Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
czwartek 29/10/2020 |
Św. Felicjana
home iconStyl życia
line break icon

Jak radzić sobie z własną złością i trudnymi emocjami, żeby nie okazać się hejterem?

SFRUSTROWANY MĘŻCZYZNA

Shutterstock

Zyta Rudzka - publikacja 18.10.17

Dlaczego anonimowa brednia huśta naszym poczuciem wartości? Walkę z hejterami warto zacząć od siebie. Cóż innego tak naprawdę możemy zrobić?

Cierpimy w realu

Cyberprzemocy doznajemy w wirtualnej przestrzeni, ale cierpimy w realu. Zaatakowany hejtem odczuwa prawdziwy lęk, bezradność, bezsilność, poczucie krzywdy i niższości. Może pojawić się gniew, złość, frustracja i w konsekwencji również agresja. W geście odwetu, ofiara hejtu może sama stać się hejterem, często nie mając świadomości, że sama staje się agresorem. Postrzega to raczej, jako samoobronę konieczną – nie pozwolę się krzywdzić, wyszydzać, ośmieszać, zniesławiać i niszczyć.

Wymuszona agresja pozostaje agresją, tak samo jak cyberprzemoc pozostaje nadal przemocą. 

Za przemoc zawsze odpowiada sprawca

Nie ma znaczenia czy to on „pierwszy zaczął” czy dał się ponieść sprowokowany zaczepkami. Nie mamy wpływu na to, co ktoś wypisuje, ale mamy wpływ na naszą reakcję na hejt.

Nick zamiast nazwiska ułatwia odstawienie na bok empatii. Anonimowość zazwyczaj luzuje normy społeczne. Niektórzy z łatwością sięgają po mowę nienawiści, której mogą nigdy nie używać w rozmowie twarzą w twarz. Hejter chce, żeby bolało, ale to my mamy wpływ na to, czy nas zaboli.

Czytając w sieci odpowiedzi internatów na nienawistne zaczepki, odnoszę wrażenie, że wiele osób ma problem nie tyle z hejterami, ile ze sobą.  


JEZUS NIE HEJTOWAŁ

Czytaj także:
„Jezus nie hejtował”. O co chodzi w akcji portalu Aleteia.pl?

Problem ze sobą

Mogą prowadzić bloga i codziennie raportować o swojej codzienności, ale nie bardzo wiedzą, kim tak naprawdę są. Niby mają się czym pochwalić, ale nie czują się zbyt wiele warci. Ich poziom zadowolenia z siebie rośnie, kiedy ktoś ich lajkuje albo oklaskuje w komentarzach. Ale ta osobista duma jest niestabilna i krucha.

Ktoś, kto nas nie zna i kogo my nie znamy, nie wiemy, kim jest – odrzuca nas i my się tym realnie przejmujemy. Bo przecież mieliśmy się podobać, a tu się nie podobamy. Dobrze coś z tym zrobić, a wtedy moc będzie z nami a nie z hejterem.

Lajki i pozytywne komentarze podbudowują poczucie własnej wartości, ale jeżeli mamy problem ze stabilną samooceną korzystanie z sieci może być autodestruktywne.

Jeżeli coś robimy dla siebie, a nie po to, żeby się popisać i jesteśmy przekonani do swoich dążeń i wysiłków, to z hejtem sobie poradzimy tak, jak z każdą niesprawiedliwą czy obraźliwą krytyką w realu.

Poza wpisami, które powinny być z urzędu ścigane i karane, warto zdobyć większy dystans do tego, co ludzie wypisują. Nie musimy brać w tym udziału i agresją odpowiadać na agresję. Możemy stanąć po jasnej stronie wirtualnego świata. Przecież taki też istnieje i ma się dobrze.

Dlaczego nie potrafię emocjonalnie bronić się przed hejtem?

Oczywiście, fałszywa krytyka, ośmieszanie, wyszydzanie, oczernianie, to zawsze boli. Boli w pierwszym i trzecim czytaniu, ale nie dobrze, kiedy tygodniami przeżuwamy nieprzyjemne emocje. Nie potrafimy odstawić ich na bok. Być może źle znosimy nawet konstruktywną krytykę.


POCZĄTEK WIECZNOŚCI, HEJT

Czytaj także:
Gomułkowie o #JezusNieHejtował: nie krzywdźmy innych ludzi!

Zawsze chcemy się podobać, być lubiani i akceptowani. Wychowano nas, by spełniać oczekiwania tatusia, mamusi, a potem męża, żony, szefa, szefowej, i w końcu nie potrafimy sobie poradzić z tym, że ktoś nas odrzuca. O tak, bo tak chce. Bo na przykład lubi sobie pohejtować w wolnym czasie.

Nadmiarowe przeżywanie hejtu bywa również naszego autorstwa. Kiedy się to zobaczy, to znaczy, że możemy nad tym popracować. Uczciwie, troskliwie, z poszanowaniem własnych emocji. Czyli odwołując się do tego wszystkiego z czym hejter ma problem.

Hejt zdrowo jest odreagować w realu. Kiedy siedzimy tylko w sieci, nie wychylamy się offline, wtedy stracimy zdrowy dystans. Jesteśmy złapani w sieć i nie czujemy mocnego gruntu tu pod nogami.

Bliskie więzi pomagają!

Można tworzyć wirtualne koalicje anty-hejterskie, ale dobrze też zwierzyć się komuś, porozmawiać twarzą w twarz. Powiedzieć, co czuję, kiedy to czytam. Jak to przeżywam. I od razu będzie trochę lepiej.

Jeżeli czujemy się bezpiecznie sami ze sobą oraz mamy stabilne bliskie więzi w realu, to na pewno przetrwamy emocjonalnie po ataku hejterskim. Można mieć wielu wirtualnych wrogów, ale pewnie mamy też realnego przyjaciela. Jeżeli nie mamy kogoś takiego, to coś znaczy. Warto zadbać o dobrą bliskość. Jeden hejt bywa mocniejszy niż tysiąc lajków, ale słabszy niż bliskość w realnym świecie.

Nie uda się wygrać z cyberprzemocą tocząc ją tylko w Internecie. Brak empatii w sieci jest przecież w znacznym stopniu napędzany brakiem wrażliwości w realu.




Czytaj także:
Brygida Grysiak: kobieca wrażliwość jest lekiem na hejt

Niektórzy bardziej przejmują się prowokacyjną, jawnie chamską i prostacką opinią anonimowego internauty, niż słowami bliskich ludzi. Czasami uzależniamy się od czytania i reagowania na komentarze w sieci, a nie słyszymy tego, co od kilku miesięcy mówi nam żona, mąż czy dziecko.

Przeżywamy hejty, jesteśmy wrażliwi na swoim punkcie i zapominamy, że tu ktoś pięć metrów dalej, albo za ścianą już tygodniami chce z nami porozmawiać, i w końcu czuje się tak bezradny, sfrustrowany, smutny, a w końcu zezłoszczony, że wchodzi w sieć i hejtuje. Niewykluczone, że nas również. Anonimowo, to oczywiste.

Nie znasz swojego hejtera, ale czy znasz swoje dziecko? Taki scenariusz przedstawia wizję, która łączy świat realny i wirtualny. Niestety, nie jest to utopia.


WYPĘDZENIE KUPCÓW ZE ŚWIĄTYNI

Czytaj także:
Jezus nie zawsze był przyjemniaczkiem. Ale czy bywał hejterem?

Kampania #JezusNieHejtował została przygotowana przez portal Aleteia.pl w ramach tegorocznego Dziedzińca Dialogu.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
Jezus nie hejtował
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
Theresa Aletheia Noble
Dobra spowiedź. 10 cennych rad od księży
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
PAPIEŻ PRZYTULA CHOREGO MĘŻCZYZNĘ
Marine Soreau
„Papież nie bał się mnie objąć”. Opowieść czł...
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
KOBIETA NA POLU
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [26 paździe...
ST JOSEPH,THE WORKER CARPENTER, JESUS,CHILDHOOD OF CHRIST
Philip Kosloski
Ta starożytna modlitwa do św. Józefa podobno ...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail