Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Jak prosto skomplikować sobie życie?

ZMĘCZONA KOBIETA ŚPI NA BIURKU
Shutterstock
Udostępnij

Złożone czy skomplikowane? Życie bywa trudne, ale to nie powód, by ciągle narzekać.

To wszystko mnie przerasta, mówi Kaśka, mama ośmioletniego Igora. „Dopiero szósta wieczorem, a ja już jestem zmęczona tym, co będzie jutro. Dzień do dnia podobny. Rano załatwiam sprawy w firmie, potem biegiem do domu, żeby przypilnować małego. Odrabiam z nim lekcje, a w międzyczasie sprzątam to, co rozrzucił, gotuję, podstawiam, zabieram, i jeszcze próbuję nie reagować na jego niezbyt miłe zaczepki”.

 

Brak rozsądku, czyli komplikowanie sobie życia

– Ale dlaczego nie reagujesz, zareaguj! – zachęcam. A Kaśka uteatralnia swój matczyny los: głośno wzdycha, łapie się za krzyż znowu coś podnosząc z podłogi i wznosi oczy ku niebu:

– O, matko!  Jakoś nie mogę dogadać się z własnym synem! Pomagam i pomagam, i nic!

– A próbowałaś najpierw dogadać się z sobą samą?

Skomplikować sobie życie jest całkiem łatwo. Szczególnie jeżeli brakuje zdrowego rozsądku. Wystarczy traktować zdrowego ośmiolatka jak dwulatka – i już mamy status: To skomplikowane!

 

Macierzyństwo bez radości, traci sens

Jeżeli kochasz syna, to nie wyręczaj, nie usługuj. Pomóż synowi, ale w tym: jak stać się samodzielnym. Kaśka nie daje synowi tego, czego sama sobie nie daje: swobody i radości. Czasami robimy wszystko, żeby życie porządnie dało nam w kość. I nawet nie dostrzegamy w tym własnego udziału.

Niektóre kobiety mają same skomplikowane sytuacje i związki z ludźmi. To znaczy, tak właśnie subiektywnie je odbierają. Skarżą się i nic nie robią, by coś zmienić.

 

Poczucie bezradności osłabia i przygniata

Narzekanie zakleszcza w bezradności i pasywności. Odbiera energię do zmiany. Widzi się tylko znojną powtarzalność, upiorną codzienność. Nie ma się w sobie tej mocy sprawczości. Nie szuka się rozwiązań, tylko coraz bardziej szamocze się i wikła w tej beznadziei.

Popatrz, co robisz z każdym swoim dniem, a zobaczysz – czego nie robisz. Nie chodzi, żeby wszystko prostacko upraszczać, ale żeby usuwać z naszego życia nadmiarowe niezadowolenie.

Kaśka z takim dobrodusznym poświęceniem weszła w rolę matki, że zrobiła z siebie ofiarę. Ale czy może dobrze matkować, skoro nie panuje nad swoim życiem?

Dobra – jest źle! A to znaczy, że muszę coś z tym zrobić!

 

Życie zaczyna się komplikować, kiedy tracimy z oczu samą siebie

Kaśka narzuca się synowi, a samą siebie odrzuca. Lekceważy swoje własne potrzeby, które ma jako człowiek, kobieta. Z uporem maniaczki wciska siebie w wąskie pudełko z etykietą: Matka poświęcająca się.

Chcesz mieć czas dla siebie, wygospodaruj go. Uda się. Od samego narzekania doba się nie rozciągnie o dodatkowe dwie godziny. Nie obwiniaj losu – szukaj możliwości zmiany w sobie.

Można sobie powiedzieć: No dobra, skoro jest tak źle, to może zrobić coś, żeby było lepiej. Sytuacja nie musi być trudna, to uczucia są skomplikowane. Czasami trzymamy się zapętlonych sytuacji, bo mamy z tego jakąś ukrytą korzyść.

Dlaczego ja się tak zaprzedałam tym obowiązkom?

Wolę się zaharować, bo wtedy łatwiej mi o czymś zapomnieć.

Dołożę sobie niepotrzebnych obowiązków przy dziecku, ponarzekam na syna i tym wszystkim przykryję zranione uczucia. Znieczulę się na to coś, co jest ważne, ale co jednocześnie tak mnie przeraża, że boję się za to zabrać.

 

Komplikowanie często bierze się z przemilczania

Mniej lub bardziej świadomie. Zauważam, że Kaśka mówi tylko o synu, a pomija męża. Nadopiekuńczość w stosunku do syna, może być brakiem czułości w relacji z mężem. Może nie dostaje od niego tego, czego by chciała. Uwagi. Wsparcia. Intymnej delikatności.

Nie ma tej żywej bliskości małżeńskiej i Kaśka ucieka w niańczenie. To jej schron. Tak się tam schowała, że przestała widzieć męża. I mamy błędne koło. Powstało zapętlenie, które jednak wcale nie ma przyczyny w braku samodzielności dziecka. Nie zawsze boli tu, gdzie się trzymamy. Czasami łatwiej mieć trudniej. Lepiej wyszorować piekarnik, umyć okna, sprzątnąć apteczkę, niż porozmawiać z mężem o tym, dlaczego ze sobą nie rozmawiamy. Powodów tkwienia w złej sytuacji może być bardzo dużo. Dobrze je rozpoznać.

 

Zrób „listę krzywd”, które sama sobie wyrządzasz

Może kogoś traktujesz zawsze ulgowo. Dajesz się wyręczać. Jesteś na każde zawołanie mamy, męża, przyjaciółki. Robisz tysiąc rzeczy, większość zbędnych, i rachunek jest prosty: Liczysz się mniej, niż wypastowana, co sobotę podłoga.

Bądź dla siebie osobą znaczącą. To od Ciebie zależy, co robisz ze swoim życiem. Zamiast bić się z myślami, działaj. Życzliwie rozlicz się z tych swoich niedoskonałości. Dobra, byłam taka, ale teraz coś z tym zrobię. Dla samej siebie.

W życiu rzadko jest łatwo, ale ważne jest odnaleźć się w tej trudnej sytuacji i jakoś ją zmieniać.

Może nie dostajesz wszystkiego, co chcesz, ale przecież dostajesz wystarczająco dużo, żeby iść dalej, rozwijać się, pomóc sobie.

A może uznać, że życie jest nie tyle skomplikowane, ale złożone, a czasami nawet w piękny sposób. I z tą myślą przetrwać jesień, a jak się uda, to i przezimować, bo potem to wystarczy tylko poczuć wiosnę i znowu wszystko jest jasne i proste, jak słońce.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.