Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Matt Talbot. Walczysz z jakimś nałogiem? Poznaj zwycięską historię „patrona alkoholików”

MATT TALBOT
Udostępnij

Półanalfabeta, alkoholik, prosty robotnik. Człowiek, którego życie skazane było na klęskę. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny. Dziś jest nadzieją dla uzależnionych i ich najbliższych.

Mateusz Talbot (Matt Talbot) bo o nim mowa, po ludzku można powiedzieć, był od urodzenia skazany na niepowodzenie w życiu. Pochodzący z Irlandii, urodził się w burzliwym dla tego kraju czasie.

Matt Talbot: nastoletni alkoholik

Okres masowego głodu, chorób i emigracji (1845-1852), brytyjskie rządy kolonialne w Irlandii spowodowały spadek populacji wyspy o około 20-25%.

W 1856 roku, w niezamożnej rodzinie przyszedł na świat Mateusz. Pomimo ciężkiej pracy ojca Charlesa i matki Elizabeth, stać ich było na zapewnienie dwanaściorgu dzieciom zaledwie podstawowych warunków do życia. Mateusz skończył zaledwie dwie klasy szkoły powszechnej i już w wieku 12 lat podjął swoją pierwszą pracę. Będąc jeszcze dzieckiem, pracował równie ciężko jak dorosły, ale był z tego faktu niezmiernie dumny, że może w ten sposób pomóc rodzicom.

Wówczas nagminne było, że pracodawcy wypłacali pensje w tzw. bonach towarowych, które można było zamienić jedynie na alkohol. Mateusz szybko odkrył, że spożyte trunki dają mu poczucie szczęścia, wolności i pozwalają zapomnieć o biedzie, w jakiej żył. Jako 12 latek coraz częściej wracał do domu pijany, a po roku był już ofiarą nałogu alkoholowego.

W pułapce nałogu

Coraz cięższa sytuacja materialna spowodowała, że ojciec Mateusza zaczął sięgać po kieliszek. Wkrótce cała męska część rodziny Talbotów przepijała swoje tygodniowe pensje w pubie. Matka Elizabeth modliła się żarliwie za męża i synów, ale była bezradna wobec ich nałogu.

Awantury, bijatyki, głośne kłótnie były na porządku dziennym w domu Talbotów. Mateusz upijał się codziennie. Pieniądze, które niegdyś przekazywał matce, teraz przepijał z kolegami w pubie. Nie interesowały go karty czy flirtowanie z dziewczynami, na pierwszym miejscu był alkohol. Nałóg Mateusza był już tak silny, że jak brakło pieniędzy na alkohol, sprzedawał wszystko, co się dało: płaszcz, buty. Niejednokrotnie chodził boso po Dublinie.

Picie wypełniało całe młodociane życie Mateusza. Pracował, żeby pić; trzeźwiał, żeby pracować; pracował, żeby znów się upijać. Bez alkoholu nie mógł wytrzymać ani jednego dnia. Jego życie popadało w całkowitą ruinę. Wszystkie jego kłopoty wynikały z jednego grzechu – pociągu do alkoholu.

Dno i przebudzenie

Mateusz doszedł do takiego punktu w swoim życiu, że bez alkoholu nie mógł już egzystować. Dno, jakiego sięgnął 28-letni alkoholik nastąpiło, kiedy pewnego razu przyłączył się do Mateusza i wesołej gromady wędrowny, niewidomy skrzypek. Mateusz wraz z kompanami, nie mając pieniędzy na whiskey, bez żadnych skrupułów ukradli niewidomemu skrzypce i sprzedali w lombardzie.

Liczyło się tylko to, że było kilka pensów na przepicie w pubie. W późniejszych latach Mateusz przyznał, że wówczas był o krok od utraty człowieczeństwa i zupełnego zniewolenia alkoholizmem. Alkohol robił coraz większe spustoszenie w tym młodym organizmie, pijąc coraz częściej na umór, zaniedbywał pracę, a to oznaczało, że nie miał grosza przy duszy.

Przebudzenie przyszło, gdy pewnego dnia czekał pod pubem na kumpli, żeby mu postawili szklaneczkę whiskey. Do niedawna koledzy, teraz omijali go szerokim łukiem, patrząc z pogardą i rzucając pod jego adresem niewybredne komentarze. To było jak kubeł lodowatej wody.

