Aleteia

Fryzjer, który mówi o Bogu w TVN? Poznajcie bohatera „Mistrzowskiego cięcia”

fot. Łukasz Darłak
Udostępnij
Komentuj

Bohater „Mistrzowskiego cięcia” w TVN Style opowiada o życiu z Bogiem, przerwanym seminarium i swoim salonie fryzjerskim, w którym nie ma luster. Z Łukaszem Darłakiem, właścicielem Atelier Łukasz Darłak, rozmawia Jola Szymańska.

Jola Szymańska: Dołączyłeś do klubu osób mówiących o Bogu w TVN-ie. Jak się z tym czujesz?

Łukasz Darłak: Wahałem się, czy przyklejać sobie łatę pobożnego i wierzącego, i pewnie nawiedzonego, ale stwierdziłem, że nie chcę się wstydzić. Kawa na ławę. Dlatego, kiedy zapytali o moją przeszłość, powiedziałem o trzech latach spędzonych w seminarium.

Z którego potem musiałeś odejść?

Nie zdałem egzaminu z historii Kościoła, do którego podchodziłem trzy razy. Do dziś nie wiem, dlaczego.

To musiało zaboleć.

Ciężko było mi się z tego ciosu podnieść. Bardzo chciałem być kapłanem, a jeden egzamin zmienił wszystko. Dziś wiem, że Bóg miał dla mnie inny scenariusz.

Żałujesz, że jesteś fryzjerem, a nie księdzem?

Nie, absolutnie. Bycie fryzjerem to moje drugie ukryte pragnienie.

Mówiłeś jurorom, że Twój tata chciał, żebyś był księdzem, za to nie chciał, żebyś został fryzjerem. Dlaczego był temu tak bardzo przeciwny?

To było bardzo niemęskie u nas, na Podkarpaciu. Tata stwierdził: „Po moim trupie”. Powiedział, że nigdy nie da mi się obciąć. Dzisiaj nie wyobraża sobie, żeby robił to ktoś inny. Widzę, że jest dumny.

 

Fryzjer Roku i „Mistrzowskie cięcie”

Według „Gazety Krakowskiej” jesteś Fryzjerem Roku 2017. Czeszą się u Ciebie gwiazdy, masz kalendarz zapełniony na kilka miesięcy naprzód. Po co był Ci jeszcze udział w telewizyjnym show?

Zdarzało mi się czesać w takich programach, zawsze chciałem zobaczyć je od środka, jako uczestnik. Ale przemyślałem sprawę i stwierdziłem, że do niczego mi się to nie przyda. Moje marzenie już się spełniło. Nieśmiały chłopak z Podkarpacia czeszący aktorów? To wydawało się nierealne, a jednak się stało.

W dodatku w programie trzeba ciągle walczyć, przebijać się, pokazywać, że „ja jestem najlepszy!”. Pokazywać, że świetnie się ubieram, świetnie mówię i wszystko jest „wow”. Dlatego stwierdziłem, że nie idę.

Ale poszedłeś.

Najpierw poszedłem do Teatru Variete, gdzie czeszę aktorów, i opowiedziałem im o „Mistrzowskim cięciu”. Stwierdzili, że muszę iść, że wygram. Na chama mnie wypchali. To była sobota wieczór, ja nie miałem nawet portfolio. Uczesałem aktorów, kupiłem album, wydrukowałem zdjęcia. Po spektaklu czesałem w nocy Basię Kurdej-Szatan w mojej pracowni. Wklejałem te zdjęcia, Basia usnęła, była 1 w nocy. Myślałem wtedy: „Boże, po co mi to?”.

Kiedy na castingu zobaczyłem wystylizowane tłumy – a ja z tym portfolio pod pachą, w wymiętej koszulce i torebunią w ręce – byłem pewny, że się zbłaźnię. Ale okazało się, że miałem jedno z najlepszych portfolio.

 

#barbara #basia #kurdejszatan #moja #klientka

A post shared by ŁUKASZ DARŁAK (@lukaszdarlak) on

 

Nie zdawałeś sobie sprawy, że jesteś świetnym fryzjerem?

Chyba nie (śmiech). Na drugi dzień zadzwonili, że przechodzę dalej.

Po religijnym coming oucie czułeś się traktowany jak dziwak? W jednym z odcinków kolega mówi o Twoim „kościelnym głosie”.

Podchodzę do tego na luzie. Ale po pierwszych czterech odcinkach dostaję mnóstwo wiadomości od pobożnych fanek. Przesyłają mi grafiki ze świecącym Panem Jezusem.

Jak reagujesz?

Nie odpowiadam. Nie wiem, czy to żart, czy na serio. To dla mnie nowa sytuacja. Zdarzają się też w mojej pracowni takie rozmowy, jakie wcześniej się nie zdarzały.

Klientki zaczynają się otwierać?

I to bardzo. Pewnego dnia do salonu przyszła kobieta około pięćdziesiątki. Miała piękne, długie włosy i zdecydowanym głosem powiedziała, że ścinamy na bardzo krótko. Przeraziłem się: jak to? Odpowiedziała: „Nie będę się powtarzać, ścinamy bardzo krótko, prawie po męsku”. Nie trzeba mi było mówić więcej razy. Posplatałem włosy w warkocze, włożyłem je do koperty i obciąłem. Pani była zachwycona.

