Jak odepchnąć złego ducha?

Wiarą, która przezwycięża lęk. Wiarą, że sami z siebie nic nie możemy, ale przez chrzest jesteśmy zanurzeni w Chrystusa, a przez zjednoczenie z Nim obdarzeni łaską dziecięctwa Bożego.

Dziś temat złego ducha i zagrożeń z tym związanych jest w niektórych środowiskach chrześcijańskich bardzo popularny. Jeśli człowiek chce obronić się przed złym duchem, próbując poznać wszystkie jego sztuczki, zdemaskować wszelkie zakusy, wchodzi na drogę bez wyjścia. Będzie brnął w przekonanie o wszechobecności zła i coraz bardziej ulegał lękowi.

Nie można zapominać, że Zły jest tylko zbuntowanym stworzeniem, że działa na tyle, na ile Bóg mu pozwoli, a Bóg nie oddał nas w jego szpony. Dopuścił natomiast, byśmy byli kuszeni, powołując nas do udziału w swoim zwycięstwie.

 

Co pokazuje nam Marta, poprzez swoją walkę?

Wyjątkowe ataki Złego wobec świętych, np. Jana Marii Vianneya, Ojca Pio czy Marty Robin widzimy jako przejaw wściekłości, ale płynącej z bezsilności. Te działania są wyjątkowo silne, ale pozostają na zewnątrz. Szatan nie ma dostępu do wnętrza i dlatego próbuje przerazić.

Marta pomaga w odróżnieniu czujności od postawy płynącej z zalęknienia. O „przeciwniku” Marta mówiła, że w gruncie rzeczy ma on bardzo smutne zajęcie, bo wie, że przegrał. Przez swą walkę ze Złym Marta potwierdza powtarzane nieraz słowa: „Przyszłość należy do Jezusa”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail