Aleteia

Odrzucenie nie odbiera Ci wartości

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Mimo że łatwo jest radzić osobom doświadczającym odrzucenia, poradzić sobie z tym doświadczeniem jest bardzo trudno. Dlatego, że ogromnie niszcząco wpływa na nasze przekonania.

Odrzucenie – niewidzialny zabójca

Historia prawdziwa. Mama dziewczynki rozstaje się z tatą. Niedługo potem wyjeżdża. Po paru latach wraca i zaczyna mieszkać trzy ulice dalej, na sąsiednim osiedlu. Nie daje znaku życia ani z okazji urodzin czy świąt, ani już tym bardziej w ramach codziennego „co słychać?”. Kilka lat wcześniej wytłumaczyła córce, że nie utrzymuje z nią kontaktu dla jej dobra.

Inna historia. Obiektywnie lubiany i ceniony kierownik z dnia na dzień zostaje odsunięty od projektu przez szefa, który go nie lubi od początku ich wzajemnej współpracy i przez czas jej trwania dawał temu liczne dowody. Podana do wiadomości przyczyna decyzji przenosi winę na rzekomo zbyt niskie kompetencje wieloletniego pracownika. Szef przekazuje swoją decyzję przez innych kierowników.

Odrzucenie jest niewidzialnym zabójcą. Dlaczego? Bo jedzie po nas „po całości”. Nieodmiennie powoduje myśl, że „to we mnie jest coś, co przekreśla mnie jako człowieka”. Ponieważ ktoś mnie odrzucił. I dzieje się to automatycznie, bez względu na okoliczności, obiektywną ocenę sytuacji itd. Ktoś odrzuca z powodu kompletnej niedojrzałości (np. rodzic), nieuporządkowania własnego świata, chorych ambicji czy nawet mając jakieś ważne osobiste powody (jak dziewczyna, która rzuca chłopaka), a jednak to w odrzuconym pozostaje wielka rana. „Nie zasługuję na miłość”. „Jestem złym człowiekiem”. „Nie może mnie spotkać nic dobrego”.

 

Poczucie wartości w gruzach

Najgorszym, co możemy sobie zafundować, to wzięcie na siebie perspektywy osoby, która odrzuciła. Im bardziej raniące słowa czy gesty temu towarzyszyły – jak lekceważenie, kłamstwo, raniące epitety – tym bardziej przenosi na nas poczucie, że jesteśmy winni wszystkiego zła. Gdy odrzucają rodzice, na przykład dlatego, że nie ma w domu i planach miejsca na pierwsze czy kolejne dziecko albo któryś z rodziców odchodzi – wewnętrzna rana jest jeszcze trudniejsza do zagojenia. Ponieważ mama i tata są w świecie dziecka wszystkim, nie potrafi ono zrozumieć, że z nim jest wszystko w porządku, a to rodzice mają problem. W swoim przekonaniu zawiodło. Poczucie własnej wartości zostaje rozsypane w gruzy.

Na skutek odrzucenia dokonujemy wyboru jednej z kilku dróg. Pierwsza możliwość, to życie zgodnie z przekonaniem, że na nic dobrego nie zasługuję i nic dobrego w życiu nie może mnie spotkać. Tu często, niestety, działa zasada samospełniającej się przepowiedni. Drugą możliwością jest doklejenie poczucia własnej wartości do kogoś, kto swoimi słowami czy działaniami może nam pomóc je odbudować. Tu także tkwi pułapka, bo układ taki może działać do czasu. Jeśli tego człowieka zabraknie, znowu stracę źródło własnej tożsamości, która stała się zależna od uznania dawanego przez inną osobę.

Kolejna opcja – to odpalenie rakiety odrzutowej i zapełnienie kalendarza maksymalną liczbą wielkich projektów – wynikające z głębokiej i rozpaczliwej potrzeby udowodnienia „im” (ktokolwiek by to nie był), że wiele umiem i znaczę. Najczęściej zresztą nie mamy pojęcia, komu chcemy udowodnić to wszystko. Prawdopodobnie osoby, od których przyszło w naszym życiu odrzucenie, i tak nie zmienią zdania. Tym „kimś”, komu chcę to wszystko udowodnić, jestem ja sam. Pytanie brzmi: czy by zasłużyć na swoją własną miłość i szacunek muszę ponosić aż takie koszty?

 

Moja tożsamość jest w Nim

W Ewangelii Łukasza czytamy słowa: „kto wami gardzi, Mną gardzi” (Łk 10, 16). W greckim oryginale mamy słowo „odrzuca”: „kto was odrzuca, Mnie odrzuca”. Jeśli doświadczam odrzucenia, to źródłem mojej tożsamości, niezbywalnego prawa do życia i  ogromnej wartości jest On. „Jestem z tobą, gdy jesteś odrzucony”. W końcu Jemu wydarzyło się to samo i to w tak dramatyczny sposób, że wie o odrzuceniu wszystko.

Udziela też ważnej rady: „jeśli ktoś was nie przyjmie (..), strząśnijcie proch z nóg waszych”. I nie chodzi przecież o żaden odwet czy pogardę. Jezus mówi właśnie o tym, by jasno rozgraniczyć perspektywy: osoby odrzucającej („nie jesteś nic wart”) i odrzuconej. By ta druga była w stanie powiedzieć: „Twoje działanie nie umniejsza mojej wartości”. Jest to konieczne do emocjonalnego zdrowienia, gdy odrzucenie odbiera nam miłość do samych siebie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail