Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego tak trudno nam przepraszać?

KŁÓTNIA MAŁŻEŃSKA
Shutterstock
Udostępnij

Jak żyć w zgodzie ze wszystkimi, kiedy żona denerwuje, teściowa jeszcze bardziej, szef się ciągle czepia, a znajomy znowu nawalił?

„Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!” – czytamy w Liście do Rzymian. Ale jak żyć w zgodzie ze wszystkimi, kiedy żona denerwuje, teściowa jeszcze bardziej, szef się ciągle czepia, a znajomy znowu nawalił? Tylko ja jestem nieskazitelny. Czy aby na pewno?

Może któraś z wyżej wymienionych relacji kuleje z racji na moje braki i trudności wynikające z usposobienia bogatego w… pychę!

 

Dlaczego tak trudno przepraszać?

Słowo „PRZEPRASZAM” ma wielką moc sprawczą – potrafi burzyć mury, zasypywać doły i odbudowywać mosty. Większość dorosłych osób które znam (w tym i ja) miewa jednak problem z używaniem tego słowa – zwłaszcza w stosunku do osób najbliższych.

Dlaczego więc tak ciężko przechodzi nam przez gardło? Łatwiej jest obwiniać, niż przyznawać się do błędu.

Dzieje się tak od dawien dawna – Adam zapytany przez Boga o zjedzenie zakazanego owocu, zamiast przeprosić i przyznać się do winy, zrzucił na Ewę. Ona natomiast przerzuciła winę na węża. Fakt, że zrzucimy odpowiedzialność na kogoś innego nie powoduje tego, że nasze „konto” jest czyste. A kłamstwo ma krótkie nogi…

 

Strach przed ocenianiem

Użycie słowa „przepraszam” niesie za sobą przyznanie się do tego, że w czymś zawiniliśmy, a tutaj jest już otwarta droga do pokazania, że jesteśmy niedoskonali.

Strach przed tym, że inni zobaczą naszą słabość i przez to stracimy w ich oczach opóźnia przeprosiny, a tym samym przyznanie się do błędu.

Mamy skłonność do minimalizowania swojej winy. Nie do końca dostrzegamy wagę swojej błędów, często mając podejście „nic wielkiego się nie stało”, „przecież to normalne”, „jak zwykle przesadzasz”.

W rezultacie nagromadzone winy i grzechy wynikające z naszych działań stają się „chlebem powszednim”. Zazwyczaj mamy zdolność do dostrzegania i wyolbrzymiania przewinień innych ludzi wobec nas,  a pozostajemy „ślepi” na czyny, jakich sami się dopuszczamy. Bo „czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7,3).

 

Co zrobić, żeby łatwiej przychodziło nam używanie słowa „przepraszam”?

W momencie, kiedy uznamy swoją niedoskonałość, jednocześnie doświadczamy tego, że przepraszanie i przyznawanie się do błędów nie świadczy o naszej słabości, a o wielkiej sile i świadomości własnej wartości (i jej pochodzenia). Ta wielka siła nie pochodzi z nas – w chwili uznania swojej słabości, otwieramy wielką przestrzeń swojego serca do działania Jezusowi.

Nie ma powodu, żeby udawać doskonałych, nie dostrzegać swoich win oraz bać się do nich przyznawać. Dlaczego? Wszystkie nasze grzechy zostały rozliczone na krzyżu.

Drogi Czytelniku, następnym razem kiedy, znajdziesz się w sytuacji, w której powinieneś użyć słowa „przepraszam” – zrób to! Doświadczysz wówczas, jak wielka siła (prowadząca do pokoju i pojednania) z niego płynie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail