Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: Czy święci muszą być straszni?

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Jak nie ulec pułapce „ciężkiego, świętego życia” i nie przestać wierzyć, że świętość to przygoda?

1 listopada, na mszę w mojej parafii dzieci przebrały się za wybranych świętych. Wypadło uroczo. Dwie święte Anny, jeden nieokreślony (ale święty!) kardynał, dwie Hiacynty i jeden Franciszek z Fatimy.

Pośród nich jednak kilka świętych, w których skórę osobiście nigdy nie chciałabym wchodzić: św. Jadwiga, Karolina Kózkówna i męczennik, któremu „ścięto głowę”, co z dumą podkreślił mały aktor.

 

Święty uśmiechnięty… Czy nie?

To była naprawdę piękna msza i mądre kazanie. Dzieci i dorośli dowiedzieli się, że świętym jest każdy z nas. Że świętość dostaje się od Boga, że to nie tylko ludzka zasługa.

Opowiedziałam o sytuacji na moim Instagramie z pytaniem: jakich znacie świętych, którzy nie przeżyli traumy? Okazało się, że nie tylko mi brakuje historii dających nadzieję i nie napawających lękiem, że Bóg głównie „wymaga” i „oczekuje”, a trauma to najwznioślejsza droga do Nieba.

 

Konsekwencje „bajek” o świętych

Cierpienie ma sens. I jest niesamowitą ofiarą. Ale to nie ono jest sensem czy celem życia chrześcijanina. Idąc więc tropem myśli rodziców, którzy kilkuletnią dziewczynkę przebierają za Karolinę Kózkównę, zastanawiam się, jak o świętych opowiadamy dzieciom.

Jakich świętych stawiamy im i sobie za wzór, i dlaczego?

Czy nie zapominamy o tym, że historie świętych to nie legendy o smokach, a żywe świadectwa, które funkcjonują później w naszej psychice jako wzór? Jak niby naśladować śmierć i cierpienie? I dlaczego zapominamy, że świętym nigdy o nie nie chodzi, że są ostatecznością lub co najwyżej środkiem do celu?

 

Trudne hagio-biografie

Możliwe, że to mój głębszy problem, ale nie przekonuje mnie wiele hagiograficznych opowieści. Widzę w nich ludzkie cierpienie, czasem zaburzenia psychiczne i depresje.

Widzę trzynastoletnią Jadwigę, zmuszoną do ślubu z dużo starszym Jagiełłą. I jej ucieczkę – w posty, głodówki. Widzę Karolinę Kózkównę i ratunek, który dla każdej kobiety jest oczywisty – śmierć boli mniej i krócej niż gwałt. No i ta proliferska niekonsekwencja – czy dziewictwo rzeczywiście jest bardziej wartościowe niż życie?

Widzę bohaterskie śmierci. Ścięte głowy, obcięte piersi, więzienne cele. Podziwiam odwagę ludzi, którzy dla idei zgodzili się na kalectwo, śmierć, utratę wszystkiego, co po ludzku jest ważne. Byli w sytuacjach, które mnie prawdopodobnie ominą. Mierzyli się z tragediami, o których nie śnię w najgorszych snach. Szanuję to i podziwiam. Ale czasem też zwyczajnie się boję.

Bo sama słuchałam tych opowieści od małego.

 

Dorastanie w „świętym” lęku

Pełne krwi i nieszczęść żywoty świętych, ale też porywające świadectwa egzorcyzmów długo budowały we mnie pulsujący lęk. Miałam wrażenie, że muszę obudować się solidnymi godzinami litanii i koronek, żeby nie dać się czyhającemu za rogiem szatanowi. Bałam się uczestniczyć w dużych nabożeństwach, bo co, jeśli jestem opętana, a o tym nie wiem? Nie chcę przecież wić się w spazmach na oczach dziesiątek ludzi. A może ten właśnie lęk powoduje zły duch?

Takie zapętlenie tylko kumulowało strach. I absolutnie nie zbliżało mnie do Boga. We własnej głowie zaczynałam się czuć jak w więzieniu. Byłam dla siebie faryzeuszem, wymierzającym kolejne baty. Na wszelki wypadek.

Odkrywam Boga niemagicznego

Dopiero jako dorosła osoba odkrywam Boga niemagicznego. Żeby w Niego uwierzyć, musiałam się odsunąć od emocjonalnych wyobrażeń i pozwolić samej sobie na brak jasnej odpowiedzi na każde pytanie. A może właśnie – musiałam pozwolić sobie na pytanie: czy chcesz iść za Mną, a nie za wyobraźnią, emocjami, wyimaginowanymi wymogami, które dają ci złudne poczucie bezpieczeństwa?

„Jeśli nie praktykujemy żadnych form okultyzmu, magii i wywoływania duchów, to nic złego ze strony demonów nam nie grozi. Mówi nam o tym Biblia i nauczanie Kościoła”.

To zdanie o. Jacka Prusaka z książki „Poznaj siebie, spotkasz Boga” mocno sobie podkreśliłam. Jest jak lekarstwo na katolickie halloween – tym gorsze, że uzasadnione udokumentowanymi autorytetami.

 

Świadectwa z nutką nadziei

Dziś już wiem, że świętość nie bierze się z dyscypliny, zacięcia czy z lęku. Ona jest darem, który współgra z oddaniem. Łaską, która nie działa na idealnej abstrakcji, ale na błądzącej, ludzkiej naturze.

Św. Filip Neri, św. Jan Bosko, Jan Paweł II, Pier Giorgio Frassatti – to tylko kilka nazwisk, które zamiast obaw wywołują u mnie i innych Instagramowiczów uśmiech. Pozwalają nam uwierzyć, że świętość to szczęście i spełnienie, a nie trauma.

Mam cichą nadzieję, że właśnie takie świadectwa będziemy stawiać dzieciom za wzór. Do tych trudniejszych autorytetów warto dorosnąć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail