Aleteia

5 rzeczy, których się boję, gdy zostaję sam z dzieckiem 

Damián Bakarcic/Flickr
Udostępnij

Faceci, którzy zostali sami z dzieckiem na kilka godzin, wciąż mają dwie ręce i głowę na karku. Dlatego na początku mojej przygody z rodzicielstwem najbardziej bałem się… braku wiary we mnie.

Kiedy urodziła mi się pierwsza córka, nieustannie patrzyłem na nią mocno mętnym od zakochania wzrokiem. To wszystko było takie małe i delikatne, że aż nierealne! Ale zaraz odkryłem, że… dzieci nie są z papieru. Że ojciec może być równy mamie, bo w wyjątkiem nakarmienia piersią, może wykonywać wszystkie czynności, tak samo jak mama. Jednak na początku, kiedy zostawałem z córką sam na kilka godzin, dopadał mnie lęk… Czego bałem się najbardziej?

 

Bałem się telefonów od żony – co pół godziny

Jedyna rzecz z tego zestawienia, o której mogę pisać w czasie przeszłym. Telefony kontrolne, jak z jakiejś inspekcji, czy wszystko jest w porządku, jakbym co najmniej miał poić córkę colą i wozić ją zimą w wózku owiniętą jedynie tetrą. Czy przebierałeś ją? Podałeś zupkę? Nie płacze za dużo? Taki szybki telefoniczny rekonesans sprowadzał się do ukrytego, niewypowiedzianego pytania: „Czy ona z tobą przeżyje przez te 8 godzin?!”.

Bałem się tego, bo to stresujące bardziej niż opieka nad niemowlakiem. Na szczęście, nie trwało to długo, bo za każdy razem, gdy mama wracała, dziecko… żyło, było czyste i nakarmione. A coli nie pijemy.

 

Boję się spotkać sąsiadkę, która wszystko wie najlepiej

Wiadomo, mężczyzna z wózkiem – to podejrzane. Sąsiadka po 60-tce – szybkie zerknięcie do wózka, poprawa kocyka na nóżkach (gdzie z tymi rękami?), szybkie przesłuchanie: gdzie mama? Jak ja sobie radzę? Czy dziecko zdrowe? I moje ulubione: „O, dzisiaj pan robi za nianię!”. Życzliwe sąsiadki, pamiętajcie – mężczyzna niańkować może obce dziecko. Dla swojego jest po prostu tatą na spacerze. To nie niańkowanie, to rodzicielstwo.

 

Boję się, że nie zdążę posprzątać przed powrotem żony

To mój lęk, który uaktywnia się zawsze, kiedy patrzę na zegarek, później na pokój, znowu na zegarek i znowu pokój. Zegarek. Pokój. No, nie jest dobrze… Wyścig z czasem. Większość naszych zabaw jest mocno, hm… ekspresyjna – bawimy się tym, co wpadnie córkom w ręce i przyznaję się – nie odkładamy od razu zabawek na miejsce.

Żona mówi, że zostawiamy po naszych zabawach okropny bałagan. Ja twierdzę, że odrobinę przeorganizowujemy przestrzeń życiową. Jednak na koniec dnia pokój zawsze jest posprzątany!

 

Boję się, że zabraknie mi pomysłów na kolejne zabawy

Nigdy nie bałem się, że gdy już zostaniemy sami, to maluch będzie mi przeszkadzał w oglądaniu telewizji. To bardziej ja boję się, że zawiodę jako dostawca zajęć i rozrywki, tym bardziej, że upodobania dzieciaków zmieniają się co kilka minut. Okażę się dla nich nudny i niechętnie będą chciały ze mną zostawać.

Na szczęście zdaję się na intuicję dzieci i to często one mnie wciągają w swój świat, a nie odwrotnie. W kryzysowych sytuacjach sięgam po książkę z propozycjami mnóstwa wspólnych zabaw.

 

Wciąż boję się, że dziewczynki nic z tego nie będą pamiętać!

Tego boję się nieustannie – że nie będą pamiętać chwil, które wspólnie spędzaliśmy. Owszem – gdy będą starsze, to będą pamiętać kolejne domowe przygody, ale jeśli człowiek pamięta swoje życie mniej więcej od 3. roku życia, to znaczy że co? Że to co teraz wspólnie robimy, nagle przepadnie gdzieś w ich pamięci?

Cały śmiech, wygłupy i nasze wspólne tajemnice, kiedy mamy nie ma w domu… Że moja 4,5-latka nie będzie pamiętać, jak dwa lata temu bawiła się gumowym jednorożcem, a ja niechcący rozsypałem brokat na dywan i wmawiałem jej, że to jednorożec zrobił taką migoczącą kupę? Przekomarzaliśmy się i śmialiśmy chyba z pół godziny. Takich sytuacji, które przeżyliśmy my i tylko my, jest masa i to wszystko nagle zostanie odcięte grubą krechą niepamięci? Nie godzę się na to!

Czy bałem się, że nie dam rady być z małym dzieckiem przez kilka godzin? Czy bałem się, że nie będę umiał zrobić kaszki albo znaleźć smoczka w kryzysowej sytuacji? Że źle dobiorę córkom ciuszki, kiedy będzie trzeba je przebrać? Że dziecko będzie płakać przez kilka godzin, aż w końcu ja razem z nim? Nigdy, nigdy nie bałem się takich techniczno-opiekuńczych spraw. Myślę, że mężczyzna, który zdecydował się wspólnie z żoną na dziecko, stawiał czoła poważniejszym problemom w życiu pozarodzicielskim.

Hej, faceci, którzy zostali sami z dzieckiem na kilka godzin, wciąż mają dwie ręce i głowę na karku. Dlatego na początku mojej przygody z rodzicielstwem najbardziej bałem się… braku wiary we mnie. Wiem, że wielu mężczyzn miało podobnie. Dlatego chyba wiem, o czym napiszę jeden z kolejnych tekstów.

O zaufaniu.