W jednej chwili zrozumiał, że jest nikim dla tych, których uważał za kolegów, a jego życie jest jedną wielką ruiną. Z właściwą sobie konsekwencją postanowił to natychmiast zmienić. Tego dnia wrócił do domu trzeźwy i oznajmił matce, że od tej pory nie weźmie alkoholu do ust.

Matt Talbot i nowi przyjaciele: w Kościele

„Łatwiej jest przywrócić do życia umarłego niż przestać pić, będąc alkoholikiem”. Tak po latach wyznał siostrze. Każdy dzień był dla niego zmaganiem o trzeźwość. Swoją batalię o trzeźwość Mateusz postanowił rozpocząć w kościele, gdzie w obecności księdza, przed Najświętszym Sakramentem złożył przysięgę abstynencji na trzy miesiące.

Pokusy były bardzo silne, tym bardziej, że ojciec i bracia wciąż się upijali. Toteż Mateusz postanowił zmienić środowisko, wyprowadził się z domu, a cały wolny czas poświęcał na modlitwę, studiowanie Pisma Świętego i żywotów świętych. W Kościele znalazł klucz do nowego życia z Bogiem i w Bogu. Był to klucz modlitwy, sakramentów, umartwień, pracy nad sobą.

Pozbawiony wesołych kompanów, w Kościele poznał nowych przyjaciół – Jezusa, Maryję i świętych. Tam uczył się przebywać w samotności, w modlitwie, w nieustannej obecności Boga. Wracając z pracy, wybierał drogę do domu w ten sposób, aby omijać pub, do którego jeszcze do niedawna uczęszczał. Wraz ze wzrostem duchowym, dostrzegał inne swoje grzechy. Po jakimś czasie przestał palić i przeklinać.

Syn marnotrawny

Wzorem matki, jego stałą modlitwą stał się różaniec. Te małe paciorki, monotonna z pozoru modlitwa, przynosiła mu ukojenie i odciągała jego myśli od pragnienia napicia się. Mocno ściskając w dłoni różaniec, Mateusz błagał o pomoc Matkę Bożą.

Na rękawie płaszcza w widocznym miejscu przyszył dwie skrzyżowane szpilki, aby przypominały mu o obietnicy danej Bogu i o tym, że Pan Jezus cierpiał za niego i umarł na krzyżu. Im bardziej zbliżał się do Boga, tym bardziej doświadczał wewnętrznej walki. Im pokusa była silniejsza, tym bardziej żarliwa modlitwa o wytrwanie w trzeźwości.

Życie Mateusza Talbota to heroiczne zmagania prostego człowieka, zdanego tylko na łaskę Boga i siebie samego w walce z nałogiem. On, zwykły robotnik, jest dzisiaj kandydatem na ołtarze, wzorem i orędownikiem dla wszystkich, którzy zmagają się z nałogiem alkoholizmu.

Podobnie jak marnotrawny syn z ewangelicznej przypowieści postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie, stanąć w prawdzie przed Bogiem i z pokorą powiedzieć: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie” (Łk 15,18).

Nadzieja dla uzależnionych

Historia tego Sługi Bożego urzeka tym, że dla każdego jest czas na nawrócenie, nieważne jak bardzo człowiek utkwił w nałogu czy grzechach. Mateusz Talbot, jego zaparcie, postawa i nieustępliwość w raz podjętej decyzji jest godna naśladowania, ale co ważniejsze, jest nadzieją dla osób uzależnionych oraz ich rodzin.

W świecie, gdzie tysiące osób zmaga się z własnymi słabościami, nie potrafiąc poradzić sobie z uzależnieniami, gdzie kolejne próby kończą się porażką, postać Mateusz Talbota przywraca wiarę i nadzieję, że dzięki łasce Bożej i współpracy z nią wszystko jest możliwe. Każdy grzech do pokonania, każdy nałóg do zwalczenia.

W 1975 r. papież podpisał dekret o heroiczności jego cnót. Jego skromny pokój, stał się celem pielgrzymek, a tysiące osób z całego świata proszą go o siły do walki z nałogami.

 

Więcej o tej niezwykłej postaci przeczytacie w nowej książce Jolanty Cherbańskiej „Matt Talbot. Wyjście z mroku” wydanej w Syjon.pl

 

Wydawnictwo Syjon.pl
Wydawnictwo Syjon.pl
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail