Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Po czym poznać dobrą mamę

MATKA Z DZIECKIEM
Shutterstock
Udostępnij

Dodajemy ducha wszystkim matkom, które myślą, że nieustannie zawodzą swoje dzieci.

Kiedy moje trzecie dziecko, Liam, miało tydzień, zostawiłam go śpiącego na kanapie i poszłam do kuchni przygotować drugie śniadanie dla pozostałej dwójki, która spokojnie rysowała w swoim pokoju. Właśnie zaczęłam smarować masłem orzechowym kromkę chleba, gdy usłyszałam głuchy łomot, po którym nastąpiła chwila mrożącej krew w żyłach ciszy.

Biegłam już w stronę kanapy, gdy nóż i chleb jeszcze spadały na podłogę. Zanim wybiegłam z kuchni, usłyszałam najsłodszy i najstraszniejszy zarazem krzyk, i już trzymałam małego w ramionach, zanim jeszcze zabrakło mu powietrza.

 

Moja wina…

Nie zdziwił mnie widok półtorarocznej córeczki, stojącej nad młodszym bratem z palcem w buzi i oczyma szerokimi z przerażenia. Musiałam odwrócić się do niej tyłem, by nie dosięgła jej moja apoplektyczna furia matki-niedźwiedzicy, bo przecież nie ściągnęła dziecka z kanapy po to, żeby mu zrobić krzywdę. Chciała mu się tylko przyjrzeć, a ponieważ nie umiała wdrapać się na kanapę, zrobiła jedyną logiczną rzecz: ściągnęła go na podłogę. To nie była jej wina.

To była moja wina. Przez chwilę wahałam się, bałam się dzwonić do lekarza na wypadek, gdyby zgłosił mnie do opieki społecznej, ale kiedy tylko ten moment minął, zgromiłam sama siebie za myśl, że mój strach jest ważniejszy niż życie synka.

W tamtej chwili nie miałam cienia wątpliwości, że jestem najgorszą matką, jaka kiedykolwiek istniała lub będzie istnieć na tym świecie. Byłam pewna, że moje dzieci przeżyją moją niekompetencję jedynie jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu, a szkody, jakich doznają, będą nieodwracalne.

 

Straszna matka

Przypomniałam sobie to wszystko po przeczytanie wpisu Elizabeth Mannegren na forum „Scary Mommy” (Straszna Matka) – o tym, jak upuściła swojego maleńkiego synka na posadzkę w łazience.

Umiemy się obwiniać. Wina matki góruje ponad wszystkimi skaleczeniami i wypadkami.

Dlaczego tego nie przewidziałyśmy? Co mogłyśmy zrobić, żeby temu zapobiec? Choć czułybyśmy się najstraszniej na świecie, jednorazowe wypadki nie czynią nas „złymi” rodzicami. Gdyby tak było, „dobrzy” rodzice po prostu by nie istnieli.

Podczas krótkiej wizyty w szpitalu personel zapewniał mnie, że widzi „wiele takich przypadków”. Spodziewałam się, że pielęgniarki będą mnie potępiać, pouczać, że powinnam mocniej trzymać dziecko, że powinnam być lepszą mamą – wszystkie te rzeczy, które sama sobie już powiedziałam. Ale jak się okazało, pierwsza siostra, którą zobaczyłam, po prostu uśmiechnęła się i pokiwała głową: „To się zdarza. Sama upuściłam moją ośmiomiesięczną córeczkę… na wybetonowanym parkingu”.

 

Zawodzimy nasze dzieci?

Pediatra również – miała dokładnie to samo ze swoim drugim dzieckiem… zgadzało się nawet to, że robiła w tym czasie kanapkę z masłem orzechowym. Była miła i uspokajała mnie, i zwróciła tylko uwagę, żebym odtąd kładła małego poza zasięgiem starszej siostry. Pochwaliła mnie nawet, że na córkę nie nakrzyczałam. A z synkiem, na szczęście, wszystko było w porządku.

To wspomnienie jest chyba najsilniejsze, ale moje macierzyństwo pełne było podobnych sytuacji. Rozmowy z innymi matkami często obracają się wokół naszego poczucia winy i nieprzystosowania, obaw, że zawodzimy własne dzieci.

Ale – jak często mówimy sobie z przyjaciółkami – sam fakt, że tak bardzo się martwimy, dowodzi, że nie jesteśmy najgorszymi matkami na świecie. Oczywiście, że popełniamy błędy – jesteśmy ludźmi. Dobrymi matkami czyni nas to, że widzimy swoje błędy i wyciągamy z nich wnioski, kochamy nasze dzieci i uczymy się od nich. I po tym właśnie można poznać dobrą mamę.

 

Tekst pochodzi z angielskiej wersji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail