Aleteia

Piękno domowego porodu

Udostępnij
Komentuj

Poród jest cudem, choć w naszej rodzinie bywało, że miał nieprzewidywalny przebieg. Czasem zastanawiałem się nawet, czy nie żyjemy w środku jakiegoś sitcomu.

Narodziny pierwszej córki nie były zbyt dramatyczne, o ile wziąć pod uwagę, że zaczęły się w środku nocy. Niewyspany, przejęty swoim ojcostwem, nerwowo prowadziłem samochód. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak mocno trzymał kierownicę.

 

Poród w szpitalu

Druga córka skomplikowała trochę sprawę, rodząc się prawie w samochodzie, kiedy staliśmy w korku. Żona miała skurcze i nieomal wybiła nogami dziurę w desce rozdzielczej, podczas gdy ja rozpaczliwie próbowałem zjechać na bok i zadzwonić po karetkę. Teraz wiem, że mieliśmy mnóstwo czasu, dotarliśmy do szpitala całe osiem minut przed porodem – mógłbym nawet zatrzymać się na kawę.

Nasze trzecie dziecko, syn, poradził sobie trochę lepiej. Wiedzieliśmy już, że porody mojej żony odbywają się zadziwiająco szybko, więc zapobiegawczo udaliśmy się do szpitala wcześniej, kiedy tylko żona poczuła, że coś się zaczyna. W szpitalu rozbawiliśmy pielęgniarki, które kazały nam wrócić do domu, stwierdziwszy, że dziecko nie urodzi się w najbliższym czasie. Nie chcąc zbytnio się oddalać, poszliśmy na śniadanie do pobliskiej kawiarni. W czasie, kiedy w najlepsze zajadałem się jajkami na bekonie, żona dostała skurczów. Wróciliśmy do szpitala po godzinie, z nadzieją że sceptyczne pielęgniarki w końcu nas przyjmą. Syn pojawił się na świecie godzinę później.

Po tych wydarzeniach byliśmy gotowi zrezygnować całkowicie z podróży do szpitala. Wszystkie porody mojej żony odbyły się bez komplikacji, więc zdecydowaliśmy, że już pora, aby poród miał miejsce w domu.

 

Poród w domu

Mieliśmy nadzieję, że zaoszczędzimy sobie stresu, aż do momentu, kiedy nasza położna nie zjawiła się na czas.

Czwarte dziecko urodziło się w domu, bez żadnej pomocy z zewnątrz, ale muszę dodać, że moje ciśnienie skoczyło wtedy do poziomu niespotykanego normalnie u ludzi. Jednak w jakiś sposób żona była spokojna, a cała sytuacja wcale jej nie przerażała.

W naszej piątej ciąży upierałem się, żeby wybrać położną, która mieszka niedaleko. Nerwówka zaczęła się, kiedy stale spóźniała się na wizyty prenatalne. Wydawało mi się, że to zły znak i chciałem zmienić położną, ale żona się na to nie zgodziła. Dzięki Bogu poród odbył się bezproblemowo.

Dwa ostatnie porody miały miejsce w domu.

Porody domowe są wciąż rzadkie, i w USA jest ich trochę ponad 1% wszystkich. W Polsce w domu na świat przychodzi około dwustu noworodków rocznie. Bardziej powszechne są w innych państwach europejskich. W Holandii to nawet 30%, lecz nadal wybiera je mniejsza część kobiet. Powoli jednak te liczby rosną, ale wciąż szeroko dyskutuje się o bezpieczeństwie porodów domowych. Statystyki dotyczące śmiertelności niemowląt oraz konieczności przeprowadzenia cesarskich cięć budzą kontrowersje. Nie jestem lekarzem, więc nie będę próbował przekonywać, co jest lepsze: dom czy szpital.

 

Poród domowy nie jest zapewne dla każdego

Dla wielu kobiet i dzieci mógłby stanowić ryzyko z powodów medycznych. Biorąc pod uwagę tak wiele niewiadomych, ja sam nie czułbym się bezpiecznie, decydując się na domowy poród pierwszego dziecka.

Poza tym nie jestem kobietą, więc byłoby niestosowne z mojej strony doradzać w kwestiach ciąży. Życie i bezpieczeństwo mojej żony i dzieci jest dla mnie bardzo ważne, ale w ostatecznym rachunku to jej wybór. Dzięki naszym ostatnim ciążom nauczyłem się jednak, że narodziny dziecka są czymś więcej niż medycznym wydarzeniem i angażują całą rodzinę. Porody domowe zmieniły nasze pojmowanie rodziny i kobiety, która wydaje na świat dziecko z całą swoją mocą, dostojeństwem i czułością.

Czasem poród to rzeczywiście wydarzenie medyczne, ale nie w każdym przypadku. Dzięki Bogu, możemy skorzystać z pomocy lekarzy, kiedy są potrzebni, ale poród nie jest chorobą, lecz naturalnym, cudownym wydarzeniem.

Nie chodzi tylko o to, aby urodziło się zdrowe dziecko, ale ważne jest również, w jaki sposób się to dzieje. Wyobraźmy sobie, że w czasie wesela wszyscy zatrują się jedzeniem, suknia panny młodej podrze się w drodze do ołtarza i były chłopak wpadnie do kościoła z wrzaskiem, kiedy państwo młodzi składają przysięgę. Nikt nie pocieszy później panny młodej, mówiąc: nie martw się, w końcu wzięłaś ślub, nieważne w jaki sposób. Rezultat jest ważny, ale sam proces wydania dziecka na świat jako wspaniałe, przełomowe wydarzenie, również.

 

Gdy cała rodzina uczestniczy w porodzie

Nikt nie wie o tym lepiej niż matka i to ona, a nie lekarze albo położne, powinna być odpowiedzialna za przebieg porodu. Jeśli automatycznie założymy, że to lekarz ma największe prawo do decydowania, umniejsza to rolę matki. Szpitale dają poczucie bezpieczeństwa, ale jego pracownicy są ograniczeni procedurami i zasadami prawnymi, a także obawą o najgorsze. Kiedy tylko matka przekroczy próg szpitala, staje się jego własnością, czymś, czym należy zarządzać. „Jeśli nie ufa się matce, ona to czuje, a to zmienia wszystko” – mówi moja żona.

To także jeden ze sposobów, w jaki nowoczesne społeczeństwo próbuje odebrać kobiecie jej godność.

Dlatego kochamy nasze domowe porody, podczas których moja żona jest szanowana jako kobieta i matka. To ona podejmuje decyzję o pozostaniu w znanym, przyjaznym miejscu, wierzy się jej i ufa, jest traktowana z szacunkiem.

Małe rzeczy, jak możliwość swobodnego poruszania się po domu czy jedzenia oraz brak presji, dają jej szansę wsłuchania się w dziecko i we własne ciało.

Kiedy rodzi się nasze dziecko, żona delikatnie przytula je do piersi, karmi je i myje. Po prostu wie, co ma zrobić.

 

Cud narodzin

Poród jest ciężki. Przyjście na świat jest trudne. Powrót do dawnej sprawności po porodzie jest niełatwy. Karmienie piersią jest skomplikowane. Opieka nad niemowlęciem jest wyzwaniem.

Zachowanie godności matki w akcie narodzin powinno być sprawą najważniejszą.

Naturalnie, może to mieć miejsce w szpitalu, ale dla nas to dom okazał się najlepszym wyborem.

Żona leży w swoim własnym łóżku i tuli noworodka, położna spokojnie wypełnia papiery, a ja schodzę do kuchni zaparzyć herbatę. Z dala od stresu wyznaczonego terminu, korka na ulicach i pielęgniarek, które nie chcą przyjąć nas do szpitala.

W domu jest cała rodzina, wszyscy bracia i siostry noworodka, z których każdy pojawił się na świecie na swój własny sposób. Nie muszą na parę dni iść do babci, tęsknić za mamą i martwić się, bo musiała iść do szpitala. Szpitale wydają im się straszne.

W czasie porodów domowych rodzina jest razem. To bardzo ważne, bo pokazuje, że każdy jej członek się liczy, niezależnie od wieku. Nasz ostatni domowy poród odbył się w środku nocy. Najstarsza córka usłyszała płacz dziecka, weszła do naszej sypialni, przytuliła mamę, potem maleństwo, a w końcu wróciła do swojego łóżka.

To było cudowne.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail