Aleteia

Tomasz Rożek: nauka rządzi się zupełnie innymi prawami niż wiara

Udostępnij
Komentuj

Naukowiec może wierzyć w co chce. Natomiast, czy jest o tym przekonany i czy jest w stanie to sprawdzić, to oddzielna kwestia.

Nauka czy wiara

Katarzyna Wyszyńska: Wolałbyś poznać chemiczne tajniki cudu w Kanie Galilejskiej czy fizyczne aspekty chodzenia po wodzie?
Tomasz Rożek: Fizyczne aspekty chodzenia po wodzie.
Masz jakąś naukową teorię na ten temat?
Nie mam i myślę, że nie powinienem mieć. Nie traktuję Biblii jak książki do przyrody, opisującej zjawiska przyrodnicze w skali 1:1.
Czy naukowiec może wierzyć w zmartwychwstanie? Czy to nie koliduje z nauką?
Słowem kluczem jest tu właśnie wierzyć – naukowiec może wierzyć w co chce. Natomiast czy jest o tym przekonany i czy jest w stanie to sprawdzić, to oddzielna kwestia. Nauka rządzi się zupełnie innymi prawami niż wiara. W nauce, szczególnie ścisłej, wszystko chcę sprawdzić, powtórzyć (bo jeden pomiar to za mało), sprawdzić z niezależnego punktu widzenia. Czy to wielki wybuch, czy teoria ewolucji, czy inne duże teorie naukowe, są oparte nie na jednym filarze, a na wielu i do tego niezależnych.
Ale nauka może wspomagać wiarę, np. sprawa całunu turyńskiego. Jak oceniasz wiarygodność badań nad nim?
Może. Nie przeprowadzałem tych badaniach, opieram się jedynie na tym, co wielokrotnie zbadali naukowcy z różnych dziedzin. Ci, którzy zajmują się datowaniem węglowym, analizują pyłki, badają metodami obrazowania – mimo różnorodności tych badań, wnioski z nich nie są wewnętrznie sprzeczne. Pokazują, że mamy do czynienia z ewenementem, że jest to coś niewytłumaczalnego i… na tym koniec. Nie na powiedzeniu: „Tak, to był Jezus”, a raczej na określeniu, kiedy i gdzie powstał całun (np. na postawie badania pyłków roślin, które pokazują z jakiego obszaru geograficznego pochodzą). Nie potrafimy wytłumaczyć, jakim cudem – widzisz, nawet  użyłem słowa cud! – te obrazy na tym kawałku szmaty się znalazły. Tu się kończy nauka.
A zaczyna wiara.
Tak. Możemy powiedzieć, że dziś nie wiemy, może jutro się dowiemy. Albo uznać, że to artefakt. Możemy też powiedzieć: wierzę, że to jest płótno, w które był owinięty Jezus.

Dzieje się!

Napisałeś kilka książek, prowadzisz Sondę2, Klub Trójki, Pytania z kosmosu, wykłady, własny blog, kanał, fanpage. Oprócz tego jesteś mężem i ojcem. Jak to wszystko pogodzić i nie zwariować?
Z tym zwariowaniem czasami jest blisko… Kiedyś zastanawiałem się co zrobić w sytuacji, gdy piszę tekst do gazety, ale nie mogę go w nieskończoność poszerzać, gdy tymczasem jest tyle ciekawych wątków, które jeszcze chciałbym poruszyć. Więc zacząłem pisać książki. Jednak nie jest tak, że piszę o czymś zupełnie innym niż w artykułach.
Jak wymieniasz moje aktywności, to rzeczywiście wydaje się tego dużo, ale wszystko, co robię jest ze sobą powiązane. Zbierając materiały do Sondy 2, korzystam z nich również przy tworzeniu filmów na kanale, czy materiałów na blogu. Wymaga to dużej dyscypliny, planowania, ale polecam każdemu, kto chce robić wiele różnych rzeczy równolegle.
Czyli dobre zarządzanie zasobami?
Tak, przemyślane zarządzanie czasem i zasobami.
Prowadziliście z żoną warsztaty „Cztery żywioły” dla dzieci z ubogich rodzin, niedawno Twoja żona wydała kalendarz DIY, a także ruszyła z pełnym inspiracji projektem Polka Home. Kreatywna z Was rodzina! Czy mamy spodziewać się także wspólnych działań z dziećmi?
Kiedyś je nawet zaangażowałem w cykl popularnonaukowy dla telewizji. Robiliśmy z dzieciakami eksperymenty w naszej kuchni, bo kuchnia w domu każdego z nas to wymarzone laboratorium naukowe. Ale dzieci mają to do siebie, że rosną i teraz już nie są dziećmi – uważają siebie za niemalże dorosłych, a na pewno za młodzież, więc namówienie ich do wspólnego projektu byłoby trudne. Choćby ze względu na czas –dzieci mają dużo nauki, wydaje mi się, że dużo więcej niż ja miałem. Chyba, że upływ czasu spowodował zafałszowanie perspektywy.

 

Edukacja do poprawki

Na pewno edukacja przez lata się zmienia. Jak Ty jako naukowiec, ale też ojciec, oceniasz edukację w Polsce?
Generalnie uważam, że edukacja – i to nie tylko w Polsce – ale system edukacyjny, jaki znamy, przestał być aktualny jakieś kilkadziesiąt lat temu. Został zaprojektowany i wymyślony na czasy, które były zupełnie inne od tych dzisiaj i absolutnie nie jest w stanie sprostać wyzwaniom współczesności.
Nauczyciel powinien mieć zupełnie inną rolę niż obecnie ma. Przede wszystkim nie powinien być tylko i wyłącznie przekaźnikiem wiedzy, a raczej stać się przewodnikiem po dżungli informacji. Można mieć bardzo, bardzo dużo zastrzeżeń do naszego systemu edukacji, natomiast największym moim zdaniem jest właśnie to – zostawienie młodego człowieka bez podstawowej umiejętności, jaką jest nawigowanie w dżungli informacji.
Tego się nie uczy. Nie mówię, że pantofelek jest nieważny, nie mówię, że cykl rozwojowy motyla jest niepotrzebny. Mówię tylko, że to jest wiedza jaką można posiąść scrollując Facebooka, gdy ma się polubione odpowiednie strony. Szkoła powinna w młodym człowieku stworzyć potrzebę bycia w tych miejscach w internecie, które są rozwojowe. Tymczasem w ogóle tego nie potrafi, a nawet nie stara się robić.
Na szczęście niektórzy nauczyciele zdają sobie z tego sprawę, mimo że na żadnych studiach czy kursach pedagogicznych nikt ich tego nie nauczył. To ich wielka zasługa, bo w każdym systemie, nawet najbardziej sformalizowanym, ogromnie dużo zależy od nauczyciela.
To co możemy zrobić my, jako rodzice?
Dokładnie to samo. Różnica między nauczycielem, a rodzicem jest w zasadzie zerowa. Spędzamy z naszymi dziećmi przynajmniej kilka godzin dziennie – tylko czy spędzamy z nimi, czy obok nich?
A my jako państwo? Widzisz rozwiązania systemowe? 
Państwo to my. Oczywiście ani ja, ani ty nie zmienimy programów szkolnych, nie jesteśmy w stanie. Za to jesteśmy w stanie wymóc na nauczycielu pewne korekty. Nie namówimy go, by zaniechał działań na ułamkach prostych, ale np. poprzez pracę z naszymi dziećmi – nie twierdzę, że to proste rzeczy, czasem wyjątkowo trudne – ale jesteśmy w stanie spędzając czas z dziećmi, nauczyć je, jak weryfikować informacje.
To istna plaga dzisiaj! Co nam po systemie szkolnym, na który wydajemy mnóstwo pieniędzy, w którym cały cykl edukacji trwa kilkanaście lat, a jak się ten cykl kończy to ktoś stwierdza: Szczepionki? To nie działa. Ziemia? Chyba jest płaska. Wielki wybuch? Nie, to jakieś bzdury. To po co, po co my ich uczymy tego wszystkiego?
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail