Aleteia

Jadłam i wymiotowałam. A w lustrze wciąż widziałam tłustą krowę

EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Polsatowski program o modelkach plus size to nie tylko telewizyjny show, ale także lekcja akceptacji ciała XXL, wyjścia z dyktatu chudości oraz… ostrzeżenie przed bulimią.

Kiedy internet do czerwoności rozgrzewa dyskusja po tekstach Ewy Chodakowskiej i Doroty Wellman o tym, czy opona na brzuchu jest oznaką braku oleju w głowie, czy o deficytach w mózgu świadczy raczej prezentowanie fotek z kaloryferem na brzuchu i gołym tyłkiem, warto spojrzeć na problem z „trzeciej” strony. I powiedzieć głośno, do czego w wielu przypadkach prowadzi fiksacja na punkcie wagi i noszonego rozmiaru.

 

#Supermodelka Plus Size

W poprzek obowiązujących trendów stanęła stacja Polsat, która w jesiennej ramówce zaskoczyła produkcją „#Supermodelka Plus Size” – programem, który umożliwia dziewczynom o rubensowskich kształtach spełnienie marzeń o pomaszerowaniu w wysokich szpilkach na wybiegu.

Z ciekawości włączyłam pierwszy odcinek. Wprawdzie nie przekonuje mnie konwencja programu, w którym dziewczyny prezentują mocno roznegliżowane wdzięki (tak, wiem, w końcu to modeling, ale…) przed jurorami, którzy momentami silą się na niemal pseudofilozoficzne, grubymi nićmi szyte komentarze.

Ale show ma dwie zasadnicze zalety (oczywiście, poza spełnieniem czyichś marzeń). Po pierwsze, co nietrudne do odgadnięcia, promuje inny, niż obowiązujący mimo wszystko nadal w prasie, wzór kobiety nie mieszczącej się (nomen omen) w standardowym 90-60-90.

Po drugie – co chyba nawet istotniejsze – program wcale nie promuje otyłości (a z takimi zarzutami spotkali się twórcy). Pokazywanie dziewczyn plus size nie jest jednoznaczne z powiedzeniem: odpuść sobie wszelkie diety, rzuć hantlami w kąt i siadaj przed TV z torbą chipsów.

W kontekście niepokojących newsów o coraz powszechniejszym problemie polskich dzieci i nastolatków z otyłością, warto to podkreślić. Jednej z bohaterek pierwszego odcinka Ewa Minge zwraca uwagę, że waga zbliżająca się do 200 kilogramów nie jest ani zdrowa, ani bezpieczna i być może warto to przemyśleć. Innej jurorzy zalecają zrobienie badań, bo gołym okiem widać, że modelka ma problemy z krążeniem i powinna zasięgnąć opinii lekarza.

Zakrzewska: Jestem bulimiczką

Jest jeszcze jeden, bardzo ważny wątek. Jedna z uczestniczek programu ze łzami w oczach opowiedziała historię swojej walki z nadprogramowymi kilogramami, która zaprowadziła ją nad skraj przepaści. Dziewczyna chorowała na bulimię. To, że żyje, zawdzięcza wyłącznie rodzicom, którzy w porę zorientowali się, że córka wymaga pomocy i zatroszczyli się o jej leczenie.

Do walki z bulimią przyznała się także jedna z jurorek programu, najsłynniejsza polska modelka plus Ewa Zakrzewska.

W jednym roku chudłam 20 kilo, aby potem przybierać o pięć więcej. Wstyd się przyznać, ale myślę, że w ten sposób od 13. roku życia „przewaliłam” przez swój organizm setki kilogramów. (…) Byłam na wszystkich możliwych dietach świata. Choćby wysokobiałkowej. Jadłam wtedy tylko mięso i ostatecznie też wylądowałam w szpitalu…” – wyznała w wywiadzie dla magazynu „Party”.

W tej samej rozmowie przyznała, że przyczyną jej choroby były opinie innych osób, od których nieustannie słyszała, że jest za gruba i powinna to zmienić. Co najsmutniejsze, żaden z tych autorów „dobrych rad” nie wpadł na pomysł, by zaprowadzić ją do dietetyka. Osamotniona, utwierdzona w kompleksach dziewczyna zaczęła walczyć z krągłościami na własną rękę i tak popadła w bulimię. Zakrzewska przyznała, że wymiotowała, brała tabletki na przeczyszczenie, by potem objadać się i na nowo wymiotować. Błędne koło.

Z bulimii nie da się zupełnie wyzdrowieć

Dziś Zakrzewska ma chorobę za sobą, choć na blogu Ewokracja.pl pisze w czasie teraźniejszym „Jestem bulimiczką od 13 roku życia”. Dlaczego jestem, a nie byłam? Bo z tej choroby nie da się tak w 100 proc. wyzdrowieć. Ryzyko zostaje. Chyba podobnie jest z alkoholizmem czy uzależnieniem od hazardu – już do końca życia musisz uważać na to, by ponownie nie wpaść w bagno.

Zakrzewska, dzięki swojej ogólnopolskiej, a nawet światowej popularności (sesję z nią opublikował np. Huffington Post), może dotrzeć z ważnym przekazem do setek nastolatek, tak samo jak ona kiedyś zagubionych, zakompleksionych, widzących w lustrze jedynie „tłuste krowy” i bezgłośnie wołających o pomoc. Jej błyskotliwa kariera to dowód na to, że:

1. 38 to jedynie początek dłuuuugiej rozmiarówki

2. W ciuchach z jednym (albo dwoma) X można naprawdę świetnie wyglądać

3. Można czuć się w swoim krągłym ciele świetnie (choć to wymaga przejścia długiej drogi samoakceptacji)

4. Marzenia można realizować bez względu na licznik na wadze – także marzenia o wybiegu dla modelek.

Publiczne przyznanie się znanej modelki do bulimii to bardzo ważny komunikat, nie tylko dla nastolatek, które obsesyjnie mierzą szerokość bioder czy ud (bulimia to problem, który dotyka także kobiety w średnim wieku). To podkreślenie, że bulimia to naprawdę poważna, groźna choroba, która może doprowadzić do śmierci.

To także jasny przekaz, że przeraźliwa chudość za wszelką cenę nie daje szczęścia. Jedna z bohaterek programu wyznała, że po zrzuceniu kilkudziesięciu kilogramów nadal nie czuła się w swoim ciele lepiej, niż przedtem. Bo bulimiczka zawsze myśli, że jeszcze jest z czego schudnąć…

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail