Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Katolicy, luteranie i 500-lecie Reformacji. Czy rozłam należy świętować?

PRZYBICIE TEZ LUTRA DO DRZWI
REPORTER
Udostępnij

Wspólne uczestnictwo Kościołów chrześcijańskich w obchodach 500-rocznicy Reformacji ma charakter pokutnego upamiętnienia i powinno stanowić impuls do rachunku sumienia dla każdej ze stron. Nie należy go pochopnie utożsamiać z radosnym lub beztroskim świętowaniem.

Dyskusja na temat tego, czy Kościoły (w tym szczególnie Kościół katolicki) powinny razem ze wspólnotami protestanckimi obchodzić rocznicę drugiego co do wielkości po wydarzeniach z 1054 roku rozłamu w świecie chrześcijańskim – ogłoszenia przez Marcina Lutra 95 tez na drzwiach katedry w Wittenberdze, które jednocześnie zapoczątkowało ruch Reformacji – trwa już od dłuższego czasu.

Kończący się właśnie Rok Reformacji przebiegał pod znakiem tak istotnych wydarzeń, jak wizyta papieża Franciszka w Szwecji połączona z podpisaniem przez przedstawicieli Kościoła katolickiego i Światowej Federacji Luterańskiej wspólnej deklaracji. Wydaje się, iż przypomnienie najważniejszych treści tych dokumentów, jak również oświadczeń przedstawicieli Kościoła katolickiego oraz wspólnoty luterańskiej wygłoszonych na przestrzeni ostatnich lat, pomoże zrozumieć i odpowiedzieć na pytanie, jak należy właściwie rozumieć wspólne obchody rocznicy Reformacji.

 

Co mówią przeciwnicy wspólnego obchodzenia Roku Reformacji

Na początku jednak przyjrzyjmy się krytyce wspólnego uczestnictwa różnych Kościołów w wydarzeniach Roku Reformacji. Argumentem podnoszonym najczęściej przez jego przeciwników jest pewna absurdalność świętowania lub obchodzenia rocznicy wydarzenia, które w swoich dalekosiężnych skutkach przyniosło kolejny podział w chrześcijaństwie.

To mniej więcej tak, jakby wieloletnie małżeństwo nagle rozpadło się, a po latach wspólnie zaczęło świętować rocznicę ogłoszenia rozwodu lub zżyta rodzina, która zaczęłaby obchodzić uroczyście dzień, w którym niegdyś kilku jej członków na trwałe zerwało relacje z resztą krewnych.

Pozostając na płaszczyźnie zwykłej logiki, uznać możemy ten argument za trafny – wydarzenia, które stanowią pewną bolesną i wciąż niedającą się zapomnieć głęboką ranę – trudno jest świętować przy szampanie, konfetti i udawanych uśmiechach. Skoro mój bliski przyjaciel kiedyś mnie zawiódł i odrzucił, a nasze relacje nie wróciły do tej pory do dawnej zgody, to jaki sens ma wspólne obchodzenie rocznicy naszej kłótni? – zapyta wielu.

Innym argumentem jest zarzut, że wspólnie uczestnicząc w obchodach rocznicowych, obydwie strony wyrzekają się własnej tożsamości. Ufundowana jest ona przecież w dużej mierze na wydarzeniach sprzed kilkuset lat lub reakcji na ich przebieg oraz skutki.

Zdaniem krytyków, wspólne obchodzenie takich rocznic sprzyja raczej relatywizacji prawdy, wymuszając na uczestnikach milczenie na temat trudnych wydarzeń z przeszłości i skoncentrowanie się na błahych i płytkich kontaktach o charakterze grzecznościowym i dyplomatycznym.

 

„Świętowanie” Roku Reformacji?

Aby odpowiedzieć na powyższe zarzuty, należałoby na początku zwrócić uwagę, że wielu krytyków wspólnego uczestnictwa chrześcijan różnych wyznań w obchodach Roku Reformacji używa w opisie tych wydarzeń terminu „świętowanie”. Nie jest on jednak trafny i ścisły, jak również wydaje się mylnie oddawać istotę tego, z czym mamy do czynienia.

Na gruncie eklezjalnym pojęcie „święto” wywodzi się wprost od „świętych” – oznacza oddawanie powszechnej czci osobom Boskim, postaciom zaliczonym w poczet świętych lub wydarzeniom posiadającym duże znaczenie w historii zbawienia. Święto to dzień nadzwyczajny, różny od dni powszednich, w którym powinniśmy oddawać się nieco innym czynnościom niż tym, które spełniamy w zwykłe dni. W życiu świeckim z kolei, świętowanie to pewnego rodzaju odpoczynek, radosna i beztroska zabawa połączona z relaksem i regeneracją naszych sił.

W przypadku wydarzeń Roku Reformacji trudno stwierdzić, aby uczestnictwo w nich przedstawicieli lub hierarchów innych Kościołów chrześcijańskich miało charakter rzeczywistego, radosnego i beztroskiego „świętowania”.

To raczej wspólna obecność, zaduma, tak jak złożenie wieńców i spotkanie pod pomnikiem upamiętniającym znaczące, choć różnie oceniane z perspektywy czasu wydarzenie historyczne.

 

Wspólny rachunek sumienia katolików i luteranów

Tego rodzaju intuicje potwierdza ubiegłoroczny list „Złączeni w nadziei”, podpisany przez ks. Martina Jungego ze Światowej Federacji Luterańskiej i kardynała Kurta Kocha, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

Autorzy odwołują się wprost do zarzutu o „świętowanie rozwodu” i wskazują, że obecność wciąż podzielonych chrześcijan na obchodach Roku Reformacji to rodzaj wspólnego upamiętnienia oraz refleksji nad grzechami popełnionymi przez naszych przodków.

Przeszłości nie możemy zmienić, możemy jednak wspólnie, wsłuchując się z szacunkiem w punkt widzenia drugiego, podjąć rachunek sumienia nad własnymi zaniedbaniami, tak, aby zapobiec podobnym wydarzeniom na przyszłość. Wina za rozpad wspólnoty – choć dyskusja o jej stopniu jest zazwyczaj bardzo trudna i mozolna (najłatwiej widzieć i piętnować grzechy bliźniego, najtrudniej – swoje własne!) – najczęściej dotyczy każdej ze stron.

W tym kontekście przedstawiciele Kościoła katolickiego od wielu już lat wskazują, że niezależnie od późniejszej sekwencji wydarzeń, wystąpienie Marcina Lutra w 1517 roku było w wielu punktach uzasadnioną, a nawet potrzebną krytyką stanu Kościoła na przełomie Średniowiecza i Renesansu.

Nie chodzi tu tylko o najsłynniejszy dzisiaj postulat Lutra: krytykę praktyk handlowania odpustami, ale również o osłabienie świadomości liturgicznej wiernych, nieznajomość Pisma Świętego spowodowaną brakiem przekładu ksiąg biblijnych na języki narodowe, rozkład życia moralnego wielu dostojników Kościoła lub dążenie XVI-wiecznego Rzymu do budowy potęgi politycznej.

Jan Paweł II podczas wizyty w Niemczech w 1980 roku, spotykając się z przedstawicielami wspólnoty luterańskiej, ocenił, że ówczesny Kościół nie wysłuchał dostatecznie i z uwagą wszystkich postulatów Lutra i jednocześnie przeprosił protestantów za grzechy nienawiści, których katolicy dopuszczali się wobec nich po rozłamie.

Rachunku sumienia dokonują również sami luteranie, którzy coraz częściej przyznają, że również oni dopuszczali się aktów nienawiści i agresji wobec katolików i innych chrześcijan, a część zjawisk, które na początku sami mocno krytykowali – np. budowę przez Kościół potęgi politycznej, przejęli i „twórczo” rozwijali poprzez budowę Kościołów państwowych i wykluczanie wiernych innych Kościołów (szczególnie katolików) z życia publicznego.

 

Wspólne opłakiwanie ran

Znacząca jest również treść wspólnej deklaracji, podpisanej w ubiegłym roku w szwedzkim Lund przez papieża Franciszka i Światową Federację Luterańską. Jej centralnym stwierdzeniem wydaje się refleksja, że w 500-lecie informacji obydwie strony „opłakują przed Chrystusem, że niegdyś wspólnie zraniły widzialną jedność Kościoła”.

W deklaracji bezwzględnie odrzucono wszelką nienawiść i przemoc, minioną i obecną, zwłaszcza stosowaną w imię religii, i dostrzeżono, że przez wieki, jak również współcześnie, wciąż istnieje pokusa do wykorzystywania wiary dla celów ziemskich, w tym – do rozgrywania i podgrzewania konfliktów politycznych.

Pomimo wciąż istniejących różnic doktrynalnych – zwłaszcza w kwestii charakteru i kształtu Kościoła, sakramentów, kultu Matki Bożej i świętych – wspólna wiara w Chrystusa umożliwia wspólne uderzenie się w piesi i publicznie wyznanie raniących grzechów, które doprowadziły do rozłamu.

 

Wspólne świadectwo katolików i luteranów

Chrystusowy fundament, który zachowały podzielone Kościoły, wzywa i upoważnia, aby pomimo różnic wspólnie dać świadectwo wierności dwóm najważniejszym przykazaniom: miłości Boga i bliźniego, a zatem również – całego stworzenia.

Nie mamy więc świętować i beztrosko bawić się z powodu dawnego rozłamu, ale dzisiaj objąć swoją chrześcijańską troską wszystkich potrzebujących: bezdomnych, biednych i wykluczonych, jak również uchodźców i przybyszów.

Wspólne upamiętnienie wydarzeń i obecność na nich przedstawicieli różnych Kościołów to szczególny znak dla świata, że mimo różnic, trudnej historii i trwałych nieporozumień, chrześcijanie mogą wspólnie działać na rzecz świata bardziej przenikniętego Bożą obecnością. Taka wspólna obecność jest z pewnością lepsza od izolacji, alienacji i bolesnej samotności, które na dłuższą metę nie są w stanie dać dobrych owoców.

Taka postawa nie oznacza zupełnie wyrzeczenia się przez Kościoły własnej tożsamości ani pominięcia tematów trudnych i drażliwych we wzajemnych relacjach. Nimi z kolei zajmują się od dłuższego czasu w sposób żmudny i nie zawsze przynoszący natychmiastowe, widoczne efekty specjalistyczne komisje teologów i historyków.

Zawsze jest jednak lepiej, gdy pozostajemy zwróceni ku sobie i podajemy sobie ręce, niż stoimy odwróceni do siebie plecami i ukryci za grubymi murami uprzedzeń i pretensji – wydają się nam mówić przedstawiciele Kościołów w 500-lecie smutnego podziału.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail