Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy warto mieć na wszystko „wywalone”?

MĘŻCZYZNA ODPOCZYWA PRZY BIURKU
Shutterstock
Udostępnij

Mam taki zwyczaj z jednym z moich pracowników, że widujemy się mniej więcej raz na miesiąc na mszy o 6.30, a później na śniadaniu. Czasem, gdy zaśpimy – od razu na śniadaniu. I właśnie on, w trakcie jednego z tych spotkań wypowiedział słowa, które mnie mocno zastanowiły.

Lubię to w Tobie

Co dokładnie wtedy powiedział? Między kawą, kanapką a omawianiem różnych tematów firmowych, na chwilę się zawiesił i mówi:

– Maciek, wiesz co w Tobie lubię?

– Nie mam pojęcia.

– Że Ty masz na wszystko „wywalone”.

Z wrażenia o mało się nie zakrztusiłem i musiałem jednak dopytać o rozumienie tej frazy. Bo przecież nie jest tak, że się nikim i niczym nie przejmuję – jest wręcz przeciwnie! Czasem mnóstwo czasu poświęcam komuś tylko po to, by lepiej się poczuł, mimo że to ja zostałem przez niego skrzywdzony, a nie na odwrót. To ja też jestem poniekąd znany z tego, że potrafię i chcę widzieć potencjał w najsłabszych nawet członkach zespołu i popróbować na wszelkie sposoby znaleźć im w firmie miejsce. Ale mimo to, czułem tu jakąś analogię i się z nią zgadzałem.

– No tak, wiesz, tu chodzi bardziej o to, że Ty się nie przejmujesz tym, kto co uważa albo nie boisz się podjąć jakiegoś wyzwania, mimo że inni w życiu by się za to nie wzięli i odradzają temat.

Zrozumiałem!

 

Czy dobrze jest mieć na wszystko „wywalone”?

Cecha, którą mój kolega opisał to moim zdaniem bardzo ważna rzecz i chyba nie da się jej mieć, a raczej trzeba wyrobić. To znaczy, pewnie można mieć coś podobnego, ale wówczas jest to po prostu impertynencja i być może chamstwo, a nie to, o co nam chodzi.

Tu chodzi bardziej o poczucie wewnętrznej wolności, o niezależność od czyichś nastrojów, opinii, nawet gdyby to była dla nas bardzo ważna osoba. To trochę takie bycie kotem, który chadza swoimi ścieżkami, które wybiera sam. I nawet jest otwarty na opinie innych, ale tylko po to, by wzbogacić przesłanki własnej decyzji.

Lubię się bawić językiem mówionym i pisanym. Pamiętam, że w narzeczeństwie, chcąc przyzwyczaić Narzeczoną (a teraz Żonę) do tego, że to w ostateczności jednak mąż jest głową, pół żartem, pół serio – gdy dyskutowaliśmy jakieś opcje do wyboru albo rady dla moich wyborów – zawsze dodawałem:

– Powiedz, jakbyś zrobiła, żebym mógł lepiej podjąć swoją własną, suwerenną i niezależną, męską decyzję.

 

Nie mieć względu na osoby

To wspomnienie wywołuje uśmiech na mojej twarzy, ale chyba to był jednak dobry pomysł (tu gotowiec do naśladowania przez innych narzeczonych)! Wracając do naszego tematu i mojej porannej rozmowy przy kawie… Zdałem sobie sprawę, że mój rozmówca w potocznych słowach nazwał cechę, którą bardzo sobie cenię, a którą językiem biblijnym należałoby nazwać nieposiadaniem względu na osoby. Tę cechę ma Pan Bóg, więc jest ważna.

Na czym polega? Brak względu na osoby oznacza w mojej opinii sprawiedliwość i niezależność w wyrażaniu sądów na jakiś temat. Właśnie to poczucie wolności było także domeną świętych, którzy znalazłszy się w beznadziejnych okolicznościach, takich jak piekło Auschwitz czy Gułagu, potrafili zachować spokój, optymizm i tę specyficzną radość, która zawsze towarzyszy świętości. Ale nie tylko w tak skrajnych okolicznościach, bo także wtedy, gdy otoczenie ich nie rozumiało, gdy formułowali swoje śmiałe plany.

I takiej postawy każdemu z Was, drodzy czytelnicy Aletei życzę. W zarysowanym wyżej sensie – na wszystko miejcie „wywalone”, także na samych siebie. Jedyna opinia, na której powinno Wam zależeć, to opinia Stwórcy, którą wyrazi na Wasz temat na Sądzie Ostatecznym. I w zasadzie tylko ona się liczy i rzeczy, które będą miały na nią wpływ.

PS Też trochę nie zważając na opinie bezpośredniego otoczenia, ruszyłem z nowym projektem, dziennikiem newsletterowym #GnyszkaDaily. I wiecie co? Opinie są bardzo entuzjastyczne, choć nie napalam się, bo dziś będzie dopiero trzeci dzień. Jednak, jeśli chcielibyście dołączyć, to zapiszcie się na www.gnyszka.pl i zobaczycie, co tam ciekawego serwuję.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail