Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Była bezdomna, ale poszła na Harvard. Lekcje odrabiała na klatce schodowej

LIZ MURRAY
Rosie Hallam /eyevine/EAST NEWS
Udostępnij

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Liz Murray miała powtórzyć życiowe błędy swoich rodziców i skończyć na jednej z ulic Bronxu. Stało się jednak zupełnie inaczej.

Kiedy urodziła się Liz, jej tato siedział w więzieniu, a uzależniona od narkotyków mama nie miała pojęcia, jak radzić sobie z dwojgiem małych dzieci. Sytuacja w ciągu kolejnych lat specjalnie się nie zmieniła – rodzice za pieniądze z zasiłku kupowali raczej kolejną działkę koki niż jedzenie.

 

Z głodu zjadała pastę z pomadką

Liz właściwie nigdy nie dostała szansy, żeby poczuć się dzieckiem, które potrzebuje opieki i zainteresowania. W wieku sześciu lat mogła swobodnie przeklinać w obecności dorosłych, chodzić spać o dowolnej porze, wiedziała ze szczegółami, co to seks i umiała zademonstrować, jak się „daje w żyłę”. Rodzice w ciągu jednej nocy potrafili kilkanaście razy wyjść „po towar”, a ona w tym czasie czekała na nich przy oknie, martwiąc się o to, czy ktoś ich nie napadł. Pójście do szkoły po czymś takim było ostatnim, o czym myślała.

Czytaj także: Znalazł torebkę i oddał ją właścicielce. A potem ona uratowała mu życie

Pewnego razu, kiedy znowu z głodu bolał ją brzuch, razem z siostrą zjadła tubkę pasty do zębów i wiśniową pomadkę. W wieku dziewięciu lat chodziła od sklepu do sklepu szukając pracy, ale dorośli śmiejąc się odsyłali ją z kwitkiem. Przez jakiś czas zajmowała się tankowaniem samochodów i pakowaniem zakupów w sklepie – dzięki temu za zarobione pieniądze mogła kupić coś do zjedzenia. Musiała jednak dobrze chować swoje banknoty – mama i tata, gdyby je znaleźli, prawdopodobnie wydaliby na narkotyki. Potem płacząc, wśród wyrzutów sumienia, znowu przepraszaliby swoje dzieci za to, że nie umieją być rodzicami.

 

Bezdomność w Bronxie i AIDS

Liz nie znała innej rzeczywistości niż ta, która przypadła jej w udziale, dlatego mimo głodu, brudu, wyśmiewania przez rówieśników i ciągłej niepewności nie czuła się nieszczęśliwa. Pierwszą wielką tragedią w jej życiu była wiadomość o tym, że mama zachorowała na AIDS. Pojawił się strach i poczucie, że – w wieku dziesięciu lat – to ona jest od tej pory odpowiedzialna za swoją rodzinę.

Czytaj także: Klasztor, którego charyzmatem jest opieka nad dotkniętymi HIV i AIDS

Wzajemne szprycowanie się narkotykami stało się jedynym, co łączyło mamę (u której zdiagnozowano również nawracające napady schizofrenii) i tatę Liz. Ostatecznie kobieta wyprowadziła się do „przyjaciela”, który wyładowywał na niej swoją frustrację, a jej córki traktował jako zbędny ciężar. AIDS w tym czasie dokonywało w jej ciele coraz większego spustoszenia. Ojciec Liz krótko później został eksmitowany z mieszkania i zmuszony do przeniesienia się do schroniska dla bezdomnych.

Liz czuła, że nie ma już swojego domu. Razem z przyjaciółką i swoim chłopakiem Carlosem przeniosła się na ulicę.

 

Bezdomni – niewidzialni w tłumie

Świat dzielił się na „ich” – chodzących do pracy, jedzących świeże pieczywo i wiedzących, gdzie spędzą kolejna noc – i „nasz” – brudnych, głodnych, niewidzialnych w tłumie. Z Carlosem zazwyczaj udało się ukraść coś do jedzenia alb znaleźć miejsce do spania. Pewnego razu zniknął jednak na dłuższy czas, a potem pojawił się z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi. Opłacił motel, fundował przyjaciołom taksówki i luksusowe kolacje. Jednocześnie stawał się coraz bardziej nieobliczalny i agresywny. Pieniądze czerpał z handlu narkotykami. Liz zaczęła czuć do niego obrzydzenie i ostatecznie uciekła.

W tym czasie umarła mama Liz. Tata nie dotarł na pogrzeb, złapano go w metrze, bo jechał na gapę.

Czytaj także: Bezdomna panna młoda: „Mam taki głupi kobiecy problem…”

 

Czteroletnie liceum w dwa lata. Najwyższe wyniki

Minęły dwa lat odkąd Liz rzuciła szkołę i nie miała gdzie mieszkać. Zaczęła się zastanawiać, jak by to było móc samemu opłacać czynsz. Wiedziała, że sposobem na zarobienie pieniędzy potrzebnych do opłacania czynszu jest zdobycie wykształcenia, które pozwoli jej dostać w przyszłości dobrą pracę.

Przyjaciółka poleciła jej Humanistyczną Akademię Przygotowawczą. Szkoła okazała się strzałem w dziesiątkę. Pracowali tu nauczyciele naprawdę oddani swoim uczniom, a klasy liczyły maksymalnie kilkanaście osób. Wierzyli w nią i mówili jej, że może osiągnąć postawiony sobie cel.

Czytaj także: Niezwykła metamorfoza bezdomnego hipstera!

Tym celem było skończenie czteroletniego liceum w dwa lata z najwyższymi możliwymi wynikami. Przez cały ten czas była bezdomna.

W wakacje pracowała, aby zarobić na jedzenie na kolejne miesiące. W ciągu roku spała na różnych klatkach schodowych, przy migających żarówkach, pisząc wypracowania i rozwiązując zadania z matematyki. Czasami ktoś ze znajomych przyjmował ją na noc i pozwalał jej skorzystać z łazienki, ale wtedy musiała wśliznąć się, kiedy domownicy już spali i wymknąć się, zanim się obudzili. Zdarzało się, że całą noc jeździła metrem, ale to było bardzo niebezpieczne. Niewyspana, głodna wstawała rano i szła do szkoły, w której zostawała najdłużej, jak się dało.

Z egzaminów końcowych otrzymała same najwyższe wyniki. Czteroletnie liceum skończyła w dwa lata.

 

Liz Murray. Z ulicy na Harvard

Dyrektor szkoły zaproponował jej coś niemożliwego – złożenie podania na Harvard. Czesne i koszty utrzymania są tam nieprawdopodobnie wysokie, a Liz wciąż miała problemy z kupieniem sobie jedzenia na kolejny dzień.

Na horyzoncie pojawiła się jednak nadzieja – „New York Times” oferował sześć wysokich stypendiów, które wystarczyłyby na naukę na Harvardzie. Ubiegało się o nie trzy tysiące absolwentów szkół średnich. Kiedy Liz dostała informację, że dostała stypendium, nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Krótko potem otrzymała list gratulacyjny – dostała się na Harvard!

Czytaj także: Zagraniczne media chwalą polskich chłopców, którzy pomogli bezdomnemu

 

Bezdomna, która została autorytetem

Liz Murray skończyła psychologię na Harvardzie. Wyszła za mąż i ma dwoje dzieci. Jest zapraszana na wiele konferencji, podczas których dzieli się swoją historią. Angażuje się w różne inicjatywy wspierające dzieci z trudnych środowisk.

Tato Liz również zmarł na AIDS. Zaprosiła go do swojego mieszkania i opiekowała się nim pod koniec jego życia. W ostatnich latach przestał brać narkotyki, zaangażował się w prowadzenie spotkań „grupy zapobiegania powrotowi do nałogu”. Przed śmiercią zostawił córce karteczkę: „Lizzy, porzuciłem swoje marzenia dawno temu, ale teraz wiem, że zostaną bezpieczne z Tobą. Dziękuję, że znów uczyniłaś z nas rodzinę”.

*Swoją historię Liz Murray opisała w książce wydanej po polsku jako Przełamać noc.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail