Aleteia

Kogo jeszcze obchodzą starzy ludzie? Karpowicza!

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Ignacy Karpowicz wysłuchuje opowieści staruszki, która przeżywszy życiowe zawieruchy „już teraz tylko schła”. I po mistrzowsku opisuje jej losy. Przed Wami „Sońka”.

Czy interesują jeszcze kogoś starzy ludzie i ich historie? Kreowany przez media świat preferuje ludzi młodych i do nich adresowane są reklamy najatrakcyjniejszych towarów, dla nich buduje się miasta i ubiera w modne ciuchy modelki. Osoby starsze pojawiają się głównie w materiałach promujących niezawodny klej do protez, szczelne pampersy i krem na bolące kolana.

 

Starość jest nudna?

Niekiedy pokazuje się nam szczęśliwego dziadka siedzącego przed kominkiem, którego życie ogranicza się do obdarowywania wnuków słodyczami i który rzadko rusza się z bezpiecznego fotela. Starość jest nudna i obwarowana dziesiątkami zakazów, by pomarszczona i sztywna rzeczywistość nie rozsypała się w proch. Stary człowiek przynudza, jest nieciekawy i nie zna życia. Czyżby?

Staruszkowie są skarbnicą życiowej mądrości. Pojawiliśmy się kiedyś w ich świecie pełnym uczuć, emocji, pokonanych trudności i zawłaszczyliśmy go zapominając, że jesteśmy tylko kolejnym ogniwem w długim łańcuchu historii.

Urodzony we wsi Słuczanka na Podlasiu Ignacy Karpowicz w swojej najnowszej książce wysłuchuje opowieści staruszki, która przeżywszy życiowe zawieruchy „już teraz tylko schła”.

A z jej prawego oka, z którego lata starły kolor, popłynęła wielka łza. Nie toczyła się żywo: najpierw wolno się formowała, formowała, aby z trudem się oddzielić. To nie była przezroczysta łza, tylko mleczno-biała. To nie była mokra łza, tylko nieznacznie wilgotna. Ta łza tak naprawdę była grudką soli. No i ona maszerowała zmarszczkami Soninej twarzy, jak gąsienica po starym, wykręconym liściu, bez nadziei na przepoczwarzenie czy przepotwarzenie, aż wreszcie, ominąwszy usta, spadła z brody na podłogę, gdzie rozprysła się w solny miał.

Nikomu niepotrzebna staruszka

Autor – mistrz słowa zabłąkanego w zakamarki ludzkiej duszy między teraźniejszością a przeszłością, serwuje czytelnikowi ucztę wspomnień i refleksji nad losem Sońki – samotnej, nikomu niepotrzebnej starowinki. Mówiono o niej, że „potrafiła rzucić urok na krowę, żeby zdechła. Na maciorę, żeby oprosiła się martwo. Na pannę młodą, żeby jej pryszcze przed ślubem nawyskakiwały”. Taka wiejska szeptucha z przeszłością, o którą lepiej nie pytać.

Przybyły z miasta Ignacy (Igor) nie boi się wejść w jej świat, nie zamieszkiwany od lat przez ludzi, chylący się jak spróchniała stodoła, w której tylko suka Borbus (dwunasta o tym imieniu, zwana Ostatnią) i kot dożywający końca dziewiątego życia istnieją na prawdę. Niemiecki żołnierz, z którym kochała się podczas wojny, ojciec, który ją brutalnie gwałcił i posłuszni mu synalkowie istnieli, bo zostali opowiedzeni. „Dawne, bardzo dawne czasy. Człowiek wolałby nie pamiętać, nie słyszeć, wolałby dołączyć do nieobecnych. Jak ktoś nie żyje, czy to znaczy, że kiedyś był naprawdę? Czy już nie? Nigdy?”

 

Pora umierać…

Gdyby porachować minuty jej życia, okazałoby się pewnie, że przemilczała własne życie – mówi bohater powieści Karpowicza. Że towarzyszami rozmów były krowy, kot i pies. Łąka, rzeka i przedmioty.

Sonia mówi do człowieka, a może do anioła, dopiero u kresu swojego istnienia. Czy istnienia? Czy bajki? Czy scenograficznej sztuczki? „Historia to zło” – mówi. „Czas na mnie” – dodaje i kładzie się, by umrzeć.

Chciałoby się protestować. Nie! Historia nie umiera wraz z człowiekiem. Nie jest ani zła ani dobra. Jest wieczna, jeśli jest opowiedziana.

Jedną z takich historii, wartą przeczytania, opowiada Ignacy Karpowicz. Nie jest to opowieść o sielskim życiu na wsi i ludziach żyjących pobożnie, ani też świadectwo szlachetnej staruszki, lecz losy zakamarków ludzkiej duszy przeoranej przez życie. Czy świat Soni istniał naprawdę? Czy został nam tylko opowiedziany?

*Ignacy Karpowicz, „Sońka”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail