Aleteia

Krótkie cięcie. Długi krok do pewności siebie

Udostępnij
Komentuj

Czasami fryzura może dodać pewności siebie. Długo nie mogłam się decydować na pixie cut, czyli bardzo krótką fryzurę na chochlika. Ale kiedy wreszcie się odważyłam, okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

Krótkie włosy to szaleństwo?

Jako dziecko tańczyłam w balecie. Szybko przeskoczyłam z etapu sześcioletniej dziewczynki, która tańczy z maskotkami, do poziomu dziesięciolatki występującej z największymi tancerzami na wielkich scenach. Do jednej z ról musiałam uczesać się w wielki kok. Po spektaklu mogłam oczywiście usunąć wszystkie wsuwki i pozostać z włosami spiętymi w koński ogon, skóra głowy jednak bolała. Przez większość dni nienawidziłam tego koka.

Zawsze, kiedy przygotowywałam się do prób, obserwowałam młodą tancerkę. Miała około osiemnastu lat, ale dla mnie była wzorem wyrafinowania i klasy. A co najważniejsze – nie była uwięziona we wsuwkach i kokach. Miała bardzo krótkie włosy. Już wtedy pomyślałam sobie, że ktoś powinien ze mną porozmawiać, powiedzieć mi, że wcale nie muszę nosić długich podpiętych włosów, że mogę je po prostu ściąć. Mojej 18-letniej idolce ktoś najwyraźniej tak powiedział.

W wieku 16 lat przestałam regularnie tańczyć. Paznokcie u stóp zaczęły mi odrastać i mogłam je wreszcie malować, a włosy obcięłam na eleganckiego boba. To było jedyne szaleństwo, na które się zdecydowałam. Nie byłam wtedy aż tak odważna, aby obciąć je bardzo krótko, w stylu pixie.  Bałam się, że będę wyglądać jak chłopak. Włosy kończyły mi się na wysokości brody przez wiele lat.

 

Krótkie włosy – to nadal ja?

Aż kiedyś trafiłam na zdjęcia Emmy Watson, Ginnifer Goodwin i kultowego strzyżenia Audrey Hepburn. Te kobiety były piękne, na pewno, ale było w nich coś jeszcze, co wywołało mój podziw. Ja obawiałam się takiego przewrotu na głowie, a one nie panikowały – obcięły włosy bez strachu.

Zrozumiałam, że wahałam się, czy ściąć włosy, bo nie byłam pewna czy z krótką fryzurą nadal będę atrakcyjna dla mężczyzn. Teraz mnie to już nie interesowało.

Miałam akurat umówioną wizytę u fryzjera. Moja stylistka była wniebowzięta. Chciała obciąć moje włosy na pixie, odkąd zaczęłam się u niej pojawiać.

Każdy ruch nożyczek przypominał mi o tym, że nie ma odwrotu. Pomyślałam, że jeśli to cięcie nie spodoba mi się, minie bardzo dużo czasu, zanim włosy odrosną. Kiedy fryzjerka je cięła i układała, przeżywałam męki. Gdy skończyła i zabrała ochronną pelerynę z moich ramion – na dłuższą chwilę zaniemówiłam. Popatrzyłam na siebie – i pomyślałam, że to nie ja. Nie byłam tylko pewna, czy to dobrze czy źle.

 

Do zmiany trzeba się przyzwyczaić

Gdy wsiadłam do samochodu na każdych światłach zaglądałam do lusterka, a w domu zamknęłam się w łazience, bawiąc się włosami, a to przerzucając je na prawo, a to na lewo. Zajęło mi trochę czasu, zanim przyzwyczaiłam się do ich długości, a właściwie krótkości.

Jak to w życiu bywa, akurat wtedy, gdy szarpały mną wątpliwości na temat nowej fryzury, przyjaciółka umówiła mnie na randkę ze swoim kuzynem. Poszliśmy na drinka do jednej z moich ulubionych restauracji, a ja martwiłam się, jaka będzie jego reakcja na mój wygląd. Z krótkimi włosami czułam się trochę jak ośmioletni chłopczyk. Przez całą randkę zastanawiałam się, czy on zwraca uwagę na to, że moje uszy z dwóch stron są odkryte. Przecież nie widział mnie wcześniej.

Przez pewien czas targały mną wewnętrzne sprzeczności. Chciałam spojrzeć w lustro i zobaczyć elegancką, nowoczesną, młodą kobietę. Nie ukrywam, czułam się też rewelacyjnie, patrząc jak moja szeleszcząca, czerwona sukienka pasuje do mojej nowej fryzury i jak dobrze teraz widać piękno moich oczu i uśmiech.

 

Zakochałam się w krótkich włosach

Tak było za pierwszym razem. Moje drugie strzyżenie to była ta chwila, kiedy zakochałam się w pixie całkowicie. Zaczęło mnie nawet cieszyć używanie mniejszej ilości szamponu, czy to, że czas mycia włosów skrócił się o połowę. To była wygoda. Niekiedy wystarczy, że przeczeszę je wilgotnymi palcami i znów są w porządku. Znowu poczułam się sobą. I bardzo kocham moje krótkie włosy.

Podobnie jak u Emmy, Ginnifer i Audrey, za strzyżeniem poszło coś więcej. Te kilka ruchów nożyczkami zmieniło moje życie. Ludzie prawią mi komplementy. Ostatnio minęłam starszego człowieka w sklepie spożywczym. Gdy sięgałam po mleko, powiedział po prostu: – Bardzo mi się podoba pani fryzura. Mleko od razu lepiej smakowało!

Nie powiem, że zawsze będę mieć pixie. Nie mogę powiedzieć, co przyniesie przyszłość. Ale mogę powiedzieć, że jeśli zmienią się moje włosy, to będzie to dlatego, że tego chcę, a nie dlatego, że jestem pod presją. Nawet swoją. Wraz ze skróceniem włosów, odcięłam się też od obaw, że będę źle postrzegana i oceniana. Że wyglądam jak chłopiec z tyłu. Że nikt nie będzie chciał się umówić ze mną na randkę. Kiedy patrzę w lustro – widzę kobietę, która w pełni wie, kim jest. I uśmiecha się.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail