Aleteia

Bł. Natalia Tułasiewicz: W miłości rozkwitam tak, jak królowa nocy [Wszyscy Świetni]

Udostępnij
Komentuj

Więziona i torturowana przez Niemców, pozostaje wierna wezwaniu Jezusa, który na modlitwie prosi ją, by – nawet jeśli ludzie oszaleli z nienawiści – ona kochała Go tym bardziej. Żyła dla miłości i umarła z miłości.

Chciałam być matką z ciała, chciałam być matką Jankowego dziecka – dzieliłam się z nim tym dziewczęcym marzeniem. Stało się inaczej. Czy jednak instynkt macierzyński wygasł we mnie? Albo instynkt kochanki? Należę do tych kobiet, których można na ulicy nie zauważyć, ale za to w miłości rozkwitam tak, jak królowa nocy, której cud jest niepowtarzalny, jedyny.

Janek nie znał jeszcze całej tajemnicy tego cudu – nie mógł znać. Ale to, w co go miłość moja tylko dziewczęca wtajemniczyła, oszałamiało go szczęśnie. I trzeba być doprawdy ograniczonym półgłówkiem, by tę szczęśliwość przypisywać tylko temu, co dziś się określa powszechnie jako seksapil.

Mojej miłości nie wyczerpują ani pocałunki, ani pieszczoty. Dziś to wszystko zostało mi odjęte, a przecież kochać potrafię tego, od którego odeszłam. Mam ten dar szczególny, dany niektórym tylko kobietom, że gdy kocham, cała rzeczywistość wokół mnie staje się wykładnikiem tej mojej miłości.

Umiem przeobrażać tym tchnieniem ludzi i rzeczy – tę tajemnicę Janek zdążył pojąć. Dlatego, gdy nagle został pozbawiony tego tchnienia, to chociaż walczył z nim najbardziej uporczywie, zostanie zwyciężony stanowczo i ostatecznie miłością moją już nie kobiecą, ale ludzką.
– W dzienniku pod datą: „Ciechocinek, 30 lipca 1938, do południa, w parku na ławce”.

 

Nie ma słów, nie ma takiej szuflady, w której dałoby się zamknąć to CV. Tak, zginęła zagazowana przez Niemców prawie w przeddzień wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, wspominamy ją więc w gronie męczenników II Wojny Światowej, ale przecież przed tą śmiercią było tyle życia!

Natalia z wykształcenia była polonistką, z zawodu – nauczycielką, z zamiłowania – poetką, „pożeraczką” kultury we wszelkich przejawach (kochała zwłaszcza muzykę), a nawet poniekąd była publicystką. To była prawdziwa intelektualna „żyleta”, dusza przyjęć i prywatek, lubiąca dobrze się ubrać, uwielbiająca podróże, wyżywająca się w układaniu bukietów.

 

W Kościele – nie żadna dewotka, ale wzór zaangażowanej świeckiej, która pokazuje, że rolą kobiet nie musi wcale być w nim pranie skarpet księdzu (podobnie zresztą jak nie musi nią być bycie samym księdzem właśnie). Zachodząca w głowę, jak na nowo pożenić ze sobą okresowo dąsające się nawzajem rodzeństwo: wiarę, sztukę i naukę.

Natalia nigdy nie wyszła za mąż. Miłością jej życia był kolega ze studiów, Janek, człowiek też bardzo rzutki intelektualnie, ale chyba również odrobinę pogubiony między światem wielkich idei, a prawdziwym życiem. Byli ze sobą kilka lat, które – mimo superromantycznych początków – mocno dały Natalii w kość.

Jeszcze wiele lat po rozstaniu Natalia pisała o nim w swoim dzienniku, obchodziła rocznice ich pierwszego wyznania sobie miłości, codziennie się za niego (mimo że w dwa lata po rozstaniu – ożenił się) modliła. Ostatecznie pierścionek zaręczynowy oddała proboszczowi na pozłocenie puszki, w której przechowuje się komunię świętą.

Gdy wybuchła wojna i Niemcy wysiedlili jej rodzinę z mieszkania, zostawiła na stole piękne, czerwone jabłko. „Pomyślałam – niech to jabłko tu zostanie, niech przyjaźnie przywita tego, kto przy tym biurku do swojej pracy zasiądzie. Może to będzie człowiek równie jak my nieszczęśliwy. Wróg – ale przecież człowiek!”.

Natalia pisze, że nigdy nie chciała być „starą panną”, że chce „wypełnić tę przepaść, która dzieli świętego w klasztorze od człowieka świeckiego”. Angażuje się w tajne nauczanie, na ochotnika wyjeżdża za polskimi robotnikami przymusowymi do Niemiec, by tam podnosić ich na duchu i dawać nadzieję.

Wpada przez głupotę polskiego kuriera. Więziona i torturowana, pozostaje wierna wezwaniu Jezusa, który na modlitwie prosi ją, by – nawet jeśli ludzie oszaleli z nienawiści – ona kochała Go tym bardziej. Żyła dla miłości i umarła z miłości.

 

Jest to tekst Szymona Hołowni z autorskiego cyklu realizowanego dla Aletei, zatytułowanego: Wszyscy Świetni – Wszyscy Święci. Codziennie (zapraszamy na profil FB). Więcej nieoczywistych historii świętych znajdziesz w książce „Święci pierwszego kontaktu”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail