Aleteia

Pieniądze w Kościele. Masz gęsią skórkę? Przeczytaj ten tekst!

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Są tacy, którzy naprawdę wierzą, że skoro Kościół ma prowadzić ludzi do Boga, to sam Bóg zapewni w kościele oświetlenie, a Duch Święty podłączy prąd i ogarnie dostęp do wody.

Ksiądz też człowiek, jeść musi

Chrzest za 1000 zł, a później proboszcz ma nowego mercedesa. Ofiary za sakramenty, stypendia mszalne i jeszcze ofiara na tacę… Zdecydowanie za dużo pieniędzy dla księdza! A miał być ubogi! – takie lub podobne myślenie nieraz pojawia się w głowie nie tylko zatwardziałych antyklerykałów, ale także wielu katolików. Wszak Kościół powinien być ubogi, promieniować ubóstwem, a nie być bogatym i dobrze finansowo prosperującym przedsiębiorstwem, świadczącym duchowe usługi. Temat zdaje się być niewygodny, bo przecież „dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają”, a może właśnie trzeba o tym na poważnie powiedzieć. Jak naprawdę wyglądają sprawy finansowe Kościoła?

Zdecydowanej większości ludzi Kościół kojarzy się z instytucją religijną, zatem odnoszącą się do Boga i duchowości. To oczywiście poprawnie, jednak bardzo łatwo przychodzi przeświadczenie, że skoro odnosi się on do świata duchowego, to nie ma niemal nic wspólnego ze światem materialnym. 

A Kościół tworzą przecież ludzie. Kapłan to fizycznie normalny człowiek. Musi jeść, ubrać się, ma swoje standardowe potrzeby. Kto powinien się zatem zatroszczyć o jego sprawy doczesne? Z odpowiedzią przychodzi sam Jezus zabraniając uczniom brać ze sobą w podróż misyjną torby i trzosa, przypominając jednocześnie, że „wart jest bowiem robotnik swej strawy” (Mt 10, 10).

 

Bóg ogarnie rachunki?

Czy jednak składanie ofiary dla kapłana nie łączy się także z osobistą korzyścią? Utrzymując duchownego w swojej społeczności, mamy przecież osobę, która odprawi im w niedzielę mszę, służy sprawowaniem sakramentów i nieustannie (bo 24 na dobę) jest gotowa służyć pomocą duchową.

Może warto się zastanowić, co by było, gdyby wiele miejsc posługi duszpasterskiej zostało z powodów finansowych zamkniętych, a do najbliższego kościoła i kapłana trzeba byłoby pół dnia podróżować.

Kwestia finansów nie dotyczy tylko personalnie kapłanów, ale także całości kościoła lokalnego. Jeśli wierzymy w Chrystusa i chcemy mieć z Nim jak najlepszy kontakt, to powinien cieszyć nas fakt posiadania świątyni jak najbliżej swojego domu, wspólnoty parafialnej i opieki duszpasterskiej.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dość duża grupa osób naprawdę wierzy, że skoro Kościół ma prowadzić ludzi do Boga to sam Bóg zapewni w kościele oświetlenie, a Duch Święty podłączy prąd i ogarnie dostęp do wody. (Brakuje jeszcze argumentu, że przecież Bóg jest Światłością i Źródłem wody żywej)

 

Pieniądze za sakramenty

Niesamowita krytyka spotyka Kościół za ofiary za sprawowanie sakramentów – przede wszystkim chrztu i małżeństwa, a także ofiar za mszę świętą. Świadczy to o głębokim niezrozumieniu idei ofiarności.

Sprawując sakramenty kapłan stosuje zasadę „darmo dostaliście, darmo dawajcie”, ale jeśli nie będzie miał gdzie mieszkać, co jeść i w co się ubrać, to następnego sakramentu nie będzie już komu sprawować. Czy zatem nie jest to w interesie wiernych, by jednak zapewnić kapłanowi normalne bytowanie?

Oczywiście, tam gdzie jest człowiek, tam też jest i jego słabość, grzech. Niewątpliwie nietrudno będzie znaleźć przykłady kapłanów, którzy zupełnie inaczej patrzą na te sprawy i nie pamiętają o słowach Jezusa. Nie ich czynów zamierzam bronić.

Jeśli jednak ktoś jest chory i trafi do złego lekarza, to zazwyczaj nie przerywa leczenia, tylko szuka innego, zatem nie powinno to odpędzać od Boga i Kościoła w ogóle.

Kościół to wspólnota wszystkich wiernych, zatem wszyscy powinniśmy się o nią zatroszczyć, także materialnie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail