Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Sologamia, czyli ślub z samym sobą. Smutna parodia małżeństwa?

LAURA MESI
Udostępnij
Komentuj

Laura Mesi, włoska trenerka fitnessu, zyskała rozgłos z powodu wesela z piękną suknią i przyjęciem, które ukoronowało ceremonię poślubienia… samej siebie. Sologamia staje się coraz popularniejsza.

Na udostępnionych w sieci przez Laurę Mesi zdjęciach widać prezenty, tańce, szampana oraz imponujący tort – z samotną panną młodą na jego ostatnim piętrze. Jak tłumaczyła, pomysł na taki ślub zrodził się z rozstania z mężczyzną przed kilkunastu laty i postanowienia, że jeśli do czterdziestego roku życia nie znajdzie kandydata na męża, poślubi samą siebie. „Chciałam mieć pewność, że nikt mnie nie zrani i będę szczęśliwa”, powiedziała.

 

Sologamia – nowy trend społeczny

Ceremonia z Włoszką w roli głównej nie jest jednak odosobnionym wydarzeniem. Sologamia, czyli ślub z samą lub samym sobą, jest nowym trendem społecznym, który zyskuje coraz większą popularność i doczekał się już całego przemysłu usługowego z kompleksową ofertą, poczynając od projektu zaproszeń, poprzez wystrój sali i choreografię pierwszego tańca, który, siłą rzeczy, musi wyglądać inaczej niż podczas tradycyjnego wesela.

Mimo że od strony prawnej sologamia nie ma żadnych konsekwencji, ponieważ małżeństwo pozostaje zarezerwowane jedynie dla związku dwóch osób, akt taki, podobnie jak tradycyjny ślub, ma wydźwięk społecznej deklaracji. Ogłaszam decyzję ważną dla mnie z punktu widzenia mojego życia osobistego, ale i przekazuję informację otoczeniu o tym, kto jest wybranką/wybrankiem mojego serca. W przypadku sologamii wysyłam nieco inny sygnał: że do szczęścia nie jest mi potrzebna druga osoba.

 

Przyczyny sologamii

Przyczyny rosnącej popularności tego trendu zapewne są złożone, ale te, które najłatwiej zidentyfikować, podzieliłabym z grubsza na społeczne i psychologiczne.

Sologamia, na którą decydują się częściej kobiety, na pewno próbuje w jakiś sposób zawetować społeczną presję, która każe udowadniać, że „potrafię znaleźć męża”. Dzisiaj ta presja jest już znacznie mniejsza niż przed laty i raniące piętno „starej panny”, które odbierało wartość kobiecie pozostawającej niezamężną, ustąpiło sformułowaniu „singiel” – mającemu znaczenie zdecydowanie neutralne czy wręcz pozytywne.

Kobiety, poślubiając siebie, wchodzą jednak w zaczepny dialog z konwencją. Pytanie, jakie się nasuwa, to czy ją podważają, czy tak naprawdę potwierdzają, skoro potrzebne są wszystkie elementy prawdziwego ślubu do tego, by zadeklarować radość z bycia zależną tylko od siebie samej.

Sologamia może być także przerysowaną formą emancypacji, która doczekawszy się pełni praw publicznych dla kobiet, zaczęła wylewać dziecko z kąpielą i doprowadza do systematycznego wykreślania mężczyzny z perspektywy życia kobiety.

Choć dla poszczególnych osób taki wybór – jak było w przypadku Laury Mesi – może być podyktowany pragnieniem bezpieczeństwa, jakie wiąże się z pewnością, że nikt mnie nie skrzywdzi ani nie odrzuci. Nie wynaleziono lepszej metody przeciw odrzuceniu, jak niewchodzenie w związek z drugą osobą.

 

Miłość do samego siebie

Jest w sologamii właśnie jakieś wielkie przerysowanie – także założenie, które w punkcie wyjścia jest dobre: trzeba siebie kochać, bo innych generalnie traktujemy w taki sposób, w jaki odnosimy się do siebie samych. Nie da się scedować na drugiego człowieka miłości do mnie: jeśli ja nie kocham samej siebie, żaden mężczyzna, choćby stanął na głowie, nie dowiedzie, że jestem kimś godnym miłości.

Bez samoakceptacji będę na wiecznym głodzie szacunku, czułości i dobroci. Ów chorobliwy głód miłości miewa bardzo dramatyczne konsekwencje w postaci wiązania się z osobami, od których wystarczą okruchy sympatii – nawet jeśli będą tylko przerywnikami działań nieodpowiedzialnych czy wręcz brutalnych.

 

Stworzeni do relacji

Pytanie jednak, czy miłość i szacunek do siebie wymaga tak radykalnej manifestacji i uczynienia z siebie samej/siebie samego celu własnego życia?

Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes odsłania paradoks ludzkiego szczęścia, które mnoży się wtedy, gdy jest dawane:

Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego.

Dlaczego? Bo jesteśmy podobni do Boga. A On od początku istnieje jako relacja osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Karol Wojtyła w Miłości i odpowiedzialności pokazuje właśnie naszą relacyjność jako wyróżnik osoby: obok rozumu i wolnej woli posiadamy z jednej strony zdolność, a z drugiej – wielkie pragnienie bycia w relacji z drugim.

Pewnie, że relację da się sprowadzić do egoistycznego zaspokajania swojego emocjonalnego głodu przy użyciu drugiego człowieka. Ale przecież relacje oparte na takich zasadach rozpadają się. Nikt nie chce być używany. Używanie wypala i niszczy związek. Dopiero miłość otwiera przed nim nieskończone perspektywy.

 

Bezinteresowny dar z siebie

I są to perspektywy naprawdę porywające. To szansa dla mojego rozwoju, który jest możliwy dopiero poza strefą komfortu ego. To ten moment, gdy uczę się budować codzienność, w którą wplata się inność drugiej osoby. I to inność kompletna i absolutna, nie tylko dlatego, że kobieta i mężczyzna tak bardzo różnią się od siebie. W małżeństwie inność odsłania się na każdym kroku, bo każdy wnosi ze sobą swoją unikalną historię, świat wewnętrzny i sposób jego wyrażania, marzenia, przyzwyczajenia, talenty i… wady.

To wszystko przyjmuję do mojego życia jako bogactwo wraz z dniem ślubu. Przyrzeczenie miłości i wierności drugiej osobie wyrywa mnie z zaścianka mojego egoizmu i umożliwia szczyt samorealizacji, jakim jest bezinteresowny dar z siebie: pragnę twojego szczęścia tak, jak mojego.

Jasne, że jest w tym ryzyko zranień. Będziemy wielokrotnie ranieni, nawet przy całkowitym założeniu dobrych intencji po drugiej stronie, ale także sami wielokrotnie zranimy. I razem dojrzejemy.

Nie umożliwia tego dojrzewania sologamia. Jako w pewnym sensie parodia prawdziwego ślubu – ostatecznie może nawet być smutnym znakiem zanikania zdolności do wchodzenia w związki.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail