Aleteia

„Obraz nieba na ziemi”. Wspólnoty L’Arche, gdzie ludzie żyją zgodnie z najpiękniejszymi wartościami

Udostępnij
Komentuj

Na co dzień w Arce nie dzielimy siebie na my-oni. We wspólnocie odkryłam przyjaźń z osobami z niepełnosprawnością. Byłam tym tak zafascynowana, że sama zaczęłam się bardzo zmieniać.

Rozmowa z Aleksandrą Nawrocką, jedną z założycieli drugiego w Polsce domu wspólnoty L’Arche (czyt. larsz, fr. arka).

 

Joanna Szubstarska: Dlaczego zaangażowała się Pani w pomoc osobom z niepełnosprawnością intelektualną?

Aleksandra Nawrocka: W młodości temat osób z niepełnosprawnością nie leżał w obszarze moich zainteresowań. Zaczęło się od zaproszenia, jakie otrzymałam od przyjaciół, aby poznać wspólnotę Wiara i Światło. We wspólnocie odkryłam przyjaźń z osobami z niepełnosprawnością. Byłam tym tak zafascynowała, że sama zaczęłam się bardzo zmieniać.

Kiedyś byłam raczej zamknięta, niełatwo wchodziłam w relacje. W osobach z niepełnosprawnością – moich nowych przyjaciołach – dostrzegłam otwartość i to, że darzą wielką uwagą mnie i innych, że okazują, jak bardzo jesteśmy dla nich ważni i nas potrzebują. To było coś tak nowego, inspirującego i budującego. Zaczął układać mi się „obraz nieba na ziemi” – obraz wspólnot, w których ludzie żyją zgodnie z takimi wartościami, jak uczciwość, oddanie, przyjaźń, miłość, wzajemna służba.

 

Zanim założyła Pani wspólnotę w Poznaniu, przebywała Pani w pierwszej polskiej wspólnocie Arka w Śledziejowicach pod koniec lat 80., odbyła Pani także staż w Canterbury. Jak powstawała wspólnota w Poznaniu?

Pewnego razu na obóz Wiary i Światła zaprosiliśmy też dwóch siedemnastoletnich chłopców z dużego domu pomocy. Obaj byli z niepełnosprawnością intelektualną i poruszali się na wózkach inwalidzkich. Ksiądz proboszcz małej wsi przyjął nas wszystkich na swojej plebanii. To było coś niezwykłego, tym bardziej, że na koniec obozu zaproponował, że zaprosi Marka i Roberta także na Boże Narodzenie i zapytał, czy spośród nas młodych byliby chętni, by przyjechać razem z nimi, ponieważ obaj byli bardzo niesamodzielni. I tak kilkoro z nas spędziło czas Bożego Narodzenia pierwszy raz razem z Markiem i Robertem.

Potem spotykaliśmy się podczas kolejnych świąt. Organizowaliśmy wakacje i weekendy w domach i mieszkaniach różnych naszych znajomych. Pragnęłam tak żyć nie tylko od święta do święta, ale na co dzień, dlatego w 1988 roku zdecydowałam się zamieszkać w Śledziejowicach, gdzie już funkcjonowała Arka – pierwsza wspólnota założona w naszym kraju w 1981 roku. Po dwóch latach wróciłam do Poznania i we współpracy z L’Arche International, razem z przyjaciółmi zaczęliśmy konkretnie działać w kierunku zawiązania wspólnoty w Poznaniu.

Było we mnie przekonanie, że są podstawy, aby wspólnotę założyć, ponieważ wokół było wiele osób chętnych do pomocy: czy to poświęcające swój czas, czy oferujące własne mieszkanie na pobyty i spotkania z osobami z niepełnosprawnością, czy też świadczące pomoc materialną.

 

Czy dzisiaj, po wielu latach zaangażowania w L’Arche, może Pani powiedzieć, na czym polega relacja z osobami z niepełnosprawnością?

W L’Arche mówimy o byciu razem, towarzyszeniu, wzajemnej pomocy. Na co dzień w Arce nie dzielimy siebie na my-oni. Jesteśmy tu razem z osobami, które samodzielnie nie radzą sobie w zwykłych czynnościach życiowych, które nie posiadają takich zdolności i umiejętności, dlatego potrzebują drugiego człowieka.

Rzeczywiście, osoby z niepełnosprawnością potrzebują pomocy: przy higienie, pielęgnacji, podawaniu leków, zmianie opatrunku, w gotowaniu, sprzątaniu, a nawet poruszaniu się. Taką pomoc możemy im dać, ale jednocześnie od tych właśnie Osób otrzymujemy przyjaźń i uwagę, uczą nas one wybaczać oraz być otwartymi i tego, jak możemy poprawić swoją i innych jakość życia. Można powiedzieć, że uczymy się od nich tego, co w życiu jest najważniejsze – budowania prawdziwych relacji z drugim człowiekiem, umiejętnego zaangażowania się w przyjaźń i obdarowania miłością i dostrzegania jej – i to jest ta wzajemna pomoc. Powiem szczerze, że relacji międzyludzkich uczyłam się i uczę nadal właśnie od osób z niepełnosprawnością.

 

 

Czym różni się działalność L’Arche w naszym kraju i w innych ośrodkach w Europie Zachodniej?

W polskich wspólnotach bardzo mocny jest duch wiary, czego nie obserwuje się już często w krajach Europy Zachodniej. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną w naszych wspólnotach, w Polsce czy innych krajach, są w centrum i pełnią ważną rolę. We wszystkich wspólnotach w Polsce są już lub powstają domy, w których osoby z niepełnosprawnością intelektualną mieszkają na stałe, do końca życia.

Nasze wspólnoty tworzą także miejsca dodatkowe, np. w Poznaniu jest mała pracownia dla osób, które nie znalazły miejsca w pracowniach warsztatów terapii zajęciowej, ponieważ potrzebują szczególnej uwagi. Wspólnota w Śledziejowicach ma bardzo dobrze rozwinięty warsztat terapii zajęciowej oraz dom środowiskowy, w których w ciągu dnia przebywa kilkadziesiąt osób spoza domów wspólnoty.

We Wrocławiu, obok dwóch domów, są mieszkania chronione dla 12 osób, w których samodzielnie mieszkają osoby i którym świadczona jest w sposób dyskretny pomoc ze strony asystenta. W Warszawie natomiast dom powstaje dopiero teraz, ale wspólnota od kilku lat prowadzi punkt wsparcia, tzn. asystenci wspólnoty chodzą do osób z niepełnosprawnością intelektualną – które mieszkają samodzielnie lub z rodzinami – i udzielają, zgodnie z potrzebami, wsparcia.

W Poznaniu także zaczęliśmy realizować taki projekt. W ostatnich latach pojawiły się grupy inicjujące powstawanie nowych wspólnot: w Gdyni, w Bielsku-Białej, w Szczecinie i niewielkiej miejscowości pod Białymstokiem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail