Aleteia

Jak święta Faustyna przywitała na świecie naszą córeczkę

KOBIETA W CIĄŻY
Shutterstock
Udostępnij

Kiedy ogłosiliśmy światu radosną nowinę, że spodziewamy się kolejnej córeczki, nikt nie zareagował entuzjazmem, z jakim spotykają się świeżo upieczeni rodzice. Nikt, poza św. Faustyną…

Nasze ósme dziecko – to już rutyna?

Faustyna Rutyna Mokrzycka – to nasza córka. Dla dzisiejszego opowiadania konieczne jest, by powiedzieć o niej przede wszystkim to, że urodziła się w naszej rodzinie jako ósme dziecko. A chcę Wam pokazać na przykładzie Faustynki, w jak niezwykły sposób człowiek może zostać na tym świecie powitany, i co z tego wynika.

Przywitanie gościa w domu jest nadzwyczaj ważne – to, jak będzie on tam się czuł, jaki charakter będzie miała jego wizyta, zależy w dużej mierze od tego, jak został powitany. Owszem, pewnie można wiele braków w przyjęciu bliźniego nadrobić na dalszym etapie goszczenia go, ale nie jest to łatwe, bo i tak ciągle trzeba nadrabiać coś, co zostało niedopilnowane z powodu naszej małoduszności… Tak jest i z dzieckiem: czy jest od samego początku chciane, czy też nie, należy mu się serdeczne powitanie na tej ziemi.

Być może zaskoczę wielu z Was wyznaniem, że w okoliczności tak niesamowitego wydarzenia, jakim są narodziny dziecka, może w rodzinie wielodzietnej wkraść się rutyna. Poniekąd jestem w stanie to zrozumieć.

 

Radość z narodzin – nie dla wszystkich?

Jest wokół nas wiele par, które bardzo długo czekają z podjęciem decyzji o poczęciu dziecka, jest też wiele par mocno dotkniętych tragedią niemożności jego poczęcia. I gdy wreszcie Bóg pobłogosławi życiem „przy nadziei”, nic dziwnego, że całe otoczenie – jeśli nie jest pozbawione zwyczajnej głęboko ludzkiej wrażliwości – cieszy się i raduje wraz z parą nowych rodziców.

Dziecko takie jest od początku hołubione, mocno oczekiwane, a mama rozpieszczana pytaniami przyjaciół pełnymi troski, współczucia i uznania. Radość, którą daje rodzicom dziecko, jest wspaniałym darem, jest – czasem tak sobie myślę – hartowaniem ich na przyszły trud rodzicielstwa.

Człowiek posiada taką cechę, że potrafi się prawie do wszystkiego przyzwyczaić. Ja dostrzegam to wyraźnie w pierwszym kęsie czekolady, który jest absolutnie najpyszniejszy, w pierwszej zieleni wiosny i kwitnących wówczas kwiatów, które dostarczają mi rozkoszy Edenu, czy w pierwszym ożywczym chłodzie wczesnej jesieni, który przynosi ulgę po piekącym lecie.

 

Ósme dziecko – nikt nie zareagował entuzjazmem

Jak już wiecie, Faustyna jest naszym ósmym dzieckiem i pewnie dlatego, kiedy ogłosiliśmy światu radosną nowinę, że spodziewamy się kolejnej córeczki, nikt nie zareagował entuzjazmem, z jakim spotykają się świeżo upieczeni rodzice. Niewiele osób szczególnie nam pogratulowało, niewielu się dopytywało o zdrowie dziecka pod sercem matki, niewielu wreszcie okazywało troskę o zdrowie mojej żony. Będąc jednak pogrążonymi w wirze obowiązków rodzinnych, nie zwracaliśmy z początku na ten brak szczególnej uwagi.

Wreszcie nadszedł ten dzień, w którym Faustyna miała przyjść na nasz świat. Był to wtorek. W czwartek razem z moją żoną Faustynka przybyła do naszego mieszkania. Przybyło któreś już kolejne dziecko, więc to „normalne”, że pojawia się w naszej rodzinie Ktoś nowy.

Do tego stopnia normalne, że nawet specjalnie niedostrzegalne. Nikt z bliskich – nie wyłączając najbliższych – nie przyjechał do nas, żeby powitać maleństwo. Nikt nie oglądał go, nie przeżywał cudu przyjścia na ten świat. A przecież ono nie wiedziało o tym, że jest ósme! Nie wiedziało, że radość ludzie przeżywają chętnie, gdy jest spontaniczna i łatwo przychodzi, będąc miłym zaskoczeniem. Ale w czasach łatwo dostępnych rozrywek i łatwej ucieczki przed samotnością, radość, o którą trzeba walczyć, którą trzeba sobie wywalczyć w rutynie powtarzalnych wydarzeń codzienności, radość w normalności życia rodzinnego jest lekceważona. Nawet ta pierwszego sortu.

 

Relikwie św. Faustyny w naszym domu

W przeddzień powrotu dziewczyn ze szpitala spotkała mnie koleżanka, która zapowiedziała się u nas z wizytą na niedzielny poranek, obiecując z tajemniczą miną sprawić nam niespodziankę. I rzeczywiście, w niedzielę rano, trzy dni po zamieszkaniu z nami Faustynki, przyszła ona ze swoim kolegą i, co nadzwyczaj dla nas niesamowite… z relikwiami św. siostry Faustyny.

Okazało się, że nasi znajomi przewożą te relikwie z Polski do Francji, a po drodze mogą one zrobić sobie parodniowy postój właśnie w naszym mieszkaniu. Czuliśmy się naprawdę bardzo zaszczyceni tak niezwykłym Gościem i piękną hojnością Pana Boga.

Po odjechaniu relikwii zdaliśmy sobie sprawę z całej sytuacji, jaką w tym opowiadaniu opisuję. Maleństwo, które staraliśmy się jako rodzice przyjąć w imię Boga, nie zostało powitane z radością przez otoczenie, bo to przecież jedno z wielu naszych dzieci, które tak łatwo poczynamy.

Ale dla Boga każdy jest wyjątkowy. On o nikim nie zapomina, a na pewno nie zapomina o tych maleńkich. Nie przyszli bliscy, to przybyła powitać ją patronka naszej córeczki, siostra Faustyna. Święci uczą nas, że właśnie w rutynie i powtarzalności banalnej codzienności należy szukać głębokiego sensu i radości, którą tam trzeba sobie wywalczyć.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jest moją intencją czynienie komukolwiek zarzutu niepowitania naszego dziecka, nieprzeżywania wraz z nami radości. Czuję się w tym momencie wolny od zazdrości o radość wokół tych par, które spodziewają się pierwszego dzieciątka.

Chciałbym tylko dać Wam świadectwo tego, że świętych obcowanie, ich udział w naszym życiu, to nie jakiś abstrakcyjny związek frazeologiczny z zakurzonego Katechizmu Kościoła Katolickiego. Że Bóg pamięta i o wielkich, i o maluczkich, ciesząc się każdym życiem, nawet jeśli (do czasu!) tego nie zauważamy. Że zapominamy – tu mogę bić się w piersi – iż prawdziwie głęboką, czystą radość Bóg ukrył dla nas, rodziców w trudnej codzienności zwyczajnego życia.