Aleteia

Matka Róża Czacka. „Zachciało się ślepej babie zakon zakładać”

Udostępnij
Komentuj

Chciała służyć nie tylko „niewidomym na ciele”, ale także „niewidomym na duszy” – były to dla niej nierozerwalne posłannictwa. Papież Franciszek właśnie zatwierdził dekret o heroiczności jej cnót.

Dziś, żeby dotrzeć do zakładu dla niewidomych w Laskach, wystarczy wsiąść w podmiejski autobus z Warszawy i przejść kilkaset metrów. Jednak, gdy w roku 1921 Antoni Daszewski, ziemianin z Lubelszczyzny, ofiarował Róży Czackiej pięć morgów piaszczystej ziemi na skraju Puszczy Kampinoskiej, wszędzie było stamtąd daleko.

Jak pisał w swoim tekście o Matce Czackiej Jan Turnau: „Do tramwaju na Powązkach było trzynaście kilometrów kiepskiej drogi, po której oczywiście żaden autobus nie kursował. Róża wielokrotnie przebywała ją piechotą – a była, pamiętajmy, niewidoma”.

 

Róża Czacka: arystokratka, która mieszkała w pałacach

A przecież jej życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Urodziła się w 1876 roku jako arystokratka. Majątek jej rodziny zajmował niemal 5 tysięcy hektarów. Początkowo mieszkała w pałacach. Jej dzieciństwo wcale nie było jednak bezproblemowe. Matka małej Róży słynęła z ogromnego rygoryzmu. W efekcie, jak wspominają niektórzy, późniejsza siostra zakonna „przebeczała całe dzieciństwo”.

Ale nie tak łatwo było ją zniechęcić. To, co trudne, przyjmowała z równie wielką pokorą, jak to, co łatwe. Jedno i drugie przeobrażała w dobro. Gdy po upadku z konia zaczęła tracić wzrok, nie załamała się – choć w wieku 22 lat nie widziała już nic.

Niewidoma – dla niewidomych

Zachęcona przez swego lekarza, postanowiła zająć się pomocą innym niewidomym. Wymagało to nie tylko odważnej decyzji, ale też porządnej pracy nad sobą. Mówiła: „Całe życie uczyli mnie nosa zadzierać, a teraz sama muszę uczyć się go spuszczać”. Wyzbyła się przywiązania do luksusu i elegancji, wybierając prostotę i ubóstwo.

Jednocześnie wykorzystała znakomite wykształcenie, które otrzymała w domu – nie tylko grała świetnie na fortepianie, ale też biegle znała angielski, niemiecki, francuski i łacinę. Podróżując – już nie widząc – po Szwajcarii, Niemczech i Francji, poznawała najnowocześniejsze metody pracy z osobami niewidomymi. Sama później włożyła wiele w rozwój tych nauk.

Dopiero „uzbrojona” w wiedzę założyła w 1911 roku Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi.

Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża

Przekonana jednak, że to nie wystarczy, że wezwana jest do czegoś jeszcze większego, siedem lat później powołała do życia zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. I znów: tej zahartowanej w drodze kobiety nie łamały przeszkody.

Wiedząc, że ma poparcie nuncjusza (skądinąd późniejszego papieża, Piusa XI) oraz metropolity warszawskiego, nie przejmowała się uwagami niektórych kurialistów. Jeden z nich, oddelegowany do opieki nad inicjatywą Czackiej, którego nazwisko łaskawie przemilczmy, stwierdził wręcz, że „zachciało się ślepej babie zakon zakładać”.

Szła dalej. Marząc, by dzieło to było zawsze „z Boga i dla Boga”, Matka powtarzała: „Gdyby zboczyło z tej drogi, niech przestanie istnieć”.

Laski: ośrodek odnowy

I tak się działo. Przed II wojną światową Laski stały się niezwykłym ośrodkiem nie tylko opieki nad niewidomymi, ale także odnowy liturgicznej, duchowej i duszpasterstwa inteligencji. To tutaj, przywiedzeni świadectwem Matki Czackiej (która przyjęła już imię Elżbiety) oraz niezwykłą osobowością księdza Władysława Korniłowicza, przybywali ludzie poszukujący i wątpiący.

Na długo przed Soborem Watykańskim II we wsi pod Warszawą unosił się jego duch. Nie stało się tak przez przypadek. Czacka chciała służyć nie tylko „niewidomym na ciele”, ale także „niewidomym na duszy” – były to dla niej nierozerwalne posłannictwa – a całe Dzieło Lasek opierało się na sformułowanej przez księdza Korniłowicza zasadzie Triuno, czyli współpracy na równych prawach osób niewidomych, świeckich współpracowników Dzieła oraz sióstr franciszkanek.

Również dlatego Laski przyciągały niezwykłe osobistości, takie jak Stefan Swieżawski, Jacques i Raissa Maritain, Stefan Wyszyński, Jerzy Zawieyski czy Jan Lechoń.

Róża Czacka: stała się Służebnicą Krzyża

Ale przeszkód ciągle nie brakowało – i wciąż je Matka Czacka przyjmowała jako wyzwanie i wezwanie do służby. Podczas bombardowań Warszawy we wrześniu 1939 roku została ciężko ranna w głowę. Bez znieczulenia operowano jej bark oraz usunięto oko.

Jej decyzją Dzieło Lasek „przystąpiło” do Powstania Warszawskiego – zorganizowano w ośrodku szpitale polowe, przechowywano broń, przekazywano informacje. Po wojnie, w czasach stalinowskich, trzeba było odbudować Laski. I również to się udało.

Jak to wszystko było możliwe? Sama Czacka powiedziałaby pewnie, że wyłącznie dzięki Bożej pomocy. W pełni nie rozumiał tego nawet ksiądz Korniłowicz, który mówił: „Dopiero na sądzie Bożym zobaczymy jasno, jakimi to drogami Bóg Matkę prowadził, że z hrabianki Róży Czackiej, która mogła sobie żyć wygodnie i niezależnie, stała się Służebnicą Krzyża, służebnicą niewidomych”.

Pod koniec lat 40. Matka Czacka doznała jednak wylewu, po którym – częściowo sparaliżowana – oddała kierownictwo zgromadzenia i Dzieła. Ostatnie dziesięć lat spędziła w pokoju przylegającym do laskowskiej kaplicy. Modliła się, doradzała, udzielała pociechy. Zmarła 15 maja 1961 roku.

Droga do świętości

Ludzie nie przestali jednak szukać u niej rady i pocieszenia – tak, jak czynili to za życia. Jan Lechoń pisał przecież w 1942 roku:

„Matko Czacka, która kijkiem szukasz sobie drogi
I masz w oczach niewidzących niebios spokój błogi
I wśród głodu, nędzy, zbrodni wciąż uśmiech panieński,
Której modłów chętnie słucha Jezus Nazareński,
Między Polską a Chrystusem Ty arko przymierza
Włącz nas wszystkich, i mnie także, do twego pacierza”.

A skoro tak, to i po jej śmierci zanosili do niej swoje troski. 26 lat po jej śmierci kardynał Józef Glemp otworzył proces beatyfikacyjny Matki Elżbiety. 9 października 2017 papież Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności jej cnót.

Środowisko Dzieła Lasek czekało na tę decyzję, od dawna przekonane o świętości jego założycielki. Tej bogato urodzonej kobiety, która zrezygnowała ze wszystkiego dla innych, która własne cierpienie przekuła w służbę. Która paradoksalnie zadawała kłam ewangelicznej maksymie, że niewidomy nie powinien prowadzić niewidomego.

Bo oczami duszy Matka Czacka widziała znakomicie. A sama dawała się prowadzić Chrystusowi.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail