Aleteia

Czy to Superman, Batman? Nie, to opiekun śmiertelnie chorego

Udostępnij
Komentuj

Superman, Kapitan Ameryka, Hulk, a może Batman? Gdybyśmy byli ankietowanymi w Familiadzie pewnie takiej udzielilibyśmy odpowiedzi na pytanie: kim jest superbohater? Tymczasem często ich nie doceniamy, a oni są tuż obok nas. Czasem zupełnie niezauważeni, a czasem przeklinający pod nosem z bezsilności. Jedno na pewno – prawdziwi. Tak, superbohaterowie są bliżej niż myślisz. Ruszyła właśnie kampania Fundacji Hospicyjnej „Opiekun rodzinny – nie musi być sam”, która kieruje naszą uwagę, nie na los osób nieuleczalnie chorych, ale – wyjątkowo – ich opiekunów.

Życie Pani Czesławy od 18 lat kręci się wokół syna Łukasza. Chłopak został brutalnie pobity. Miał wtedy 16 lat. To cud, że w ogóle żyje. Prawdopodobnie był prześladowany przez dłuższy czas, bo przyszedł kiedyś w podartej kurtce, skarżył się też na bóle głowy. Do doznawanej przemocy się jednak nie przyznawał. W końcu został zaatakowany tak mocno, że trafił na OIOM. W wyniku zatrzymania akcji serca doszło do niedotlenienia kory mózgowej i niedowładu czterech kończyn.

Dziś Łukasz jest dorosłym człowiekiem. Nie chodzi i nie mówi. Jednak mama jest pewna, że wszystko rozumie. Okazuje emocje – śmieje się, denerwuje. Porozumiewają się głównie za pomocą oczu i powiek. Widać też efekty rehabilitacji, która nie byłaby możliwa bez zaangażowania kobiety.

 

#SamotnyBohater

Ojciec chłopaka po wypadku nie wytrzymał. Stopniowo się izolował, wyjeżdżał. W końcu całkowicie odszedł, zostawiając rodzinę. Pani Czesława została z Łukaszem sama. Przyznaje, że jest im trudno. Gdy Łukasz był nastolatkiem, odwiedzali go znajomi, przychodzili wolontariusze. Dziś już ich nie ma.

Aby Łukasz wyzdrowiał – godzę się na wszystko

Z uwagi na stan Łukasza, Pani Czesława zupełnie zapomniała o sobie. Tymczasem lata upływają także dla niej.

Nawet nie mówię, że źle się czuję, bo jak tylko zaczynam stękać, to już widzę, że on się tym przejmuje. Kiedyś zemdlałam w przychodni i wzięli mnie do szpitala. Wyszłam na własne żądanie, nie dałam się położyć, bo wiedziałam, że Łukasz jest sam w domu – opowiada Pani Czesława.

Zapytana o marzenia odpowiada, że najbardziej chciałaby, żeby syn wyzdrowiał.

Ja już nie dbam o siebie w ogóle, aby Łukasz wyzdrowiał to ja już się na wszystko godzę. Kiedyś mi się śniło, że podpisałam taki certyfikat, że oddaję swój mózg Łukaszowi, że ja już nie będę żyła, już się żegnałam – no całą noc mi się coś takiego śniło – dodaje.

Fundacja Hospicyjna. Kampania "Hospicjum to też Życie"


Małe kroki zmieniają wiele

Z myślą o osobach takich jak Pani Czesława i jej syn, z inicjatywy Fundacji Hospicyjnej powstała kampania „Opiekun rodzinny – nie musi być sam”. Celem jest stworzenie sieci Lokalnego Wolontariatu Hospicyjnego w całej Polsce, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi każdego z nas na los naszych znajomych, sąsiadów, a czasem nieznajomych, których regularnie spotykamy w osiedlowym sklepie.

Chcemy pokazać, że należy zacząć od małych kroków, które mogą wiele zmienić. Opiekunom potrzebna jest pomoc w prostych sprawach. Może to będzie wyprowadzenie psa, zrobienie zakupów albo wspólny spacer? Czasem rozmowa albo spędzenie kilku chwil z bliskim chorego, by opiekun mógł pójść do lekarza czy zwyczajnie odpocząć – mówi Anna Janowicz, Prezes Fundacji Hospicyjnej i koordynatorka kampanii.

Zachęcamy do obejrzenia rewelacyjnego spotu, który obrazuje, kim tak naprawdę jest opiekun rodzinny.

Więcej informacji można uzyskać na stronie internetowej www.hospicja.pl

Historia Pani Czesławy i Łukasza została przedstawiona w reportażu Pawła Kęski „Matka”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail