Aleteia

Polska Jagiellonów widziana… oczami kobiet. Opowiada autorka „Córek Wawelu”

ANNA BRZEZIŃSKA
fot. Andrzej Banaś/WL
Udostępnij

Wielka historia to nie tylko wojny, ale… porody, połogi. Historia powinna zostać o tę perspektywę uzupełniona – mówi Anna Brzezińska, autorka książki „Córki Wawelu”.

Większość naszych przodkiń nie prowadziła, jak Joanna d’Arc, armii. Jako dziewczęta posyłano je na służbę, potem wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem i gospodarstwem, przędły i szyły, modliły się i chodziły na pielgrzymki, gotowały i sporządzały lekarstwa. To ważne – mówi Anna Brzezińska, historyczka, pisarka fantasy, (trzykrotna laureatka Nagrody Janusza A. Zajdla), autorka „Córek Wawelu”, książki historycznej o Jagiellonkach.

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Czytelnicy znają Panią jako autorkę fantasy, tymczasem serwuje Pani potężną powieść historyczną. Jest Pani historykiem – to ułatwiło „przeskoczenie” do innego gatunku literatury?

Anna Brzezińska: Oczywiście. „Córki Wawelu” przenoszą czytelników w epokę, którą zajmowałam się zawodowo przez wiele lat, więc nakreślenie tła historycznego było znacznie łatwiejsze niż gdybym pisała o wieku, powiedzmy, XIX-tym, o którym pojęcie mam raczej ogólne. I nie są powieścią, tylko hybrydą, połączeniem eseju historycznego z fabułą, która jednak nie jest popisem wyobraźni, tylko rekonstrukcją, bardzo mocno opartą na źródłach, i pełni funkcję służebną. Chciałam stworzyć w tej książce obraz czasów królów Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, tyle że odmienny od tego, który zazwyczaj spotykamy na kartach podręczników szkolnych. Dlatego mniej jest w niej historii politycznej i militarnej, znacznie więcej historii społecznej, historii codzienności, historii mentalności. Poza tym staram się wychodzić poza perspektywę królów i rycerzy, czyli historię elit, która najczęściej określa nasze wyobrażenie o przeszłości. Ale w przeszłości żyli również wieśniacy, rzemieślnicy, żebracy i wędrowni klerycy. No i oczywiście kobiety.

 

Zły czas dla kobiet?

Średniowiecze, epoka królów i rycerzy, to nie był dobry czas dla kobiet

To dyskusyjne. Historycy zażarcie spierają się, kiedy los kobiet ulegał pogorszeniu, a kiedy powodziło im się lepiej. Bo przecież wczesne średniowiecze – czasy, co tu kryć, paskudne i brutalne – to zarazem czasy pyskatych dziewic-męczenniczek, świątobliwych królowych, które nawracają swoich barbarzyńskich małżonków, i potężnych opatek. A renesans, o którym opowiadają „Córki Wawelu”, przez wielu kojarzony z pogorszeniem pozycji kobiet, to zarazem epoka potężnych i wpływowych władczyń z Elżbietą Tudor na czele. Historia jest opowieścią o zmianie, lecz nie zawsze da się tę zmianę zamknąć w jednym słowie „lepiej” lub „gorzej”, zwłaszcza że w przeszłości – podobnie jak teraz – doświadczenie kobiet bywało bardzo różne w zależności od rodziny i, mówiąc szerzej, w zależności od warstwy społecznej, do której należała.

Pokazuje Pani epokę przez pryzmat kobiecych doświadczeń: macierzyństwa, porodu, połogu. Skąd taki zamysł?

Bo taka właśnie była osobista historia większości kobiet w przeszłości i uważam, że ta wielka historia powinna zostać o tę perspektywę uzupełniona. Większość naszych przodkiń nie prowadziła, jak Joanna d’Arc, armii. Jako dziewczęta posyłano je na służbę, potem wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem i gospodarstwem, przędły i szyły, modliły się i chodziły na pielgrzymki, gotowały i sporządzały lekarstwa. To ważne. Wciąż wpływa na to, kim jesteśmy i jak się definiujemy jako kobiety, mężczyźni zresztą też.

 

Królowa i służąca

Dotyka też Pani tabu opisując wykorzystywanie kobiet, przemoc seksualną…  

Dla mnie to nie jest tabu. Przemoc w przeszłości bywała inaczej rozumiana niż obecnie, a koncepcja nietykalności cielesnej rodziła się powoli i nie przyjmowano jej bez oporów. Kiedyś mistrz mógł całkiem legalnie grzmocić czeladników po grzbiecie, mąż mógł łomotać żonę, póki nie powodował poważnych obrażeń. Warto tę różnicę widzieć i rozumieć.

Mam wrażenie, że część opowieści utkała Pani na zasadzie kontrastu – oto rodzi królowa na Wawelu, w tym czasie służka w ruderze…

Ten kontrast pozwala również pokazać, że nie ma jednego kobiecego doświadczenia w przeszłości – zawsze oprócz kobiet z elit, zamężnych, szczęśliwych i otoczonych zbytkiem, są też kobiety z plebsu, zależne od innych, wykorzystywane i nie mogące zaspokajać nawet podstawowych potrzeb.

 

Historia z kobiecej perspektywy

Regina – to raczej królewskie imię, czemu dostaje je służąca? Chciała Pani pokazać, że wbrew pozorom, od kobiet jednak całkiem sporo wtedy zależało?

Sporo służących nosiło to imię i spotykamy je w źródłach sądowych, choć raczej w XVII niż XVI wieku. I nie, nie zależało od nich zbyt wiele. Ale dając matce Dosi królewskie imię, chciałam stworzyć dla Dosi, córki Reginy, jakiś związek z królewskimi córkami.

Bohaterki Pani książki są nieoczywiste – wbrew tytułowi są to nie tyle córki Wawelu, co służące czy karlica Dośka.

Dla mnie wszystkie one są córkami Wawelu. Bo dwór to nie tylko miejsce i pałac, nie tylko społeczność i instytucja, ale również etos, system wartości wyznawanych i tworzonych przez królewską rodzinę, ale też przez ich otoczenie.

Pani książka wpisuje się w nurt HERstorii. Do tej pory historię opowiadaliśmy przez pryzmat mężczyzn – co daje nam spojrzenie z perspektywy kobiecej?

Daje nam właśnie to – kobiecą perspektywę. A ludzkość składa się z mężczyzn i kobiet.

https://www.youtube.com/watch?v=BSed4DnkQFI