Przy kasie zapytałem, czy chciałaby oddać włosy komuś, kto stracił je po chemii i nie stać go na perukę. Zapanowała niezręczna cisza, kobieta wybiegła z salonu. Po kilku godzinach wróciła z czekoladkami i zapytała, czy może mnie uścisnąć. Ze łzami w oczach powiedziała, że za tydzień idzie na pierwszą chemię. Lekarze powiedzieli, że straci wszystkie włosy. Ze strachu wolała ściąć je wcześniej.

Zdarzają się też tak przytłaczające sytuacje, że sam nie potrafię ich udźwignąć. Jedna z klientek zapytała, czy zdaję sobie sprawę z tego, jakie brzemię noszę na sobie, że mogę kogoś skrzywdzić, jeśli nie będę wystarczająco blisko Boga. Wtedy – starając się komuś dobrze doradzić – mogę go źle pokierować. A przecież nie jestem mędrcem, nie ewangelizuję. Słucham tylko i nie daję jasnych odpowiedzi, a raczej – odpowiadam własnymi historiami.

 

 

Fryzjer bez luster

Takim intymnym i czasem trudnym rozmowom służy brak luster w Twojej pracowni?

Dziękuję Bogu, że tych luster nie ma. Szczególnie, gdy komuś ich brak się nie podoba.

Dlaczego jesteś za to Bogu wdzięczny?

W moim domu w czasie Wielkiego Postu nie można było się przesadnie malować czy stroić. Podczas Triduum na lustrach wisiały szmaty. Pewnie dlatego stwierdziłem, że puste patrzenie w lustro niczemu nie służy. Bo czemu miałoby służyć? Zachwytowi nad sobą? Martwieniu się i narzekaniu, bo światło źle pada?

A ja myślałam, że zasłonięte lustra to wynik Twojego roztargnienia. 

Czasem robię doświadczenie i odsłaniam lustro. Ale zawsze żałuję. Kiedy lustro jest odsłonięte, nie ma rozmowy. A jeżeli nawet jest rozmowa, to wyłącznie o wyglądzie.

To nie po to idzie się do fryzjera, żeby zająć się wyglądem?

Tak, ale często za bardzo się na nim skupiamy. Przez dwie, trzy czy pięć godzin na fryzjerskim fotelu można porozmawiać o czymś ważniejszym, niż grzywka czy wybór między popielatym a złotym blondem.

 

#niemen #natalia

A post shared by ŁUKASZ DARŁAK (@lukaszdarlak) on

 

Czy wiara to reklama?

Ostatnio Cezary Pazura mówił o modlitwie na różańcu. Wzbudziło to skrajne emocje. Ty często czeszesz gwiazdy. Jak myślisz, skąd bierze się stereotyp, że ludzie znani, atrakcyjni i zamożni nie wierzą w Boga?

Ludzie traktują czasem mówienie o wierze jako tandetną formę reklamy. Widziałem ten film i pomyślałem sobie: „Matko jedyna, zwariował!”. Trzeba mieć masę odwagi, żeby coś takiego powiedzieć publicznie. Tym bardziej, że Pazura grał odważne role. Pytanie więc dotyczy naszej dojrzałości – czy potrafimy oddzielić rolę w filmie od człowieka? Często oceniamy aktorów przez pryzmat filmów, ale nie wiemy, jakimi są ludźmi.

Nie szukamy człowieka.

Tak, dlatego to mega odwaga i szacun dla Cezarego. Ale to chyba nigdy nie przestanie być tematem tabu.

Tobie też zarzucają, że Bóg to forma promocji.

Już dużo przeczytałem na swój temat złych komentarzy. Słyszę, że mówiąc o Bogu, chcę się wybić i brylować na ściankach. No, to nie jest fajne.

 

Jak się czułeś w programie jako zdeklarowany chrześcijanin?

Tak naprawdę z innymi fryzjerami nie poznaliśmy się dobrze. Każdy z nas był inny i stąd starcia charakterów. Ale ja przede wszystkim nie szufladkuję ludzi na wierzących i niewierzących. Każdy ma w sobie dużo mądrości, prawdy, miłości. Gdybym miał w moim otoczeniu przyjaźnić się tylko z wierzącymi, wymieniłbym ich na palcach jednej ręki.

Nawet w tej sytuacji, kiedy Damian mówił o moim „kościelnym głosie”, żartował, i chodziło przecież o to, że udało mi się pogodzić go z klientką. Ludzie byli tak nabuzowani, że wydawało się to niemożliwe. Cieszę się, że mogę czasem zasiać spokój.

Kim jest dla Ciebie Bóg?

Bóg jest miłosiernym Ojcem, który ciągle mi przebacza. Nie jestem święty, chociaż chciałbym. Z każdym dniem zdaję sobie sprawę, że mnie niesamowicie kocha i nieraz to wykorzystuję: „Panie Boże, jak w tym mi pomożesz, to już naprawdę będę dobry!”.

Za co najbardziej jesteś Mu wdzięczny?

Za wszystko. Za seminarium, za to, że mnie z niego wywalili, za to, że byłem w programie, za rodziców i rodzeństwo. Za mnóstwo tragicznych historii, o których zresztą opowiem w programie, i za te dobre. Za te złe może bardziej. To one nauczyły mnie twardego stąpania po ziemi, wyciągania dobrych przemyśleń i wniosków. To w najgorszych chwilach możemy sprawdzić siebie.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail